fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Witold M. Orłowski: Największe ryzyko dla globalnej gospodarki

AFP
Jakie jest jesienią największe, globalne ryzyko gospodarcze? Nowa fala pandemii? Tego oczywiście nie da się wykluczyć.

Jednak wygląda na to, że nawet jeśli liczba zachorowań silnie wzrośnie, większość krajów będzie umiała radzić sobie z zarazą lepiej niż wiosną. Powszechny pesymizm, wpychający światową gospodarkę w recesję? Recesji się nie uniknie, ale chyba nie grozi tu żadna katastrofa, bo wszyscy są przygotowani na ciężkie czasy. Kryzys finansowy wywołany gwałtownym wzrostem zadłużenia i niekontrolowanym drukiem pieniądza? Chwilowo nic na to nie wskazuje, wszystkie rządy robią to samo, a uczestnicy rynku uznali, że na razie należy na to spokojnie patrzeć i czekać na przyszłe konsekwencje.

Moim zdaniem największym globalnym ryzykiem gospodarczym będą zbliżające się wybory w USA. Jeszcze pół roku temu Donald Trump cieszył się silnym poparciem, zwłaszcza dzięki rekordowo niskiemu bezrobociu w USA. Potem jednak przyszły kłopoty: nieudolne działania w obliczu pandemii (w którą długo nie wierzył) i drastyczne pogorszenie sytuacji gospodarczej. Dziś USA są największym ogniskiem zarazy na świecie, bezrobocie przekracza 10 proc., a Donald Trump wyraźnie przegrywa w sondażach z Joe Bidenem.

Co można zrobić w takiej sytuacji, na dwa miesiące przed wyborami? Albo cierpliwie czekać, licząc na zmianę nastrojów. Albo – jak Claire i Frank Underwoodowie w piątym sezonie „House of Cards"– wywołać burzę. W sferze społecznej pomocą są zamieszki rasowe. A w gospodarczej najłatwiej to zrobić, wywołując wojnę handlową z Chinami.

Donald Trump od początku swoich rządów z sympatią mówił o protekcjonizmie. Budował mur na granicy z Meksykiem, stosował metody bezpośredniego nacisku na wielkie koncerny, partnerów gospodarczych z Azji, Europy i Ameryki straszył podwyżkami ceł. Zresztą z pewnymi sukcesami – szantażowani czynili ustępstwa, które zadowalały prezydenta i pozwalały mu odtrąbić kolejne zwycięstwo. A sytuacja nie wymknęła się spod kontroli.

Dziś być może prezydent uzna, że nadszedł czas na pełne sięgnięcie do arsenału protekcjonizmu i wywołanie prawdziwej wojny handlowej. Tym bardziej że pozwala to zgrabnie połączyć gospodarkę z pandemią: Trump stale mówi o „chińskim wirusie", sugerując konieczność „ukarania" Chin za to, że w USA odnotowano ponad 6 mln zachorowań (a więc winni są Chińczycy, a nie jakieś błędy nieomylnego prezydenta).

Problem w tym, że rozpętanie dziś wojny handlowej to jeden z największych błędów, jakie można popełnić. Zaatakowani odpowiedzą kontratakiem, nastąpi eskalacja wzajemnych sankcji, a raz rozpoczętą wojnę trudno opanować. Amerykanie zresztą już to testowali: potężne podwyżki ceł w reakcji na wybuch wielkiego kryzysu w 1929 r. wywowały drastyczne załamanie handlu światowego (60-proc. spadek obrotów) i wpędziły świat, w tym USA, w gigantyczną recesję. Bo protekcjonizm należy do najbardziej zdradliwych (choć politycznie wygodnych) recept na poprawę sytuacji.

Ekonomia swoje, polityka swoje. Im gorsze notowania Donalda Trumpa, tym większe ryzyko wojny handlowej. A dla światowej gospodarki, już dotkniętej recesją i balansującej na granicy załamania, byłby to potężny cios.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA