fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Pożary w Australii: chcą pozwać rząd, bo zawiódł naród

AFP / PETER PARKS
Obywatele są bardzo zaniepokojeni bezczynnością rządu w sprawie zmian klimatycznych i rozczarowani systemem regulacji w tym zakresie. Zamierzają wykorzystać narzędzia prawne, by zmusić władze do działania.

W obliczu największej w historii kraju klęski żywiołowej Australijczycy rozważają postawienie rządu federalnego w stan oskarżenia za nonszalanckie podejście do realizacji zapowiedzianej przez Tony'ego Abbotta (premier Australii w latach 2013–2015) polityki dotyczącej redukcji emisji gazów cieplarnianych po 2020 r.

Ci, którzy śledzą politykę w Australii, dokładnie wiedzą, dlaczego odpowiedź rządu na zobowiązania traktatu klimatycznego z Cancun jest ospała i niezdarna. Paliwa kopalniane leżą w centrum ekonomii politycznej Australii. Przyznanie, że istnieje związek pomiędzy katastrofami klimatycznymi a wydobyciem gazu i ropy naftowej, równałoby się z wbiciem sztyletu prosto w serce australijskiej gospodarki.

Ariane Wilkinson, prawnik z kancelarii interesu publicznego „Sprawiedliwość dla środowiska. Australia", niedawno ujawniła, że do kancelarii zwróciło się „kilku obywateli Australii, którzy są bardzo zaniepokojeni bezczynnością rządu w sprawie zmian klimatycznych oraz rozczarowani obecnym systemem regulacji w tym zakresie".

„Przyszli do nas z pytaniem, czy mogą wykorzystać istniejące narzędzia prawne, aby sprawdzić, czy działania rządu federalnego są zgodne z prawem. Po wspólnym spotkaniu zdecydowali się pozwać rząd federalny w imieniu wszystkich Australijczyków za bezczynność w sprawie zmian klimatycznych" – powiedziała w wywiadzie dla radia SBS.

Ponieważ kancelaria jest na etapie przygotowywania pozwów i obowiązuje ją tajemnica zawodowa, Ariane Wilkinson uchyla się od komentowania sprawy, odsyła natomiast media do holenderskiego precedensu omawianego szeroko przez europejskiego prawnika Rogera Coxa, który był inspiratorem, a zarazem przewodniczącym komisji w sprawie, w której niedawno sąd w Holandii zmusił rząd holenderski do zwiększenia celów (a zarazem działań) w zakresie redukcji emisji na 2020 r. z 17 do 25 proc.

„Podstawą tej sprawy były pewne uznane międzynarodowo fakty dotyczące zmian klimatu" – powiedział Cox. „Zasadniczo sprawa opierała się na raportach Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu", które rząd holenderski (podobnie jak australijski) zaakceptował jako autorytatywną wiedzę naukową na temat zachodzących zmian klimatycznych.

Podczas konferencji klimatycznej w Cancun w 2010 r. wszystkie 195 państw sygnatariuszy traktatu klimatycznego Organizacji Narodów Zjednoczonych zgodziło się, że ocieplenie średniej temperatury Ziemi o dwa stopnie stanowi „niebezpieczną zmianę klimatu zgodnie z definicją zawartą w samym traktacie". Najbardziej uprzemysłowione państwa świata przyjęły, opierając się na badaniach naukowych międzyrządowego zespołu, że aby utrzymać 50 proc. szans na zatrzymanie wzrostu temperatury o dalsze 2 stopnie Celsjusza, musiałyby ograniczyć emisję gazów cieplarnianych o 25–40 proc. do roku 2020.

Odpowiedzialność deliktowa

Chociaż traktaty międzynarodowe mają status „miękkiego prawa", rząd holenderski, przyjmując zapisy traktatu klimatycznego, wpadł we własną pułapkę poprzez uznanie międzynarodowego zobowiązania oraz jego inkorporację do prawa krajowego i europejskiego.

Rząd holenderski uznał za prawdziwe wnioski badań klimatycznych międzyrządowego zespołu, że wzrost globalnych temperatur o dwa stopnie zagrozi ekosystemowi niezbędnemu dla przetrwania i zdrowego funkcjonowania gatunku ludzkiego oraz że aby uniknąć katastrofy, potrzebne jest obniżenie do roku 2020 emisji dwutlenku węgla o 25 do 40 proc. Jednocześnie nie podjął jednak działań redukcyjnych i tym samym utorował drogę do postawienia go w stan oskarżenia. Chodzi o odpowiedzialność deliktową za czyn zaniedbania obowiązku ochrony narodu holenderskiego przed wiadomą i oczywistą szkodą.

„Jeżeli zarządzasz narodem, który nie przykłada starań do utrzymania ocieplenia poniżej dwóch stopni" powiedział Cox, „w gruncie rzeczy faktycznie przyczyniasz się do wzrostu międzynarodowego oraz krajowego niebezpieczeństwa zarówno wobec własnego narodu, jak i społeczności międzynarodowej".

Argumenty Coxa są przekonujące i zyskują powszechną aprobatę na całym świecie. Pozwy są już przygotowywane m.in. w Belgii, Stanach Zjednoczonych, Norwegii i na Filipinach.

Oczywiście systemy prawne każdego państwa są złożone i zróżnicowane. Jednak Cox jest przekonany, że podstawowa przesłanka holenderskiej sprawy „powinna znaleźć legitymacje również w sądach australijskich".

„Kanada i Australia to bardzo dobre kraje do przetestowania założeń odpowiedzialności deliktowej rządów za zaniechania w polityce klimatycznej, ponieważ w obydwu krajach ustalone cele w zakresie łagodzenia skutków zmian klimatycznych są dużo poniżej przyjętej normy" – powiedział Cox.

Nad usankcjonowaniem odpowiedzialności deliktowej rządów krajowych, jako jednej z metod walki ze zmianami klimatycznymi, Cox agituje już od wielu lat. Opisał ją w swojej książce „Usprawiedliwiona rewolucja", a ta stała się inspiracją do wszczęcia postępowania przeciwko rządowi holenderskiemu. Cox rozważa w niej różne ścieżki i instrumenty prawne do przełamania impasu w działaniach na rzecz klimatu, ponieważ „za 20 lat problem tylko się pogorszy".

To nie będą łatwe sprawy

„Politycy nie wiedzą, jak ustosunkować się do zmian klimatycznych, jest to dla nich bardzo trudny orzech do zgryzienia. Pomyślałem zatem, że przeniesienie sprawy na salę sądową pozwoli nadać debacie całkowicie inny tor. W sądzie państwa nie mogą zaprzeczyć, że zaakceptowały i przyjęły na siebie zobowiązania traktatu z Cancun.

Państwa nie mogą po prostu powiedzieć „przykro nam, ale nie możemy nic zrobić w tym temacie, ponieważ to zrujnowałoby naszą gospodarkę". Mogą się wówczas spodziewać, że sądy będą chciały się dowiedzieć, jaki jest sens przystępowania do traktatów, a następnie łamania zobowiązań z nich wynikających. Tym samym rządy zmuszone są argumentować, używając faktów, a nie retoryki.

Założenia Coxa wydają się logiczne i rozsądne, jednak wiodąca australijska ekspertka w dziedzinie sporów klimatycznych, profesor Jacqueline Pell, stypendystka na Uniwersytecie Stratforda, zauważa w rozmowie z australijską gazetą „New Matilda", że „przepisy prawne, na które holenderscy uczestnicy postępowania powołali się w systemie holenderskim, są zupełnie inne od tych, którymi dysponujemy w systemie australijskim". Powoduje to skomplikowane pytania prawne.

Prof. Peel twierdzi, że sukces sprawy będzie zależał od „pomysłowości sądowej niezbędnej do przemodelowania prawa deliktowego tak, aby osiągnąć zamierzony cel.

W Australii historycznie często miało to miejsce w przypadku wielkich przełomów w trudnych kwestiach prawnych. Przykładem może być sprawa Mabo, która obaliła legalną fikcję Terra Nullius, przyznając Aborygenom naturalne prawo własności do ziem australijskich.

Pierwszym wyzwaniem w pozwaniu rządu na podstawie precedensu z Niderlandów będzie wykazanie interesu prawnego uczestników postępowania – uzasadnionego powodu do wysłuchania sprawy przez sąd. Australijskie zasady dotyczące legitymacji procesowej są znacznie surowsze i wynikają z przepisów prawa zwyczajowego, które wymagają od stron, aby udowodniły bezpośredni związek z konkretną kwestią lub zainteresowanie nią.

Proces – test

„Trudniej jest wykazać bezpośrednie zainteresowanie zmianami klimatu, ponieważ jest to problem globalny, więc pytanie brzmi jak udowodnić, że powód ma jakieś specjalne powiązanie z zagadnieniem, które wykracza poza jakąkolwiek konkretną grupę społeczną" – zauważa Peel.

Następnie strony sporu musiałyby obronić argument, że rząd jest winien obywatelowi obowiązek opieki, do którego zalicza się ochrona narodu przed zmianami klimatycznymi. A także wykazać związek przyczynowo-skutkowy między bezczynnością rządu a powstałą szkodą materialną dla obywateli, wobec których jest zobowiązany do opieki.

Peel uważa, że pewien poziom „odwagi sądowej" będzie potrzebny, aby sądy mogły nawigować po tych niezbadanych wodach zgodnie z kursem zaproponowanym przez strony, ale że może „wyobrazić sobie, że po holenderskiej sprawie, grupy środowiskowe w Australii rozważają coś podobnego".

Zdecydowanie byłby to proces – test, czyli nie taki, który ma na celu przyznanie wygranej którejś ze stron, lecz taki, który możemy w Polsce porównać do pytań prejudycjalnych. Wiele osób porównuje charakter ewentualnego procesu klimatycznego do procesu dotyczącego szkodliwości tytoniu, który miał miejsce szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Wiele wszczętych przez indywidualne jednostki spraw cywilnych skończyło się umorzeniem ze względu na braki lub błędy proceduralne metod prawnych wybieranych przez skarżących. Tym samym system prawny był „testowany", zanim dojrzał do przyjęcia wiodącej formuły.

Oczywiście im niższe rząd ustala przyszłe cele klimatyczne na okres po 2020 r., tym bardziej przekonujące mogą być argumenty wysuwane przez Coxa. Nie zbadano ich dokładnie w przypadku holenderskim, ale Peel twierdzi, że możliwe jest, że znaczne subsydia, które Australia wypłaca na udziały w paliwach kopalnianych, mogą okazać się znaczące, ponieważ jest to coś, co rząd „robi w niekorzystnym sensie, aby kontynuować profil wysokiej emisji".

„Pytanie dotyczące bezpośrednich szkód dla samych Australijczyków spowodowanych niepowodzeniem polityki w zakresie redukcji emisji wymaganej do powstrzymania niebezpiecznych zmian klimatu nie zostało jeszcze do tej pory postawione przed sądem australijskim" – powiedziała Wilkinson.

Wszyscy trzej cytowani wyżej prawnicy uważają jednak, że holenderska sprawa może otworzyć możliwości do stawiania w stan oskarżenia rządów, które nie biorą udziału w walce ze zmianami klimatu. „Konsekwencje udanego holenderskiego procesu będą bardzo poważne", powiedziała Peel.

Autorka jest radcą prawnym

Solicitor Concordia Australia Polish Lawyers

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA