fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Polskie pokolenie stworzone przez pandemię

AdobeStock
Czy dla pierwszej polskiej generacji XXI wieku wydarzeniem o pokoleniotwórczym charakterze będzie doświadczenie konieczności przeorganizowania swojego życia?

Na pokolenie patrzy się często przede wszystkim jak na kohortę wiekową. Wyróżniamy część populacji ze względu na biologiczny wiek osób, które do niej należą. 20 lat, jakie dzielą generację młodszą od starszej, to czas, jaki może upłynąć od narodzin rodziców do narodzin dzieci. Reguła jest tu prosta: jest zbliżony wiek, pojawia się pokolenie. Kluczową kwestią jest czas. Pewnie dlatego po pojęcie „pokolenie" sięgają często ci, którzy chcą podkreślić, jak długo trwa jakieś zjawisko („Ten przepis znamy od pokoleń") albo jak bardzo jest trwałe (szyld reklamowy o treści „Ogrodzenia na pokolenia"; inicjatywa „Dobrobyt na pokolenia").

Socjologowie idą jeszcze dalej. Według nich to, co odróżnia od siebie przedstawicieli dwóch generacji, to nie tylko wiek, ale też idące w ślad za nim postawy, uznawane wartości, aspiracje czy wreszcie sposób życia. – Słowo „pokolenie" kojarzy mi się raczej z osobami starszymi, dziadkami, może nawet pradziadkami. Słyszałem, że na weselu czy na jubileuszu dziadków będzie kilka pokoleń, że to jest fajne. Jak byłem młodszy, rodzice ostrzegali mnie przed konfliktem pokoleń. Nie używam i nie słyszę często tego słowa, ale znam je – mówi Maciej, rocznik 2004. – Słowo „pokolenie" jest trochę jak słowo „rówieśnicy". Wiemy, o co chodzi, ale sami z siebie raczej go nie używamy. Trąci myszką, może jest na wyrost, na specjalne okazje – dodaje Kamil, urodzony w roku 2001.

Część badaczy reprezentujących nauki społeczne przekonuje, że podstawa, na bazie której można wyróżniać kolejne pokolenia, to ważne, doniosłe historycznie wydarzenia. Dawniej były to zwykle trudne, nierzadko wręcz traumatyczne, zdarzenia: wojny, znaczące bitwy czy kluczowe decyzje wojskowo-polityczne. W ten sposób osoby urodzone w latach 20. i 30. XX wieku w Niemczech, które często jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności wcielano do Wehrmachtu, zaliczano do Flakhelfer-Generation. To w dosłownym tłumaczeniu pokolenie pomocników artylerii, a FlaK to skrót od Fliegerabwehrkanone, czyli artylerii przeciwlotniczej.

Węgierski socjolog Karl Mannheim podkreślał, że to właśnie przeżywanie tych samych wydarzeń historycznych sprawia, że osoby, które tworzą jedno pokolenie, są automatycznie na siebie zorientowane. Skrajnego przykładu dostarczył angielski powieściopisarz Aldous Huxley, który za wydarzenie o pokoleniotwórczym charakterze uznał premierę klasycznej opery „Peleas i Melizanda" w Opéra-Comique w Paryżu w 1902 r. Do jednego pokolenia zaliczył osoby, które były na tej premierze obecne.

Współcześnie istotne wydarzenia kształtujące generacje rozumiane są szerzej. To już nie tylko traumatyczne okoliczności, którym jednostka musi stawić czoła. Socjolog prof. Antoni Sułek wymienia tu długą listę: od wydarzeń politycznych, przez przemiany społeczne, procesy gospodarcze, po prądy kulturowe. „Generacja to zbiorowość ludzi, którzy przeżyli te same sytuacje i reagowali na te same wyzwania" – przekonuje z kolei prof. Piotr Sztompka w publikacji „Socjologia. Analiza społeczeństwa". Podkreśla przy tym jednak, że każdy sytuacji i wyzwań doświadcza osobno i reaguje na nie po swojemu.

Wszyscy nas ostrzegają, że nie będzie etatu

Młodzi Polacy wskazują na kilka wydarzeń, które kształtowały i kształtują ich pokolenie. Pierwsze z nich to zmiany technologiczne. – Urodziłam się w 2003 r. i pamiętam, jak miałam kilka lat i internet już był. Dostałam telefon pod koniec podstawówki. Nagle pojawiły się smartfony i stało się coś takiego, że internet zaczął być wszędzie. Dziś nie wyobrażam sobie bez niego życia. To jest chyba, mówiąc górnolotnie, znak czasów mojego pokolenia – mówi Anna.

Do drugiej grupy istotnych wydarzeń o pokoleniotwórczym charakterze można zaliczyć zjawiska związane z globalizacją. – Często słyszę od dziadków, ale nawet od rodziców czy od brata, który urodził się na początku lat 90., że my mamy większe niż oni szanse na podróże. Jechać na pół roku do innego kraju, zorganizować sobie na własną rękę wczasy na innym kontynencie, nie mówiąc o wyjazdach na Erasmusa czy związanych z pracą w korporacjach. Wielu moich znajomych z tego korzysta – podkreśla Maciej, rocznik 2001. – Moje życie to ciągłe ostrzeżenia, żeby uważać na terroryzm. Zamachy w Belgii czy Francji. Słyszałem oczywiście o World Trade Center, ale nie mam żadnych wspomnień z tamtego dnia. 11 września 2001 r. miałem cztery miesiące. To trochę jak bitwa pod Grunwaldem, wiem, że była, i wiem kiedy – przyznaje z uśmiechem.

Urodzeni na początku XXI wieku wspominają też, że ważną datą był dla nich rok 2012. – Tak głośno było o Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie. Czekało się na tę datę, jakby miało się wydarzyć coś ekstra, coś przełomowego, że nasz kraj, a może świat się zmieni. I będzie przed rokiem 2012 i po roku 2012. Tymczasem dla mnie ważniejsze było to, co działo się w kolejnych latach, gdy zbliżałem się do 18. urodzin – opowiada Kamil, urodzony w 2001 r.

U osób, których całe dotychczasowe życie przypadło na XXI wiek, pojawia się też myśl, że istotnym przeżyciem jest dla nich doświadczenie niepewności. Mówią oni głównie w odniesieniu do życia zawodowego. – Wszyscy nas ostrzegają, że nie będzie etatu. Że mamy przygotować się na śmieciówki. Długie staże, słabo płatne albo bezpłatne. Że to nie my zdecydujemy, kim będziemy w życiu, tylko trudny rynek pracy. Pracowałem w gastronomii, chwilę w księgowości, miałem dorywcze zajęcia. W wakacje był staż – wspomina Kacper, który w tym roku skończy 19 lat. Jego rówieśniczka Ewa dostrzega niepewność w życiu prywatnym. – Moja mama, gdy miała tyle lat, co ja, już szykowała się do ślubu z moim tatą. Mieli wszystko poukładane, ja urodziłam się niedługo potem. Nie widzę siebie w tym, a przecież to nie było jakoś bardzo dawno. Ja nie sądzę, abym w ciągu najbliższych dziesięciu lat wyszła za mąż, a może jeszcze dłużej – przekonuje.

Zaliczyliśmy gimnazjum

Większość socjologicznych koncepcji dotyczących pokoleń odnosi się do ludzi młodych i dzieci. Wyraźnie widać to w drugiej grupie teorii odnoszących się do tego, co buduje generacje. Tam zwraca się uwagę nie tyle na przeżywane wspólnie wydarzenia, ile raczej na więzi i konflikt. Amerykańska antropolożka Margaret Mead w publikacji „Kultura i tożsamość. Studium dyskursu międzypokoleniowego" kreśli wizję świata, w którym proces pokoleniotwórczy rozpoczyna się w momencie, gdy dziecko idzie do przedszkola albo szkoły i spotyka tam swoich rówieśników. Odkrywa wtedy bardzo szybko, że to z nimi utożsamia się łatwiej i szybciej niż z przeróżnymi wzorami i propozycjami, które podsuwają mu rodzice czy dziadkowie. Mead zwraca też uwagę, że dla dzieci trudna do zrozumienia jest przeszłość starszych pokoleń. Dla kilkulatka często niemożliwe jest wyobrażenie sobie, z jakimi problemami zmagali się kilka miesięcy czy kilkanaście lat wcześniej jego rodzice czy dziadkowie. Ten sam kilkulatek potrafi jednak doskonale zrozumieć niedawne przeżycia kolegi ze swojej klasy czy grupy w przedszkolu.

Fundamentem, na którym buduje się tożsamość generacji, są spotkanie i interakcja przedstawicieli tego samego pokolenia. Hiszpański filozof i eseista Ortega y Gasset podkreśla w „Po co wracamy do filozofii", że są oni „wyposażeni w typowe charaktery, dyspozycje, preferencje, które nadają im wspólnotową fizjonomię, odróżniając tym samym od poprzedniego pokolenia". Czy tak działa to w przypadku obecnych 20- i kilkunastolatków? – Na pewno, gdy spotykam się z ludźmi w moim wieku, nawet młodymi, możemy złapać kontakt, gdy przypomnimy sobie, jak to było, zanim internet był tak popularny jak teraz. Albo jak chodziliśmy do gimnazjum. Nasi rodzice nie chodzili, teraz gimnazjum już nie ma, a my jeszcze zaliczyliśmy tę szkołę – podkreśla Kacper, rocznik 2001.

– W szkole było mnóstwo takich rzeczy, które łączyły. Pewnie są dzięki temu więzi czy raczej wspomnienia. Mój starszy brat nie zdawał matury z matematyki, bo nie była obowiązkowa. Ja musiałem. Czasem spotyka się ludzi, którzy widać, że są w podobnym wieku i są tematy do rozmowy: czy ktoś wyjeżdżał pracować w czasie wakacji za granicę, do Anglii albo do Niemiec. Mój tata też – z tego, co mówił – na studiach wyjeżdżał do pracy w okolice Dortmundu, ale to nie to samo. Polski nie było w Unii, były granice, paszporty, to brzmi zupełnie inaczej – dodaje Krystian, rocznik 2000.



Nie interesujemy się tak polityką

Urodzeni w latach dwutysięcznych podchodzą często z dystansem do pomysłu, że to kontakty z rówieśnikami wzmacniają więź pokoleniową. – Na stażu w czasie wakacji dużo lepszy kontakt miałam z osobami o kilka lat młodszymi od moich rodziców, czterdziestolatkami, niż z innymi osobami ze stażu czy nawet ze studentami albo młodymi pracownikami. Od starszych mogłam się więcej nauczyć, mieliśmy podobne zainteresowania. Po prostu z kimś mamy chemię i dogadujemy się, a z kimś innym nie – ocenia Katarzyna, rocznik 2001.

O znaczeniu wspólnych tematów pisał m.in. niemiecki filozof George Simmel. Postawił ciekawą tezę, że częste sięganie po pojęcie generacji nie świadczy najlepiej o czymś, co nazywał ożywieniem intelektualnym. Według Simmla w sytuacji, gdy to ożywienie jest, mamy tendencję do kontaktowania się i grupowania z ludźmi bez nadmiernego koncentrowania się na tym, ile mają lat. Decydują wspólne zainteresowania i problemy do rozwiązania. W sytuacji przeciwnej, gdy bodźców intelektualnych nie ma albo są słabe, zaczynamy mocniej orientować się na osoby w podobnym wieku. – Wiele koleżanek z mojego rocznika ma partnerów starszych nawet o osiem czy dziesięć lat. Wiek jest trochę przereklamowany, każdy przecież inaczej dojrzewa – komentuje Anna, rocznik 2001.

Trzeci zestaw koncepcji dotyczących pokolenia koncentruje się na potencjale, jaki drzemie w przedstawicielach konkretnej generacji. Ten sposób myślenia – podobnie jak dwa poprzednie – nie jest nowy. Można go znaleźć w publikowanych w połowie XX wieku pracach izraelskiego socjologa Samuela Eisenstadta czy polskiego badacza młodzieży Jana Szczepańskiego, który przekonywał, że doniosłość pokolenia tkwi w jego możliwościach. Podawał tu przykład generacji młodych osób i nadziei oraz oczekiwań, jakie wiążą z nimi dorośli. Eisenstadt szedł jeszcze dalej i w książce „Od pokolenia do pokolenia. Grupy wiekowe i struktura społeczna" wskazywał, że każde pokolenie ma swoje zadania, a realizując je, zapewnia ciągłość systemu społecznego. – Często słyszałam od dziadków, że jesteśmy, ja i moi rówieśnicy, skazani na sukces, bo żyjemy w spokojnych czasach, bo możemy uczyć się, rozwijać. Żeby niczego nie zmarnować – podkreśla Krystian, rocznik 2000.

Gdy rozmawia się z młodymi osobami o ich potencjale, powraca temat niepewności. – Ja widzę raczej to, co blokuje potencjał. Starsze osoby mówią, że w ich czasach wszystko było bardziej poukładane, dające się przewidzieć. Dzisiaj nie wiadomo, jaka praca będzie nas czekać za pięć lat, jakie będą zawody, czy nie zastąpią nas roboty. Nie wiadomo, czego się uczyć, wszystko się zmienia, trzeba cały czas być czujnym – dodaje Kamil, który za kilka miesięcy będzie obchodzić 19. urodziny. – Gdy ktoś mieszka w małej miejscowości, może mieć problem z wykorzystaniem swojego potencjału. Jeśli chce pracować na etacie, a nie na umowę o dzieło, zarabiać więcej niż minimalna krajowa, musi wyjechać do większego miasta. Potencjał zależy chyba od tego, gdzie mieszkamy, a nie od tego, ile mamy lat – uważa Anna, rocznik 2001.

Część osób urodzonych w Polsce na początku XXI wieku ma wrażenie, że oczekuje się od nich dążenia do zmian. – Słyszymy czasami, że powinniśmy zrobić coś, żeby Polska była mniej podzielona, zbuntować się. Ale chyba my tak mocno nie interesujemy się polityką. U mnie w klasie czy teraz na studiach też byli ludzie o różnych poglądach, z różnym podejściem do LGBT czy Unii Europejskiej. Nie jesteśmy jednomyślni. A każdy jest zajęty sobą, swoją nauką, pracą, związkiem, to wszystko zabiera mnóstwo energii – dodaje Marcel, urodzony w 2000 roku.



Ja jestem zupełnie inny

Słowo „pokolenie" nie wypada z obiegu. Pojawiają się jednak głosy, że pojęcie to używane jest na wyrost, że nie da się wskazać tak znaczących przeżyć historycznych o pokoleniotwórczym charakterze, aby na ich podstawie wyróżniać nowe generacje.

Badacze społeczni już pod koniec XX wieku zaczęli używać pojęcia „generationalism", które – jako połączenie angielskich słów „generation" i „rationalism", czyli „pokolenie" i „racjonalizm" – tłumaczyło zawrotną karierę pierwszego z tych wyrazów. Historyk Robert Wohl, autor wydanej przez Uniwersytet Harvarda monografii zatytułowanej „The Generation of 1914", dla niektórych zaskakującą „modę na pokolenie" tłumaczył magnetyzmem tego pojęcia. Pozwala ono sprawnie systematyzować i wyjaśniać historię, z odwoływaniem się do wydarzeń, które w życiu jednostek były punktami zwrotnymi. Według Wohla w przypadku zjawisk takich jak klasa społeczna czy naród zdecydowanie trudniej we współczesnym świecie o wskazanie sytuacji czy dat, które byłyby równie istotne i angażujące tak dużą grupę osób.

Bardziej przekonujący wydaje się być drugi argument. Mówi on tyle, że sięganie po pojęcie generacji idzie w parze z kluczowymi ideami demokracji. Chodzi przede wszystkim o pluralizm, ponieważ mamy do czynienia z różnorodnością w obrębie jednej generacji, a także równość, gdy wszyscy, na tych samych zasadach, należą do jednego pokolenia.

Częsta uwaga, jaką słyszę, prowadząc zajęcia na temat pokoleń, dotyczy tego, że generacje mają swoje etykietki, stworzone zwykle z postaw, aspiracji, wartości. Przedstawiciele pokolenia X byli uznawani za skoncentrowanych na życiu rodzinnym, w odróżnieniu od młodszych reprezentantów generacji Y, których widzi się raczej jako nastawionych na pracę, którą często zmieniają, bo są mobilni. Nierzadko pojawiają się sygnały od osób, których PESEL wskazuje na to, że należą do jednego czy drugiego pokolenia, i argumentują „Ja jestem zupełnie inny" albo „Ja mam inne cechy".

Może to znak, że na generację warto spojrzeć nieco inaczej? Być może przypisywane im zestawy cech, możliwości, istotnych doświadczeń niekoniecznie mówią nam coś o grupie ludzi należących do odpowiedniej kohorty wiekowej, lecz raczej o specyfice czasów, w których funkcjonują?

Gdy rozpoczynałem pracę nad tym artykułem, do naszego kraju docierały pojedyncze informacje o nowym, niebezpiecznym wirusie z Chin. Potem był lockdown, a dziś życie powoli wraca. Powstaje pytanie: czy to, co dzieje się na naszych oczach, za krótszą lub dłuższą chwilę zostanie uznane za wydarzenie, które stanowiło punkt zwrotny albo chociaż ważny punkt odniesienia dla pierwszego pokolenia XXI wieku? – To będzie coś, co się zapamięta, bo skutki potrwają długo – komentuje dopytywana przeze mnie Anna, rocznik 2001. – Moi rodzice czy dziadkowie mówią, że czują się, jakby wrócili do dawnych czasów. Ludzie kupowali na zapas towary, pojawiła się sąsiedzka pomoc, trzeba było wyjąć gry planszowe w domu. Dla mnie to coś nowego. Zamknięte siłownie czy restauracje to dziwne doświadczenie, takie nienormalne – dodaje Kamil, też rocznik 2001.

Nasze prawnuki będą się o tym uczyć

Może dla pierwszej polskiej generacji XXI wieku wydarzeniem o pokoleniotwórczym charakterze będzie właśnie doświadczenie konieczności przeorganizowania swojego życia? Na kilka tygodni albo na długie miesiące lub lata? Ludzie, którzy przez całe kilkunasto- albo nawet już 20-letnie życie mieli dostęp do traktowanej zwykle jak oczywista różnorodności edukacyjno-podróżniczo-rozrywkowo-sportowo-gastronomiczno-towarzyskiej, nagle zmierzyli się z falą ograniczeń.

– Nie wiem, jak to będzie. Ale i ja, i moi znajomi jesteśmy pewni, że o 2020 roku i pandemii koronawirusa będą się uczyć nasze prawnuki na lekcjach historii – dodaje Anna. Skoro przedstawiciele tej generacji zaczynają mówić o swoich prawnukach, coś może być na rzeczy.

Michał Dobrołowicz – dziennikarz RMF FM i doktorant Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA