fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga: Czy reforma sądów pozostanie sierotą

Zbigniew Ziobro, Ryszard Terlecki
Fotorzepa / Jerzy Dudek
Wojna z sądownictwem była dla PiS w pierwszych latach rządzenia dźwignią poparcia politycznego. Dziś zaczyna ciążyć.

Marszałek Ryszard Terlecki w wypowiedzi dla radia Plus przyznał, że reforma wymiaru sprawiedliwości nie powiodła się tak, jak tego oczekiwano. Jego zdaniem winne są m.in. słabo przygotowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości ustawy. To zaskakujące oświadczenie wicemarszałka Sejmu, zwłaszcza że jak dotąd w kwestii zmian w sądownictwie panowała w Zjednoczonej Prawicy zgoda. Dziś napięcia polityczne między koalicjantami sprawiają, że ocenie są poddawane sprawy będące spoiwem prawicy. Jednym z nich jest właśnie stosunek do radykalnych zmian w wymiarze sprawiedliwości.

Marszałek Terlecki uważa, że projekty ustaw reformujących sądy były słabo przygotowane i musiały być poprawiane przez Sejm. Faktem jest, że kolejne nowelizacje ustaw o Trybunale Konstytucyjnym czy Sądzie Najwyższym były pisane na kolanie. Często były spontaniczną reakcją rządu na bieg wypadków, czy to w związku z działaniami UE czy samego środowiska sędziowskiego (reforma KRS jest tego najlepszym przykładem). Zdarzało się, że projekty rządowe były procedowane jako poselskie, aby unikać konsultacji i maksymalnie skrócić czas debatowania nad nimi.

Duże wątpliwości budziło też tempo uchwalania prawa. Niektóre zmiany były forsowane w ciągu 48 godzin, bez głębszej debaty politycznej czy eksperckiej. Błędy, które się pojawiły przy tej okazji, powodowały kolejne szybkie nowelizacje, które łatały „legislacyjne dziury" i niekonsekwencje.

Był temu winien nie tylko Zbigniew Ziobro, ale cała Zjednoczona Prawica. Bo to nie błędy zdecydowały o bałaganie i niepewności prawnej w wymiarze sprawiedliwości, ale brak przemyślanej strategii co do reform i woli szukania kompromisu, przynajmniej z częścią środowiska sędziowskiego i szerzej: prawniczego, które traktowało PiS jak wroga.

Nie powiodła się strategia zakładająca, że najpierw zmienią się instytucje i kadry, a potem reforma sądów, procedury i prawa sprawi, że procesy będą szybsze, sprawiedliwsze. Było to nie do przeprowadzenia bez zjednania sobie przynajmniej umiarkowanej ( w stosunku do PiS) części środowiska sędziowskiego. Zawiodły też nowe kadry i nowe sądowe elity, które miały nową rzeczywistość budować. Pojawił się za to sędziowski aktywizm zmierzający do podważania pisowskich reform wszędzie gdzie się da, zwłaszcza w sądach i instytucjach europejskich. Te oceniły sytuację w Polsce podobnie jak opozycja i sędziowie.

Stan gry na maj 2021 r. jest zły. Dla obywateli nie ma poprawy działania sądownictwa, nie mówiąc już o tempie prowadzonych procesów. Nie poprawiło się również zaufanie społeczne do tej grupy zawodowej, która cieszy się mniejszym poważaniem niż krytykowana w ostatnim czasie dość powszechnie policja. A do tego dochodzi pulsujący konflikt z Brukselą oraz seria krajowych i unijnych wyroków, kwestionujących reformy i zmuszających w dalszej perspektywie PiS do odwrotu.

Wojna z sądownictwem była dla PiS w pierwszych latach rządzenia dźwignią poparcia politycznego. Dziś zaczyna ciążyć, zwłaszcza że w kwestiach prawnych i sądownictwie zmiany nie odchodzą w zapomnienie tak łatwo jak w polityce.

Czy to wina Ziobry? Ten na pewno w ostatnich latach czerpał z szarpania Temidy polityczne profity, i to on poniesie największe konsekwencje ewentualnej porażki. Trzeba jednak pamiętać, że bez zgody Nowogrodzkiej żadnej projekty ustaw nawet nie trafiłby do Sejmu, nie mówiąc już o jego uchwaleniu. W polityce klęska często pozostaje sierotą. Czas pokaże, jak będzie w tej historii.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA