fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Pojednanie domaga się zadośćuczynienia - komentuje Nikodem Zbigniew Brzózy

"Jako prezydent Niemiec chcę państwa zapewnić: Nie zapomnimy! Chcemy i będziemy pamiętać. Bierzemy na siebie odpowiedzialność, którą nakłada na nas nasza historia. Chylę czoła przed ofiarami ataku na Wieluń. Chylę czoła przed polskimi ofiarami niemieckiej tyranii. I proszę o przebaczenie" - mówił prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier rankiem 1 września tego roku w Wieluniu podczas obchodów 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej
KPRP
Przyznanie się Niemców do winy bez wypłaty odszkodowań byłoby tanią grą i cynizmem.

W czasie obchodów 80. rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej prezydent Niemiec wypowiedział ważne słowa o odpowiedzialności moralnej Niemców za zniszczenia i zbrodnie popełnione przez Niemców na Polakach w czasie drugiej wojny. Do winy przyznawali się już wcześniejsi prezydenci Niemiec i kanclerze. Walter Steinmaier uczynił to jednak w sposób dobitny i przekonujący. To było najbardziej poruszające wystąpienie niemieckiego polityka w historii naszych relacji. Wyznacza nie tylko politykom, ale również wszystkim Niemcom nowe standardy.

Niemcy w 1939 r. napadli na Polskę, zabili 6 mln obywateli, w tym 3 mln Żydów. Mord na Polakach przybrał formę ludobójstwa, eksterminacji. Dziesiątki tysięcy ludzi zostało okaleczonych fizycznie, ofiary przemocy naznaczone traumą psychiczną. Osierocone zostały miliony polskich dzieci. Polacy byli przymuszani do niewolniczej pracy. Miasta i wsie zamieniono w ruiny, niszczono polską gospodarkę, kulturę, zabytki: zamki, pałace, kościoły, kamienice, dworki, niszczono szkoły, drogi i mosty. Dzieła sztuki i wszystko to, co cenne ukradziono i wywieziono do Niemiec.

Eksterminowano w obozach śmierci lub rozstrzeliwano na ulicach polskich nauczycieli, lekarzy, inżynierów, profesorów uniwersytetów, ludzi kultury, robotników i rolników.

W wyniku wojny rozpętanej przez Niemcy Polska straciła jedną trzecią terytorium. Czy znając te fakty, ktokolwiek może powiedzieć, że Polska nie ma moralnego prawa do reparacji? Przecież odszkodowania zostały tylko w minimalnym stopniu wypłacone. Wedle wyliczeń wartość tylko jednej dziesiątej wyrządzonych szkód, i to łącznie z wartością Ziem Odzyskanych, czyli terytoriów przyłączonych do Polski.

Zdanie na dziś: dotarcie do świadomości

Mało kto w Niemczech i w Polsce zdaje sobie sprawę, że zaraz po wojnie zrobiono wycenę nie tylko polskich strat, ale również wartości Ziem Odzyskanych i terytoriów utraconych.

Całość szkód Polski wyliczono na ówczesne 78 mld dol. (dzisiejsza równowartość to ponad bilion dolarów), wartość terytoriów utraconych oszacowano na ok. 4 mld, a wartość ziem zachodnich na niecałe 10 mld dol. Jeśli włączy się do tego rachunku rekompensaty, jakie RFN dotychczas wypłacił poszczególnym ofiarom, to wedle wyliczeń jest to tylko jedna dziesiąta reparacji. Dlatego straszenie, że Niemcy nam wystawią rachunek za ziemie zachodnie, jest niemoralne i wynika z ignorancji. Nie do zaakceptowania jest zwłaszcza to, że taki przekaz formułuje strona niemiecka, np. prasa.

Wielkim zadaniem polskich instytucji państwowych jest uświadomienie ludziom, jaki jest faktyczny stan rzeczy. Trzeba dotrzeć nie tylko do Polaków, ale również do Niemców, i kształtować całą opinię światową.

Niepodejmowanie przez tyle lat przez stronę Polską tematu niespłaconych odszkodowań pokazuje, że brakuje nam świadomości i politycznej asertywności. Wynika to z kilku powodów. Po pierwsze, Niemcy po upadku komunizmu stały się dla nas pomostem z Europą Zachodnią, przyjęły też rolę orędownika przyjęcia Polski do Unii Europejskiej. Wystawianie im rachunków za drugą wojnę światową mogło się wydawać wtedy brakiem wdzięczności. Tymczasem to błąd, ponieważ przyjaznej polityki powojennych Niemiec nie można mieszać z kwestią materialnego zadośćuczynienia. Absurdem jest myślenie, że domaganie się od nich reparacji jest wyrazem polskiej niewdzięczności lub brakiem roztropności.

Musimy mocno stąpać po ziemi

Po drugie, brak asertywności może też wynikać z sentymentalnego podejścia do polityki i moralności. Relacje polityczne między obywatelami i krajami muszą być oparte na sprawiedliwości, a nie jedynie na symbolicznych gestach. Również w kwestiach moralnych trzeba chodzić po ziemi. Sentymentalne podejście do moralności traumatyzuje ofiarę i pogłębia winę zbrodniarza. Nie prowadzi do pojednania, lecz utrwala krzywdę.

Moralność to nie tyle kwestia słów, ile czynów. Jeśli przychodzimy do sąsiada, któremu wcześniej spaliliśmy dom i zabiliśmy część rodziny, na boso, prosząc o przebaczenie, to jednocześnie nie możemy się wykręcać i mówić, że przed materialną koniecznością zadośćuczynienia jesteśmy zabezpieczeni prawnie i że prosimy ofiarę, aby zostawiła nas w spokoju. Nic podobnego! Prawo wyrasta z moralności, a nie odwrotnie. Normy prawne są zakorzenione w etyce i się nie przedawniają. Trzeba zatem otworzyć sejf i wypłacić odszkodowanie, nawet gdyby to dużo kosztowało. Bez tego przyznawanie się do odpowiedzialności byłoby tanią grą i cynizmem. Piękne słowa i gesty prezydenta Waltera Steinmeiera należy odczytywać jako gotowość Niemiec do materialnego zadośćuczynienia. To, co powiedział przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie, było tak dobitne, że małodusznością byłoby dopatrywać się braku szczerości.

Nie wystarczy wyznać winy, trzeba pokuty

Polski rząd ostatnio zamiennie z pojęciem reparacji używa słowa „zadośćuczynienie". Jest to słuszne posunięcie w sytuacji, gdy Niemcy odrzucają polskie roszczenia, zasłaniając się wcześniejszymi wątpliwymi porozumieniami dotyczącymi reparacji z czasów PRL i z okresu początku transformacji ustrojowej w Polsce.

Trzeba jasno powiedzieć, że żaden akt polityczno-prawny nie zwalnia od moralnego zadośćuczynienia. Moralność nakazuje zadośćuczynić materialnie, finansowo. Jest wymóg etyczny, nie jest to więc kwestia chcenia lub woli politycznej. Akty prawno-polityczne, które rozminęły się z etycznym wymogiem zadośćuczynienia, należy skorygować.

W relacjach polsko-niemieckich nie chodzi o to, by Niemcy się nieustannie symbolicznie kajały przed Polską, lecz o to, by wreszcie zapłaciły za to, co zrobiły. Bez tego nie będzie pełnego pojednania między naszymi narodami, a Niemcy nigdy nie będą miały prawa odgrywać ważnej roli w polityce europejskiej. Bez tego zaś nie odetną się moralnie od zbrodni, która wciąż na nich ciąży.

Pojednanie się z Bogiem i ludźmi nie polega jedynie na wyznaniu winy, potrzebne jest jeszcze naprawienie krzywd i pokuta. Chrześcijańskie Niemcy to wiedzą, ale trzeba im to przypominać. Problem finansowego zadośćuczynienia to również wielki moralny sprawdzian dla chrześcijan w Niemczech, w tym dla Kościoła katolickiego, biskupów, duchownych i świeckich.

o. Nikodem Zbigniew Brzózy jest dominikaninem, etykiem, doktorem filozofii oraz dr. hab. teologii

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA