Opinie

Prawo autorskie kontra think tank

Fotolia
Autorytatywne wypowiadanie się w sprawach zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub pokrewnymi możliwe jest tylko przy dogłębnej wiedzy na ten temat. Nie wszyscy ją posiadają – zauważa Krzysztof Lewandowski.

Określenie „think tank" można tłumaczyć jako „napełniony wiedzą" lub „pojemnik z wiedzą". Współcześnie za think tanki uważamy zespoły ekspertów w określonej dziedzinie lub dziedzinach, które analizują rzeczywistość i pomagają nam ją zrozumieć.

Najczęściej ich ekspertyzy, analizy, prognozy, raporty są podstawą do podejmowania decyzji przez administrację, menedżerów, polityków, ustawodawcę. Działalność ekspercką podejmują z własnej inicjatywy, ale przeważnie na zamówienie, czasami motywowane utylitarnie.

Autorytety bez wiedzy

Niestety, doświadczenia z polskimi think tankami w obszarze prawa autorskiego prowadzą do wniosku, że tank jest całkiem pusty. A i think często trudny do znalezienia. Dotyczy to zarówno doboru ekspertów, jak i wniosków przez nich formułowanych.

Wśród ekspertów wypowiadających się w ostatnim czasie autorytatywnie w sprawach prawa autorskiego i zbiorowego nim zarządu znalazłem studentkę prawa, inżyniera informatyki, początkującego radcę prawnego i świeżo upieczonego adwokata. Portal wGospodarce powołał się na wypowiedź ekspertki w zakresie prawa autorskiego w sprawie projektu ustawy o zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi i pokrewnymi. Nie mogąc znaleźć jej dorobku w tym zakresie, z portalu DELab UW dowiedziałem się, że ...studiuje prawo oraz kończy II stopień Kolegium Artes Liberales.

Autorytatywne wypowiadanie się w sprawach zbiorowego zarządu prawami autorskimi lub pokrewnymi możliwe jest tylko przy dogłębnej wiedzy o prawie autorskim, i to z jego międzynarodowymi aspektami, oraz praktyce w tym obszarze. Dlaczego? Otóż zbiorowy zarząd wykonywany jest globalnie i uczestniczy w nim w powiązaniu kilkaset profesjonalnych podmiotów ze wszystkich kontynentów. A obejmuje miliony uprawnionych z całego świata i buduje spójny i efektywny międzynarodowy system od lat 20. ubiegłego wieku. System koordynowany przez kilka międzynarodowych związków, m.in. CISAC, GESAC, BIEM. Przy tym, co jest niezwykle istotne, wykazuje specyfikę w stosunku do innych obszarów działalności różnych podmiotów funkcjonujących na rynku, zarówno gospodarczych, jak i działających non profit. Także dlatego, że brak jest literatury naukowej analizującej ekonomiczne i zarządcze aspekty zbiorowego zarządzania prawami, a opracowania prawnicze znaleźć można tylko w komentarzach do ustawy o prawie autorskim i w nielicznej publicystyce naukowej.

Stąd tylko przez „fizyczny" kontakt ze zbiorowym zarządem prawami można poznać jego zasady i odmienności, nie tylko w zakresie ekonomiki, lecz także zarządzania podmiotami rynkowymi. Nie da się odpowiedzialnie oceniać zbiorowego zarządu prawami na podstawie doniesień prasowych, indywidualnych uwag twórców lub użytkowników, informacji na portalach. Także nie przez analizę sprawozdań finansowych organizacji zbiorowego zarządzania (OZZ), a to z braku dla działalności tych organizacji odpowiedniej formy sprawozdawczej i zastosowania do niej w Polsce nieadekwatnych zasad ustawy o rachunkowości. Te uwagi dotyczą zarówno prawników, jak i ekonomistów zajmujących się tą tematyką.

Jak zawodzą w tych sprawach prawnicy polskich think tanków, widać po raporcie Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego „W czyim interesie? Funkcjonowanie organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi w Polsce". Niedoświadczeni w tematyce zbiorowego zarządu młodzi prawnicy, autorzy raportu, nie byli uprzejmi np. zauważyć, że odtwarzanie utworów jest odrębnym polem eksploatacji od nadania radiowego, ustanowionym w konwencji berneńskiej (art. 11 bis), objętym art. 3 dyrektywy o społeczeństwie informacyjnym i wyodrębnionym w naszej ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych (art. 50 pkt 3, art. 6 pkt 9 pr. aut.), a wykonywanie tego prawa zaliczyli do „patologii" działalności OZZ. Nie zwrócili też uwagi, że odpowiednie stawki licencyjne dla odtwarzania przez różne podmioty, w tym zakłady fryzjerskie, ustaliła Komisja Prawa Autorskiego przy Ministrze Kultury, a potwierdziły dwa sądy – okręgowy i apelacyjny.

Gdyby sprawdzili treść umów, jakie wiążą autora z ZAiKS-em, mieliby szansę się dowiedzieć, że każdy autor może wyłączyć z zarządu dowolne pole eksploatacji, także publiczne wykonania, zanim postawiliby zarzut, że wykonawca i jednocześnie autor nie może sam licencjonować wykonywania swoich utworów na koncertach.

Nie lepiej sprawili się też ekonomiści. Nie wiadomo np., na jakiej podstawie stwierdzili, że przychody finansowe (odsetki) od oczekujących na podział wynagrodzeń autorskich doliczane są do majątku stowarzyszeń. Tego ze sprawozdania finansowego wyczytać się nie da! Możliwe jest to tylko po zapoznaniu się z corocznymi uchwałami zarządów dotyczącymi tzw. podziału wyniku finansowego. Gdyby o to zapytali lub poprosili o taką uchwałę, dowiedzieliby się, że w przypadku ZAiKS odsetki od tantiem są w całości przeznaczane do podziału między twórców. Do tego eksperci autorytatywnie stwierdzają inne liczne „patologie", które de facto dotykają organ nadzoru i ustawodawcę, a nie wykonujące prawo OZZ. Ale na OZZ wskazują jako winnego. Ekspert, radca prawny, w wywiadzie dla portalu wGospodarce wypowiada się w sprawach ekonomii i zarządzania OZZ, choć wiedzy na ten temat nie mógł wyczytać w ustawach (kolega eksperta, doktor ekonomii i współautor raportu, musiał się chyba zarumienić, czytając, że koszty zarządu prawnik nazywa stratą). Wykazuje się też kompletną niewiedzą o zbiorowym zarządzie, krytykując prawo Karola Wojtyły do części opłaty reprograficznej. A tak należy się następcom prawnym naszego papieża i świętego z tytułu powielania jego dzieł, w oparciu o art. 201 ustawy o prawie autorskim, i dlatego, że nie upłynęło 70 lat od jego śmierci. Musi też budzić zastanowienie, że siedem na dziesięć zaproponowanych przez autorów raportu nowych rozwiązań w obszarze zbiorowego zarządu uwzględnia jedynie interes użytkowników.

Błędy i nieścisłości

Z kolei w raporcie Fundacji Republikańskiej „Organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Analiza porównawcza systemów prawnych funkcjonujących w Polsce i wybranych krajach OECD", napisanym na zamówienie ZIPSEE, znaleźliśmy 17 błędów merytorycznych lub nieścisłości i 27 odmiennych regulacji w prawie zagranicznym lub praktyce w stosunku do stwierdzeń raportu.

Pominięcie w takim raporcie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 23 czerwca 2015 r., stwierdzającego niekonstytucyjność art. 79 ust. 1 pkt 3 lit. b ustawy o prawie autorskim, zasadniczo ograniczającego zakres roszczeń odszkodowawczych uprawnionych w Polsce, czy też zignorowanie faktu implementacji dyrektywy o zbiorowym zarządzie w kilku krajach Europy przy porównywaniu systemów zagranicznych budzi zastrzeżenia co do jego rzetelności i przydatności. Nie wiem, czy da się też wybaczyć prawnikom, że nazywają zyskiem wynagrodzenia autorskie, mylą twórców z artystami wykonawcami, prowizję z kosztami zarządu, non profit – z non for profit, użytkowników twórczości z autorsko-uprawnionymi, czy błędnie podają nazwę stowarzyszenia. W raporcie czytelnik nie znajdzie potwierdzenia ani udokumentowania zarzutów pod adresem polskich OZZ, które formułowane są jednak na stronach internetowych Fundacji Republikańskiej i ZIPSEE „Cyfrowa Polska".

Także wypowiadający się o zbiorowym zarządzie prawami autorskimi dla portalu „Gazety Prawnej" koordynator projektów Fundacji Republikańskiej, ...inżynier informatyki (ze specjalnością sieci komputerowe), formułuje pod adresem OZZ zarzuty, którym za chwilę sam zaprzecza. Na przykład, najpierw chwali tabele wynagrodzeń autorskich zatwierdzane przez Komisję Prawa Autorskiego a następnie pisze o ich opresyjność dla biznesu. Kompletnie myli członkostwo w stowarzyszeniu z powierzeniem praw w zarząd. Wykazuje też wyraźny brak „thinku" co do sposobów inkasowania wynagrodzeń z tytułu wykorzystania utworów w internecie. Podobnie w przypadku opłaty reprograficznej i skali uszczerbku dla polskiej kultury ze strony wielkich międzynarodowych korporacji z tytułu braku wskazania w rozporządzeniu nowoczesnych urządzeń mobilnych przez kolejnych ministrów kultury, a także faktycznej skali zbiorowego zarządu – w 2016 roku wynagrodzenia za pośrednictwem ZAiKS otrzymało 189 134 autorów, a w ciągu roku wykonano 2460 repartycji. Na kwotę 417 mln zł.

Sprawa opłat

Rozczarowuje też kolejny raport tej fundacji, opracowany również na zlecenie ZIPSEE, „Organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Opłata reprograficzna w Polsce. Analiza na tle rozwiązań stosowanych w wybranych państwach europejskich". Poza rzeczywiście rzetelnym przytoczeniem obowiązujących w Polsce przepisów dotyczących opłaty reprograficznej i zbiorowego zarządu oraz informacją o projekcie ustawy implementującej dyrektywę CRM przedstawione wnioski co do zmiany systemu opłaty reprograficznej powtarzają zgłaszane już wcześniej przez ZIPSEE propozycje. Oczywiście zdjęcia opłaty z producentów oraz importerów urządzeń i przerzucenia jej bezpośrednio na obywateli, jako tzw. opłaty powszechnej, dołączonej np. do opłaty audiowizualnej, lub na Skarb Państwa. Przykłady zbieżności i odmienności poboru opłaty przedstawiono, w sposób chaotyczny, a nie porównawczy, na przykładzie Finlandii i Czech, nie wywodząc w tym zakresie żadnych konstruktywnych wniosków wskazujących, w jaki sposób systemy te lepiej odpowiadają potrzebom twórców i użytkowników.

Nie wymieniam wcześniejszych podobnych „raportów" , bo powstawały także bez należycie pogłębionej analizy, bez konsultacji z faktycznymi specjalistami, pomijając liczne materiały dostępne również w ramach informacji publicznej, powszechnie dostępne orzeczenia sądów polskich i Trybunału Sprawiedliwości UE, a także dane międzynarodowych organizacji, takich jak m.in. CISAC, IFPI, GESAC czy WIPO. Warto podkreślić, że w wypadku opracowań przygotowanych przez te międzynarodowe instytucje samo gromadzenie wiarygodnych danych jest procesem wieloletnim, efektem żmudnej pracy ekspertów, gdy tymczasem ostatnie raporty polskich „think tanków" to zbiór chaotycznych myśli i wniosków tworzonych – jak można mniemać z ich treści – pod presją czasu i potrzeb konkretnych zleceniodawców. Wiele zawartych w nich tez i diagnoz oparto na skandalizujących doniesieniach prasowych bez sprawdzenia ich wiarygodności.

Jeszcze niedawno działalność ekspercka była ukoronowaniem kariery naukowej lub zawodowej, dziś najwyraźniej ma być dla niej trampoliną. Tym to niebezpieczniejsze, że tych współczesnych ekspertów zaprasza się na konferencje, debaty, wywiady i pozwala kształtować fałszywy obraz rzeczywistości, prawa i stosunków społecznych. Współczuję decydentom z różnych gremiów, dla których poglądy polskich think tanków staną się podstawą podejmowania decyzji. Bo to oni poniosą polityczne i faktyczne koszty tych decyzji. Ale ostatecznie także polska kultura i my wszyscy. I nie przekonuje mnie obrona podejmowana przez niektóre think tanki przed zarzutem nierzetelności, że takie „raporty" służą debacie publicznej. Bo nie służą. Szkodzą.

Autor jest dyrektorem generalnym Stowarzyszenia Autorów ZAiKS

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL