fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Stanisław Cat Mackiewicz: Przerwana operacja SB

Stanisław Cat-Mackiewicz jako wzięty autor podczas kiermaszu książki w 1961 r. Za trzy lata wyśle pierwszy artykuł do paryskiej „Kultury”, niedługo później namierzy go SB.
EAST NEWS, Danuta Łomaczewska
Stanisław Mackiewicz nie obawiał się procesu. Stwierdził wręcz, że chce, aby jego sprawa nabrała rozgłosu.

Spotkanie ministra Lucjana Motyki i prokuratora generalnego Kazimierza Kosztirki z przedstawicielami prasy i środowiska literackiego odbyło się 15 lipca 1965 r. w Ministerstwie Kultury i Sztuki. Związek Literatów Polskich reprezentował m.in. prezes Jarosław Iwaszkiewicz. Prokurator zawiadomił uczestników spotkania o „niezgodnej z prawem działalności trzech członków ZLP": Stanisława Mackiewicza, Januarego Grzędzińskiego i Jana Nepomucena Millera. Uwagę poświęcił szczególnie Mackiewiczowi, któremu zarzucił opublikowanie na łamach paryskiej „Kultury" pod pseudonimem Gaston de Cerizay artykułów szkalujących „nasz kraj". Za te „oszczerstwa" – zaznaczył – Cat otrzymywał honorarium w dolarach.

Zwołując kierownictwo ZLP, władze chciały spacyfikować ferment w środowisku literackim po Liście 34 oraz skłonić pisarzy do potępienia niepokornych kolegów. Nazajutrz cała Polska dowiedziała się z komunikatu ogłoszonego na łamach krajowej prasy o niecnych występkach trzech literatów.

Stanisław Mackiewicz był jednym z 34 intelektualistów protestujących przeciwko ograniczeniu przydziału papieru na druk książek i czasopism oraz zaostrzeniu cenzury prasowej. Gdy w końcu marca 1964 r. Radio Wolna Europa nagłośniło list do premiera PRL Józefa Cyrankiewicza, na jego sygnatariuszy spadły represje w postaci zakazu druku czy wystąpień w radiu i telewizji.

Od 1 kwietnia współpracę z Mackiewiczem zawiesiło paksowskie „Słowo Powszechne" i „Kierunki". Już wcześniej Wydawnictwo PAX wycofało się również z druku książki Cata „Polityka Becka". Jeszcze w tym samym roku książkę w ramach Biblioteki „Kultury" wydał Jerzy Giedroyc. Mackiewicz zeznał później w śledztwie, że maszynopis wywiózł z kraju malarz Leszek Wit Kaczanowski, który wiosną 1964 r. miał w Paryżu wystawę swoich obrazów. W zamian za tę przysługę Cat rekomendował go Józefowi Czapskiemu, znanemu malarzowi, związanemu z paryską „Kulturą". Po powrocie do kraju Kaczanowski przekazał Mackiewiczowi dwa niepodpisane listy z 10 i 17 sierpnia 1964 r., które zawierały ofertę współpracy z „Kulturą". Nadawca (z treści wynikało, że był nim Giedroyc) proponował Catowi, że przez rok będzie mu przesyłał co miesiąc 100 dolarów w zamian za pamiętniki i artykuły na aktualne tematy. Niebawem Mackiewicz skorzystał z oferty Giedroycia.

Smutne jest to życie w niewolniczej Polsce!

Pierwszy artykuł Gastona de Cerizay w „Kulturze" ukazał się w numerze z października 1964 r. Mackiewicz, pisząc w nim o reakcji władz PRL na List 34, stwierdził: „Za czasów Stańczyka, za Zygmunta Starego, Polska była krajem wolności, dziś jest domem niewoli". W ten sposób „w niewybrednej formie" atakować miał „zasady ustrojowe PRL". W ocenie prokuratury Cat, rozdmuchując do nadmiernych wymiarów sprawę Listu 34, próbował „rzucić cień na całość politycznej sytuacji w kraju".

Kolejne artykuły tajemniczego Gastona pojawiły się w numerze styczniowo-lutowym oraz w marcu (dwa) i czerwcu 1965 r. Władze PRL szczególnie oburzyła opinia, że 99,99 proc. obywateli Polski Ludowej nienawidzi ustroju komunistycznego, a spośród wszystkich klas społecznych „najwięcej wroga reżymowi, najbardziej nienawidząca samego wyrazu socjalizm, jest niewątpliwie klasa robotnicza". Na tej podstawie prokuratura zarzucała Mackiewiczowi, że jego celem było „zwykłe polityczne jątrzenie" oraz stwarzanie u czytelnika wrażenia „nieustannego stanu wrzenia i napięcia oraz ciągłej sytuacji konfliktowej, która rzekomo istnieje między władzami a społeczeństwem".

W innym artykule Gaston pisał: „Smutne jest to życie w niewolniczej Polsce!". Dla władców PRL irytujące musiało być również stwierdzenie, że „rząd Gomułki jest po prostu za słaby, aby [mógł] pozwolić sobie na jakikolwiek liberalizm", zwłaszcza w sytuacji, gdy wodzem „znakomitej większości Polaków" był prymas Stefan Wyszyński.

Już po pierwszym artykule Gastona de Cerizay Służba Bezpieczeństwa podejrzewała, że pod tym pseudonimem może ukrywać się Stanisław Mackiewicz. Do takiego wniosku na podstawie analizy stylu i treści artykułu doszedł jeden z tajnych współpracowników, opracowujący ekspertyzę na zlecenie SB.

Tropy próbował zmylić sam Mackiewicz. Aby odwrócić od siebie podejrzenia, w listach do przyjaciół za granicą, Michała Pawlikowskiego i Wacława Zbyszewskiego, dopytywał się, kim jest ów Gaston de Cerizay: „Jeśli go zdemaskują – pisał – to go po główce nie pogładzą".

Do przełomu w śledztwie doprowadziło założenie podsłuchu w mieszkaniu Mackiewicza. W końcu maja SB trafiła na kolejny ślad. W przesyłce wysłanej na adres w Kanadzie znaleziono artykuł Gastona de Cerizay. Nadawcą listu był emerytowany architekt Józef Falkowski z Warszawy. 21 czerwca 1965 r. Falkowski po wyjściu z mieszkania Mackiewicza został zatrzymany przez SB. W trakcie rewizji osobistej znaleziono przy nim kolejny, jeszcze niepublikowany artykuł. Falkowski twierdził, że podczas wizyty u Mackiewicza otrzymał maszynopis od nieznanego mu mężczyzny. W mieszkaniu Falkowskiego funkcjonariusze natrafili na kopie artykułów Gastona de Cerizay opublikowane wcześniej w „Kulturze" oraz nowe teksty przygotowane do wysyłki za granicę.

Pętla wokół Cata zaciskała się coraz bardziej. 22 czerwca Mackiewicz został wezwany do MSW na przesłuchanie. Nie ukrywał, że jest autorem pięciu tekstów opublikowanych w „Kulturze" pod pseudonimem. Oświadczył, że artykuły wysyłał pocztą na adres Józefa Czapskiego, który przekazywał je Giedroyciowi. Przyznał się również, że maszynopisy przed wysłaniem dawał do czytania różnym znajomym. Po przesłuchaniu prokurator Leszek Pietrasiński przedstawił Mackiewiczowi zarzut napisania szeregu artykułów zawierających fałszywe wiadomości dotyczące panujących w PRL stosunków politycznych, które pod pseudonimem publikował w paryskiej „Kulturze". Cat nie poczuwał się jednak do winy. Podkreślił, że artykuły nie zawierały żadnych fałszywych wiadomości, a do publikowania w „Kulturze" zmusiło go zaostrzenie cenzury w kraju. Jeszcze tego samego dnia wieczorem śledczy przeprowadzili rewizję w mieszkaniu Mackiewicza, podczas której znaleźli m.in. listy Giedroycia z 10 i 17 sierpnia 1964 r.

Podczas kolejnych przesłuchań Mackiewicz zaznaczył, że nie zawierał z Giedroyciem żadnej umowy dotyczącej druku w „Kulturze" ani nie otrzymywał od niego wspomnianych 100 dolarów miesięcznie (na tej podstawie prokuratura twierdziła, że „Giedroyc oszukał Mackiewicza"). Cat przyznał, że na jego konto w Banku PKO od końca 1964 r. regularnie wpływało 49 dolarów. Nie wykluczył, że pieniądze mogły pochodzić od Giedroycia. Według wyciągu z konta przelewów w Londynie dokonywał przyjaciel Cata Wacław Zbyszewski i niejaki T. Rajewski, którego Mackiewicz nie znał.

Gdy po trzech tygodniach Cat wrócił z sanatorium w Solcu-Zdroju (na miejscu obserwowali go funkcjonariusze kieleckiej bezpieki), ponownie został wezwany na przesłuchanie. Oficer śledczy okazał mu najnowszy numer paryskiej „Kultury", w którym wydrukowany był kolejny artykuł Gastona de Cerizay „Adwokatura po roku – czyli zbędni ludzie w służbie przemocy". Mackiewicz stanowczo zaprzeczył, by był jego autorem. Oburzony twierdził, że ktoś podszył się pod jego pseudonim.

Autorem artykułu był najprawdopodobniej były warszawski adwokat Janusz Cezary Ketling-Szemley. W śledztwie zeznał, że artykuł opracował Grzędziński przy jego współudziale, Grzędziński nie potwierdził jednak tych zeznań i nie przyznał się do autorstwa. Ketling-Szemley zeznał również, że na propozycję Grzędzińskiego wysłał na adres swoich znajomych w Belgii i Francji kilka artykułów Gastona de Cerizay z prośbą o przekazanie ich do redakcji „Kultury". Czy działo się to za wiedzą i zgodą Mackiewicza? Cat zeznał, że dawał swoje artykuły Grzędzińskiemu, ale tylko do czytania. Nie można też wykluczyć, że Ketling-Szemley, podszywając się pod Gastona de Cerizay (Mackiewicza), działał na polecenie SB. W sądzie toczyła się przeciwko niemu sprawa o fałszowanie dokumentów i wyłudzanie pieniędzy od osób, których był obrońcą. Esbecy mogli go więc szantażować albo obiecać złagodzenie kary.

Podczas lipcowych przesłuchań Mackiewicz przyznał się, że oprócz pięciu już wydrukowanych artykułów wysłał do „Kultury" jeszcze dwa teksty. Jeden z nich „Podziemie gospodarcze" ukazał się w numerze wrześniowym. Cat dowodził w nim, że w Polsce niemal wszyscy coś „organizują", a podziemie gospodarcze „stanowi naturalną korektywę socjalistycznych absurdów".

Uniknąć powtórki z Wańkowicza

Na początku listopada Prokuratura Generalna wniosła do warszawskiego Sądu Wojewódzkiego akt oskarżenia przeciwko Mackiewiczowi. Oskarżony został z artykułu 23 § 1 dekretu z 13 czerwca 1946 r. o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa (tzw. mały kodeks karny), przewidującego karę od 3 do 15 lat pozbawienia wolności. Jednak sąd – powołując się na orzeczenie lekarskie stwierdzające, że Cat jest przewlekle chory – postępowanie zawiesił. W orzeczeniu wydanym przez Klinikę Neurologiczną Akademii Medycznej w Warszawie czytamy co prawda, że Mackiewicz cierpi na przewlekłe i uporczywe schorzenie, w konkluzji podkreślono jednak: „Nie stwierdza się przeciwwskazań dla stawienia przed sądem i uczestniczenia w rozprawie sądowej ob. Mackiewicza przy uwzględnieniu pewnych ułatwień technicznych (dowiezienie windą na piętro, siedzenie w czasie rozprawy) i z wyjątkiem okresów możliwych zaostrzeń bólowych".

To nie względy medyczne zadecydowały więc o zawieszeniu postępowania. Władze PRL najwyraźniej obawiały się kompromitacji podobnej do tej z Melchiorem Wańkowiczem. Ten jeden z najpoczytniejszych wówczas pisarzy został oskarżony o przekazanie na Zachód memoriału zawierającego rzekomo fałszywe i oczerniające wiadomości o sytuacji kultury w Polsce. Chodziło o projekt przemówienia, które Wańkowicz chciał wygłosić na plenum ZLP. Memoriał wpadł w ręce wywiadu PRL. W listopadzie 1964 r. 72-letni Wańkowicz skazany został na trzy lata więzienia (na mocy amnestii wyrok obniżono o połowę). Pisarz szykował się już do odsiadki wyroku, ostatecznie nie trafił jednak do więzienia. Skazanie Mackiewicza mogło w rezultacie doprowadzić do podobnego problemu, dlatego sąd, naciągając orzeczenie lekarskie, zawiesił sprawę.

Nie po to wrócił, żeby uciekać

Jeśli ktoś miał nadzieję, że Mackiewicz w podzięce za „darowanie" winy nie będzie już więcej wysyłał „wrogich" artykułów za granicę, to grubo się mylił. Swoista bezkarność raczej rozzuchwaliła Cata, któremu spodobała się zresztą rola męczennika. W liście do mieszkającego w Stanach Zjednoczonych Michała Pawlikowskiego z 6 października 1965 r. pisał przewrotnie: „Marzę o tym, żeby mnie wsadzili do więzienia. Byłoby to niezłe zakończenie w Encyklopedii hasła: Stanisław Mackiewicz".

Z punktu widzenia rządzących może najlepszym rozwiązaniem byłaby ponowna emigracja Cata. Już wcześniej Giedroyc oraz bracia Karol i Wacław Zbyszewscy z Londynu namawiali go do pozostania na Zachodzie. Wyjazd z Polski na stałe sugerował mu również znany krajowy pisarz Jerzy Putrament, którego Cat znał jeszcze z czasów wileńskich. Mackiewicz twierdził jednak, że nie po to w 1956 r. wrócił do kraju, żeby z niego ponownie uciekać. Nawet mając świadomość, że żadne krajowe czasopismo nie wydrukuje ani jednego jego słowa, nie chciał wyjeżdżać: „Byłoby to przekreśleniem samego siebie" – pisał do Pawlikowskiego.

Uparty Mackiewicz, jakby na przekór wiszącym nad nim oskarżeniom, ponownie wysyłał na różne adresy za granicą swoje artykuły dla „Kultury". Konfiskowała je jednak SB. Już po zatrzymaniu pierwszej przesyłki 11 grudnia 1965 r. Biuro Śledcze MSW ponownie wszczęło dochodzenie przeciwko Mackiewiczowi. W końcu grudnia funkcjonariusz SB przeprowadził rozmowę ostrzegawczą z Catem. Mackiewicz oświadczył jednak, że współpracy z „Kulturą" nie zaprzestanie i będzie przekazywał artykuły przy każdej nadarzającej mu się okazji. Nie obawiał się procesu. Stwierdził wręcz, że chce, aby jego sprawa nabrała rozgłosu.

W odwecie SB postanowiła zastosować wobec Mackiewicza „pełną inwigilację", wykorzystując tajnych współpracowników oraz technikę operacyjną (podsłuch) i obserwację zewnętrzną. Zamierzano też doprowadzić do izolacji Cata w środowisku literackim. Przyjaciele nadal odwiedzali jednak Mackiewicza, a ten w rozmowach z Pawłem Jasienicą, Stefanem Kisielewskim czy Stanisławem Stommą w „sposób napastliwy" i „zdecydowanie wrogi" komentował bieżącą sytuację w kraju. Ponieważ Cat niejednokrotnie siadał za kierownicę po spożyciu alkoholu, postanowiono odebrać mu prawo jazdy, gdyby się to powtórzyło w przyszłości.

Mimo recydywy Cata prokuratura nie spieszyła się ze wszczynaniem śledztwa. W połowie stycznia 1966 r. Biuro Śledcze MSW interweniowało nawet w tej sprawie w Prokuraturze Generalnej. Kierownictwo prokuratury, powołując się na istniejące w aktach poprzedniej sprawy orzeczenie lekarskie, twierdziło jednak, że uniemożliwia ono przedstawienie Mackiewiczowi nowych zarzutów. Argumentowano, że Cat mógłby się powołać na to orzeczenie i odmówić składania wyjaśnień. Pamiętając o niedawnym zawieszeniu sprawy przeciwko Catowi i wcześniejszych perypetiach z Wańkowiczem, śledczy nie mieli ochoty ponownie się kompromitować.

16 lutego 1966 r., po naciskach z MSW, prokuratura wszczęła ostatecznie śledztwo przeciwko Mackiewiczowi. Jednak dwa dni później Cat zmarł. W tej sytuacji z ulgą umorzono sprawę.

Krzysztof Tarka jest historykiem, kierownikiem Katedry Historii Najnowszej w Instytucie Historii Uniwersytetu Opolskiego. Zajmuje się polską emigracją polityczną i działaniami władz PRL wobec wychodźstwa

Magazyn Plus Minus

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA