Wynalazek ciasteczek „oblepiających” konsumenta treści w internecie możliwe, że i narusza prywatność osób, ale od dekad jest fundamentalnym instrumentem zarabiania w sferze cyfrowej. Możliwe, że jest uciążliwy, zwłaszcza kiedy nie chcemy być obiektem „cookies”, ale nie zmienia to faktu, że to właśnie ta technologia daje oferentom usług w sieci unikalną szansę targetowania reklamy, prowadzenia analityki czy optymalizacji kampanii.

Zawarty w projekcie „Cyfrowego Omnibusa” projekt globalnej zgody (bądź odmowy zgody) na poziomie przeglądarki jako bijący w model posługiwania się „cookies” trzeba uznać za szkodliwy. Eksperci przestrzegają, że jednokrotne odrzucenie zgody na poziomie przeglądarki może upośledzić wiele procesów dostępu do treści w sieci. Odbiorcy kontentu zyskają bowiem może więcej komfortu, ale często nie będą nawet w stanie zapoznać się z informacją, do jakich treści stracą dostęp wskutek braku „globalnej” zgody. To rozwiązanie nadmiernie paternalistyczne, wyłączające przestrzeń na ludzką refleksję i prawo wyrażenia woli.

Czytaj więcej

Xawery Konarski: Cyfrowy Omnibus trzeba poprawić

„Cookies” i pomysł globalnej zgody konsumenta 

Z perspektywy przedsiębiorców, w tym wydawców prasy, taki przepis ograniczałby dostęp twórców kontentu do narzędzi analitycznych, a przede wszystkim możliwości zarabiania (poprzez reklamę) na i tak coraz bardziej konkurencyjnym rynku. I jeszcze jedno: przewidziane w przepisach „wyłączenie dla mediów” nie tyle pomoże wydawcom, co zepchnie ich w kolejne batalie z fake newsem. W tym przypadku będą go generowały firmy udające media newsowe, by skorzystać ze ścieżki wyłączenia utrudniających im działalność przepisów.

Mamy jeszcze czas, by oczyścić projekt z patologicznych rozwiązań, by chronić także polskie środowiska konsumentów mediów. 

Dlatego chcę wyraźnie powiedzieć, że pomysł na „jeden przycisk” uderza zarówno w użytkownika, jak i dostawcę usług. Wzmacnia pośredników i oszustów kosztem tych, którzy realnie oferują kontent wyższej jakości. „Cyfrowy Omnibus” ma wejść w życie w formie unijnego rozporządzenia. A więc wejdzie do naszego prawodawstwa z automatu. Uważam, że mamy jeszcze czas, by oczyścić go z patologicznych rozwiązań, by chronić także polskie środowiska konsumentów mediów. To rola rządu; a ten, jak przy każdym procesie stanowienia prawa, powinien wsłuchać się w głosy rynku. Dziś mamy jeszcze na to czas. Ale jutro będzie go coraz mniej.

Czytaj więcej

UE kapituluje przed big techami? Potężne ustępstwa w kluczowej dziedzinie