fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Robert Mazurek: Dzban na dobry początek

winnica
AdobeStock
Polacy kochają Gruzję. Nie dziwota, bo kraj piękny, jedzenie świetne, ludzie gościnni, no i przede wszystkim nas lubią, doceniają. Poznali się na nas, więc sympatię odwzajemniamy. I wreszcie mają te swoje wina, choć tu zaczynają się schody.

Choćby te ich szczepy – nawet jeśli nie jest ich 400, jak twierdzą, to wystarczająco wiele, by się w nich pogubić, zwłaszcza że te nazwy – bądźmy szczerzy – do niczego są niepodobne. O saperavi jeszcze świat słyszał, białe rkatsiteli już gorzej, a dalej jest ciemna noc. Bo takie kindzmarauli to szczep czy nie? Tak na marginesie – nie, to rodzaj półsłodkiego czerwonego wina robionego z gron saperavi w regionie Kindzmarauli, ale najmocniej przepraszam, że komplikuję. O innych pułapkach czyhających na początkującego miłośnika win gruzińskich nie będę już wspominał.




To, co w Gruzji, słusznie uważanej – wraz z Iranem i Armenią – za kolebkę wina, jest najcenniejsze, to unikalność tych win. O szczepach już wspomniałem, ale przecież Portugalia też ma dziesiątki swych odmian, a takiego halo wokół jej win nie ma. Bo Gruzja ma też swój sposób robienia win. Otóż do fermentacji używa się tu wielkich glinianych dzbanów – amfor, po gruzińsku kwewri. Zgniecio...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA