fbTrack

Opinie

Usunięci 4 lipca - reformę SN komentuje Wojciech Tumidalski

Fotorzepa, Danuta Matloch
Władza reformuje Sąd Najwyższy, usuwając z niego pierwszą prezes i doświadczonych sędziów. Komentatorzy ostrzegają. Pociągnięcie Polski przed Trybunał Sprawiedliwości wisi na włosku, a rząd zapewnia, że zmiany są legalne i potrzebne oraz że dialog tak, ale dyktat już nie...

Czy to się nam z czymś nie kojarzy? Może z zakończoną wyrokiem Luksemburga sprawą Puszczy Białowieskiej? Albo z nieszczęsną nowelą ustawy o IPN, z której wycofanie się trafnie nazwano poniesieniem sukcesu.

Czytaj także: Klincz wokół praworządności

 

Przed spodziewaną decyzją Komisji Europejskiej o skierowaniu do Luksemburga sprawy Sądu Najwyższego rząd daje sygnał Brukseli, że w reformie zamierza trwać i ruszył właśnie nabór na sędziów nowych izb. Ministrowie mówią, że jeśli pierwsza prezes SN chce urzędować po 3 lipca, to złamie prawo i grożą jej sankcje dyscyplinarne. Próżno jednak szukać konstytucyjnej podstawy takiego traktowania Małgorzaty Gersdorf. Takimi słowami nie łagodzi się międzynarodowego sporu, ale raczej dolewa oliwy do ognia. Widocznie rząd chce, by Luksemburg rozwiązał ten problem. Może uważa, że tak będzie korzystniej?

Czytaj także:Przyspieszenie wokół Sądu Najwyższego

Jeszcze bardziej oburza ujawnione pismo MSZ, że prezes SN wcale nie musi dokończyć kadencji, bo np. poprzednik prof. Gersdorf, Stanisław Dąbrowski, zmarł przed jej upływem. Jak to w ogóle skomentować?

Już chyba nikt nie ukrywa: w tej reformie chodzi o wymianę kadrową. Odkąd ruszyła, nikt nie uzasadnił przekonująco, czemu właściwie z Sądu Najwyższego powinni odejść najbardziej doświadczeni sędziowie. Retoryki o sędziach stanu wojennego nie kupuję – szczególnie gdy spojrzę, kto z sądu odchodzi: 67-letni Stanisław Zabłocki, prezes Izby Karnej, obrońca rotmistrza Witolda Pileckiego, to młodzieniaszek w porównaniu z 85-letnią Ruth Ginsburg z Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, która mogłaby być matką prezesa Zabłockiego – a wciąż orzeka. Jak to mówią: sędziowie amerykańskiego SN sprawują urząd dożywotnio, a umierają bardzo rzadko.

Gdy w USA będą świętować Dzień Niepodległości 4 lipca, do polskiego Sądu Najwyższego wkroczyć może tymczasowy prezes, nominat prezydenta. Nie wiadomo, czy i kogo wskaże Andrzej Duda. To zresztą w dialogu z Brukselą może być as w rękawie, bo zrobić tego w ogóle nie musi.

Bruksela dobrze rozumie sens dokonywanych zmian. My tłumaczymy, że w imię kompromisu zmieniliśmy jakiś przepis, więc sprawa jest załatwiona. A Unia patrzy, czy działa cała machina praworządności, a nie z jakich składa się śrubek. To dla każdego ważne, by rząd nie miał wpływu na sąd. Nie warto z tego rezygnować.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL