fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Autorytet TK obrócony w zgliszcza

Fotorzepa, Marta Bogacz
Autorytet Trybunał Konstytucyjny budowany przez ostatnie 30 lat został w ciągu dwóch miesięcy obrócony w zgliszcza. Trybunał stał się zabawką w rękach wszystkich ugrupowań partyjnych.

Problem sądownictwa konstytucyjnego w Polsce został zbagatelizowany i sprowadzony do roli sporu o jego skład osobowy. Sędziowie TK zostali upolitycznieni i podporządkowani rozgrywkom polityków. Autorytet Trybunału jako organu niezależnego zniszczyli sami politycy, którym, choć powierzono im powoływanie sędziów TK, nie wypracowali obiektywnych kryteriów ich wyłaniania. Takich choćby jak te, które wymieniają opinie Rady Konsultacyjnej Sędziów Europejskich. Muszą istnieć obiektywne kryteria powoływania sędziów: kwalifikacje, zdolności, efektywność, rzetelność. Obiektywne kryteria minimalizują upolitycznienie składu sądu i są gwarancją niezawisłości sędziów.

To, co się ostatnio wydarzyło, demaskuje doraźne, nastawione na własne korzyści polityczne działania polityków, niezależnie od tego po której stronie stoją. Mimo wielu realnych problemów sądownictwa konstytucyjnego, jak choćby tych związanych w czasem rozpoznawania spraw w TK, żaden z polityków obecnie ani też wcześniej nie przedstawił realnego programu reformy sądownictwa konstytucyjnego w Polsce. Nie przeprowadzono rzetelnej debaty nad stanem sądownictwa konstytucyjnego i zasadami powoływania sędziów podczas opracowywania ustawy z 25 czerwca 2015 r. o Trybunale Konstytucyjnym.

Spór co do składu osobowego Trybunału nie stał się nawet początkiem poważnej dyskusji o problemach sądownictwa konstytucyjnego. Jedynie dziennikarze apelowali bezskutecznie do polityków, prezydenta i środowisk prawniczych o okrągły stół i mediację oraz o zastanowienie się nad zmianami.

Ostatecznie spór ten PIS postanowiło załatwić poprzez paraliż Trybunału Konstytucyjnego, który w istocie ubezwłasnowolni władzę sądowniczą. Tyle tylko, że taka reforma TK to w istocie podważenie funkcji władzy sądowniczej w państwie.

Głos Trybunału zostanie zastąpiony głosem władzy wykonawczej i ustawodawczej , wspólnie określających treść obowiązującego prawa. To te dwie władze będą określały treść i brzmienie ustaw, wiążące wszystkich bez wyjątku obywateli.

W razie sporu co do wykładni treści ustaw w świetle konstytucji, nie tylko na linii obywatel - władza publiczna, ale i zwykłych sporów na linii obywatel - obywatel nie będzie organu władnego rozstrzygnąć dany spór. W ten sposób prawa wyrażone w konstytucji stracą swą moc, jeśli organy władzy wykonawczej i ustawodawczej nie będą chciały ich respektować. Dlatego dziś spór o Trybunał Konstytucyjny nie jest już ani sporem o konstytucję ani sporem o sprawiedliwość rozstrzygnięć TK. Jest elementarnym zagadnieniem niezawisłości sędziowskiej i podziału władzy.

Z rozstrzygnięciami TK można się zgadzać bądź nie, można je krytykować, bądź aprobować, ale nie można odbierać sądowi konstytucyjnemu prawa do niezawisłego orzekania i dokonywania wykładni konstytucji. Jeśli pozbawimy sądy prawa do wykładni to sprowadzimy ich rolę do monteskiuszowskich ust ustawy. Jak daleko zgubne przyniosło to skutki wystarczy wskazać zbrodnicze ustawy norymberskie, które były literalnie stosowane przez sędziów III Rzeszy.

Problem Trybunału Konstytucyjnego nie tkwi zatem w konstytucji, ale sposobie jej wykładni. Rolą sądu konstytucyjnego jest przecież ważenie poszczególnych racji i wartości wyrażonych bezpośrednio bądź pośrednio w konstytucji. Immanentną rolą sądów, jak też i sędziów TK jest dokonywanie wykładni prawa. Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego nie powinni być jednak obojętni na głos społecznej krytyki. Orzeczenia TK powinny uwzględniać zmieniającą się rzeczywistość, powinny być zaprojektowane na przyszłość. Nikogo bowiem już nie przekonują obszerne uzasadnienia wyroków TK, które mimo zmieniającej się rzeczywistości nie odpowiadają na realne oczekiwania, a sędziowie podejmując decyzje bez cienia refleksji odwołują się jedynie do wypracowanej dziesięć lat wcześniej linii orzeczniczej.

Nawet jednak zmiana konstytucji nie pozbawi obecnych, jak i kolejnych sędziów TK prawa do jej wykładni. Zmiana konstytucji nie sprawi więc, że kolejne orzeczenia TK będą w odczuciu społecznym oceniane jako sprawiedliwe. Dlatego też zapewne z punktu widzenia polityków lepiej jest zablokować funkcjonowanie Trybunału Konstytucyjnego, aby w ten sposób mimo formalnego istnienia Trybunału w praktyce uniemożliwić mu orzekanie. Trudno bowiem inaczej ocenić wprowadzenie bez żadnych wyjątków zasady, że orzeczenia Trybunału są podejmowane w pełnym składzie, liczącym 13 sędziów. Samo bowiem zaistnienie różnych zdarzeń losowych, np. w sytuacji wyłączenia sędziów, choroby, urlopów lub niewybrania ich części może sparaliżować działanie tej instytucji i zagraża niezależności władzy sądowniczej (art. 173 Konstytucji). Taka regulacja ingeruje w wewnętrzną niezawisłość sędziowską, a więc narusza również art. 195 ust. 1 Konstytucji. Wyznaczenie składu orzekającego, jak i ustalenie kolejności rozpoznawanych spraw to materia należąca do rdzennego obszaru niezawisłości sędziowskiej. Sędziowie są niezawiśli w sprawowaniu urzędu, co oznacza, że nikt nie może sędziom i sądom narzucić kolejności rozpoznawanych spraw, jak i konkretnych składów orzekających. W Trybunale Konstytucyjnym materia przydziału spraw to obszar rdzennie zastrzeżony w gestii Prezesa TK. Strony mają prawo do postępowania przed sądem, który jest wolny od jakichkolwiek obcych wpływów. Politycy, jak i osoby postronne nie mogą decydować o składzie orzekającym.

Proponowana regulacja pozostaje więc w sprzeczności z co najmniej trzema przepisami Konstytucji, tj. art. 173, 195 ust.1 i art. 45 ust. 1 Konstytucji. Wszystkie te przepisy statuują prawo do niezawisłego funkcjonalnie, personalnie i instytucjonalnie Trybunału. Trudno zaś mówić o niezawisłym Trybunale, który jest pozbawiony autonomii funkcjonalnej. Ustawodawca nie może zatem kształtować zasad dotyczących wyznaczania składu w taki sposób, aby faktycznie pozbawiać Trybunał niezawisłości funkcjonalnej w orzekaniu.

Jedno jest też pewne, iż Trybunał wskutek działań polityków nie podźwignie się po tych wydarzeniach. Nie chodzi przy tym jedynie o zablokowanie jego działalności wskutek zmiany zasad dotyczących rozpoznawania spraw w pełnym składzie czy liczenia większości głosów przy głosowaniu. Trybunał Konstytucyjny wskutek ostatnich wydarzeń, których kulminacją była uchwalona ustawa o Trybunale Konstytucyjny stracił coś znacznie więcej. Poza gwarancją funkcjonalnej i instytucjonalnej niezawisłości Trybunał utracił społeczne zaufanie do swej bezstronności i niezawisłości.

W oczach społeczeństwa Trybunał Konstytucyjny niezależnie od jego obecnego, a nawet przyszłego składu osobowego nie będzie postrzegany jako organ apolityczny i niezawisły. Przez upolitycznienie sposobu wyboru składu TK została złamana podstawowa zasada, że „justice must be seen to be done". Władze naruszyły swoją powinność, jaką jest wykonywanie powierzonych im funkcji w taki sposób, aby chronić wizerunek sądów jako bezstronnych, niezawisłych i nie podważać ich publicznego zaufania.

Możliwe więc, że jest to ten moment konstytucyjny, aby podjąć dyskusję na temat modelu sądownictwa konstytucyjnego w Polsce.

Pewnie nadszedł czas na zmiany, a ceną rewolucji jest być może i Trybunał Konstytucyjny. Trzeba się jednak zastanowić, jaki organ jeśli nie Trybunał będzie w stanie wykonywać jego funkcje. Może przyszedł czas na zmiany dalej idące niż odnoszące się do wyboru składu TK i na przekazanie sądom powszechnym i administracyjnym oraz Sądowi Najwyższemu prawa do badania zgodności ustaw z konstytucją.

W sytuacji paraliżu TK zapewne i tak taką rolę przejmą sądy, gdyż mają one konstytucyjny obowiązek stosowania konstytucji oraz sprawiedliwego orzekania. Niemniej kognicja sądów jest daleko ograniczona, uzależniona od konkretnego sporu i pewnie w tym zakresie nie będzie jednolitości. Dlatego potrzebna jest realna dyskusja nad kształtem sądownictwa konstytucyjnego wykonywanego w taki sposób, aby były chronione prawa obywateli. Do takiej reformy potrzebna jest zmiana konstytucji, a zatem konieczny jest konsensus polityczny.

Niezależnie jednak, jaki organ będzie badał zgodność ustaw z konstytucją musi on mieć gwarancje niezawisłości. Jeśli państwo nie zapewni sądom i trybunałom niezawisłości to faktycznie odstępuje od monteskiuszowskiej zasady podziału władzy i zasady demokratycznego państwa prawnego. Obowiązkiem polityków jest ochrona niezawisłości sędziowskiej w imię dobra wspólnego. Niezawisłość sędziowska nie jest przywilejem sędziów, jest prawem publicznym każdego obywatela do sądu, który jest bezstronny i niezawisły. Bez niezawisłości nie ma sądów. Bez niezawisłości nie ma Trybunału Konstytucyjnego.

Aneta Łazarska, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA