fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie Zdrowie

W poszukiwaniu Świętego Graala. Prędzej lek niż szczepionka

AFP
Skrócenie prac nad szczepionką z dziesięciu lat do dwóch niesie ze sobą spore ryzyko związane z ich niewykrytymi skutkami ubocznymi, które mogą wystąpić w znacznej części populacji.

Od tygodni systemy ochrony zdrowia we wszystkich dotkniętych tajemniczą chorobą państwach zostały wystawione na ciężką próbę – wynikającą z przeciążenia dynamiką przyrostu chorych, mnogością obrazów klinicznych, a przede wszystkim brakiem skutecznego i dedykowanego leku. Dramat koronawirusa zmienił w dużym stopniu priorytety zdrowia publicznego: jest nim dziś wynalezienie terapeutyku na COVID-19 w celu zwiększenia przeżywalności chorych oraz szczepionki na SARS-CoV-2.

W realizację tych ambitnych i wyczekiwanych celów włączyli się wszyscy: uniwersyteckie ośrodki badawcze, koncerny farmaceutyczne, biotechy, agencje rządowe, organizacje i stowarzyszenia przemysłowe oraz fundacje. W badania angażuje się rekordowe środki finansowe, a same prace postępują w nieobserwowanym dotąd tempie..

Szczepionka – umiarkowany optymizm

Pod koniec marca wiceprezes największej światowej organizacji przemysłu farmaceutycznego IFPMA, a jednocześnie wiceprezes zarządu Johnson & Johnson oświadczył, że liderzy branży zobowiązują się dostarczyć szczepionkę na nowego wirusa, która „będzie dostępna wszędzie na świecie w ciągu 12-18 miesięcy”. Niespotykaną intensyfikację prac nad farmaceutycznym Graalem potwierdza Centrum Szczepionek w Londyńskiej Szkole Higieny i Medycyny Tropikalnej: na dzień 22 kwietnia baza tzw. "szczepionkowych kandydatów” zawiera aż 119 pozycji. W badania nad szczepionką zaangażowani są wszyscy liderzy branży farmaceutycznej, łamiąc konwenanse rywalizacji. Nietypowe, kolektywne działania mają przyspieszyć prace badawcze, wraz z ich twórczymi synergiami oraz obniżyć koszty prób klinicznych.

Te ostatnie zresztą postępują wręcz w ekspresowym tempie. Prym wiodą tu firmy amerykańskie – dla przykładu Moderna, biotech z Cambridge, zaczęła pierwszy etap prób klinicznych dla swojego „kandydata” na szczepionkę już 16 marca, a kolejne etapy (drugi – próba na wolontariuszach oraz trzeci – licznej kohorcie) planuje uruchomić odpowiednio na początku lata i na jesieni. Można przypuszczać, że te terminy zostaną utrzymane, gdyż 16 kwietnia amerykańska Biomedical Advanced Research Authority ogłosiła, iż wesprze prace Moderny kwotą 460 milionów dolarów.

Jednak skrócenie prac nad szczepionką z dziesięciu lat do dwóch niesie ze sobą spore ryzyko związane z ich niewykrytymi skutkami ubocznymi, które z racji właściwości szczepionek mogą wystąpić w znacznej populacji. Dlatego też koncerny, pracując nad nimi, jednocześnie zabezpieczają się na wypadek roszczeń pacjentów, negocjując z niektórymi państwami zniesienie odpowiedzialności prawnej oraz finansowej za ewentualne skutki uboczne. Nie jest to jednak nowe zjawisko, gdyż podobne precedensy miały miejsce, jak choćby w Irlandii, gdzie rząd wypłacił odszkodowanie nastoletnim ofiarom szczepionki na świńską grypę. Wówczas efektem ubocznym specyfiku była narkolepsja.

Entuzjazm niemalże błyskawicznych, jak na standardy sektora, szczepionek studzą medycy oraz specjaliści z dziedziny wirusologii i immunologii. Przewodniczący Francuskiej Rady Naukowej COVID-19, świeżo stworzonego ciała mającego za zadanie doradzanie rządowi tego kraju w sprawach związanych z pandemią, J.-L. Casanova na łamach dziennika Le Monde stwierdził: „w porównaniu do grypy, nie istnieje żaden model, który moglibyśmy wykorzystać do budowy szczepionki przeciw SARS-CoV-2. Próbowaliśmy z wirusami SARS-CoV-1 i MERS-CoV, ale żadna z tych prób nie została zwieńczona sukcesem. Istnieje także wiele niewiadomych dotyczących odpowiedzi immunologicznej – nie wiemy nawet, czy przeciwciała pojawiające się wskutek infekcji SARS-CoV-2 chronią przed wtórna infekcją”. Zdanie profesora Casanovy podzielają liczni uczeni, w tym także i polscy.

Warto też zauważyć, iż tempo prac nad szczepionką może być spowolnione ze względu na różne technologie szczepionkowe, bazujące na innych mechanizmach ich działania. Jak słusznie zauważa tygodnik The Economist, niektóre z nich (bazujące na RNA i DNA) nie były do tej pory testowane na ludziach.

Wreszcie należy wspomnieć o dość ograniczonych możliwościach produkcyjnych szczepionki: wydaje się pewne, że szczepionka pojawi się najwcześniej w krajach wysokiego dochodu, dla których priorytetem będzie zapewnienie specyfiku własnym obywatelom. Istnieje zatem wysokie prawdopodobieństwo nowego rodzaju nierówności pomiędzy bogatą północą i biednym południem – tym razem będzie to nierówność epidemiologiczna, a działania organizacji takich jak np. Gavi – jednej z nielicznych wspierających finansowo wyzwania zdrowia publicznego w krajach niskiego dochodu – są niewystarczające, stanowiąc niski procent nakładów finansowych wspierających powstanie szczepionek w krajach wysokiego dochodu.

 

Lek – szeroka gama możliwości

W przypadku medykamentu skutecznego w walce z Covid-19 sprawa wydaje się mniej skomplikowana: firmy farmaceutyczne nie działają całkowicie po omacku i od podstaw, gdyż błyskawicznie wznowiono prace nad obiecującymi cząsteczkami o działaniu przeciwwirusowym, wykorzystując spuściznę badawczą po poprzednich epidemiach (Eboli, wirusa Zika, świńskiej grypie) oraz istniejące i skuteczne leki w terapii AIDS. Według firmy Evaluate Pharma, w procesie prac badawczych nad covidowym remedium jest ponad osiemdziesiąt cząsteczek-kandydatów, z czego kilka w stadium zaawansowanych prób klinicznych, jak choćby Remdesivir firmy Gilead (specyfik pierwotnie przeznaczony na walkę z Ebolą). Co ciekawe, wszyscy najwięksi gracze światowej farmaceutyki zaangażowały się w prace nad lekiem, najczęściej we współpracy z mniejszymi firmami biotechnologicznymi (np. GSK-Vir Biotechnology; Sanofi-Regeneron).

Badania nad wdrożeniem skutecznego leku/szczepionki na COVID-19 wywołują także gorączkę inwestorów: obietnica bajońskich zysków ze sprzedaży pandemicznego panaceum powoduje nie tylko wzrost wydatków na badania ze strony samych koncernów farmaceutycznych, ale też sprawia, że chętnie do kieszeni sięgają podmioty venture capital. Przy okazji, wycena giełdowa spółek zaangażowanych w koronawirusowy biznes szybuje (jak choćby wspomniany już Vir, którego wycena potroiła się w przeciągu roku). Na obrzeżach farmaceutycznego mainstreamu bada się skuteczność kliniczną dostępnych od lat molekuł, jak choćby antymalaryków (chlorochina) czy antybiotyków (azytromycyna). Zainteresowanie tymi substancjami jest jednak znacznie mniejsze, gdyż są to już generyki, które nie pozwalają uzyskać wysokiej ceny na rynku z powodu braku ochrony patentowej. Co ciekawe, w testy tych substancji zaangażowane są głównie publiczne instytuty zdrowia (przykładem jest europejski projekt Discovery, pilotowany przez francuski INSERM).

O ile w przypadku szczepionek musimy uzbroić się w cierpliwość, tak w przypadku leku widać światełko w tunelu. Poczynaniom naukowców sprzyjają nadzwyczaj sprawni regulatorzy rynku, skracając czas potrzebny na uzyskanie zgody na komercjalizację specyfików. Martwi jednak fakt, że koncerny farmaceutyczne, skupiając uwagę na Covid-19, odsuwają w czasie prace nad lekami związanymi z innymi chorobami. Dotyczy to w szczególności medykamentów dedykowanych terapii chorób przewlekłych i nowotworowych. Ważne więc, by w obliczu pandemii nie zapomnieć o pacjentach, którzy walczą z innymi schorzeniami.

Autor jest pracownikiem Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego. Jego zainteresowania badawcze koncentrują się głównie na procesach innowacyjności w obszarze ochrony zdrowia oraz międzynarodowej analizie porównawczej systemów gospodarczych. Jest członkiem Association Française de Science Economique, Association for Public Economic Theory.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA