fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Jan Maciejewski: Aborcja jest nowym kolonializmem

Fotorzepa/ Robert Gardziński
We wstępie do książki „Imperium" brytyjski historyk Niall Ferguson przechadza się w pamięci po swoim rodzinnym domu, „małym postkolonialnym muzeum", jak sam je nazywa. Widzi sierść antylopy leżącą na kanapie, portret masajskiego wojownika na ścianie, bębny ze skóry zebry ustawione w rogu pokoju. Ale tego, co naprawdę zawdzięczała swoim podbojom Wielka Brytania, jak zresztą każde kolonialne imperium, nie dało się zawiesić na ścianie. Było tego zbyt wiele, a do tego nie miało w sobie nic egzotycznego. To styl i sposób życia, wygoda i komfort, których źródeł usilnie próbowano się nie domyślać. A przede wszystkim – nie widzieć. Na wszelki wypadek, żeby cena nie przesłoniła zysku.

„Albowiem takie zadanie przed sobą postawiłem: słowem pisanym sprawić, byś usłyszał, byś poczuł, a nade wszystko – zobaczył. Tyle i nic więcej, tyle – gdyż w tym jest wszystko". Co miał zobaczyć w „Jądrze ciemności" przeciętny obywatel brytyjskiego imperium, dla którego pisał Joseph Conrad? To samo, co w każdym lustrze. Od tej powieści zaczynają się dzieje postkolonialnego syndromu. Wyrzutu sumienia, w którym nie chodzi o współczucie ofiarom, tylko namysł nad własnym szaleństwem. I nienawiść do wszystkiego, na wszelki wypadek, co zachodnie i „białe". Bo tak jak niedostrzegalny i wszechobecny był zysk i korzyści płynące z kolonii, tak trudny do wskazania jest konkretny winny.

Główną bohaterką tej historii jest hipokryzja. Kolonializm działał do momentu, w którym nie został ujrzany. Tak jak grzechy mieszczańskiej rodziny - nie istnieją, dopóki nie zaczną o nich szeptać sąsiedzi. Dokładnie ten sam zamiar i intencję co Conrad miał kilkadzies...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA