fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Obszary medyczne

Onkologia. Pacjenci zgłaszają się zbyt późno

Chorzy na raka oczekują dostępu do nowoczesnych terapii
AdobeStock
Do ośrodków onkologicznych chorzy trafiają wtedy, gdy choroba jest już bardzo zaawansowana i niewiele można zrobić.

– Musimy pamiętać, że rak nie poczeka do końca pandemii, a zaawansowany etap choroby to gorsza odpowiedź na leczenie i gorsze rokowania. W przypadku profilaktyki i diagnostyki, które są filarem sukcesów w onkologii, system kompletnie zamknął się na chorych – tłumaczył prof. Maciej Krzakowski, krajowy konsultant ds. onkologii klinicznej. Ekspert mówił o tym na początku grudnia w Warszawie, w czasie posiedzenia Rady Ekspertów ds. Onkologii Medycznej Racji Stanu. To think tank, który od wielu lat analizuje najbardziej palące i systemowe problemy polskiej ochrony zdrowia.

Zdaniem prof. Adama Maciejczyka, prezesa Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, w skrajnie trudnych warunkach pandemii okazało się, że duże ośrodki specjalistyczne w największym stopniu gwarantują swym podopiecznym bezpieczeństwo onkologiczne i epidemiczne. – O ile przy pierwszej fali epidemii liczba pacjentów zgłaszających się po pomoc spadła, to dzięki dobrej polityce informacyjnej skutecznie wyhamowaliśmy groźną tendencję – ocenił prof. Maciejczyk. A dr Michał Sułkowski, rzecznik Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, podkreślał, że późniejsze zgłaszanie się chorych do lekarzy powoduje, że rośnie dług zdrowotny, jedno z największych zagrożeń pandemii.

Wielka Brytania policzyła, że z powodu Covid-19 wyniki leczenia raka mogą być najgorsze od dekady. – U nas będzie podobnie, ale znacznie boleśniej to odczujemy – podkreślał dr Jakub Gierczyński – ekspert rynku zdrowia.

Zgodnie z danymi raportu OECD wydatki na zdrowie per capita w Polsce wyniosły w ubiegłym roku 1511 euro, podczas gdy średnia europejska to 2572 euro, a w Czechach, które wyprzedzają nas we wszystkich wskaźnikach zdrowotnych, 2323 euro. Wydatki na zdrowie w Polsce są więc o 1000 euro mniejsze niż średnia w Europie.

Leki nowej generacji

Polscy lekarze oczekują inwestycji w nowoczesną diagnostykę i dostępu do najskuteczniejszych terapii na wczesnych etapach choroby. – Ostatnie lata to długo oczekiwany postęp medycyny w jednym z najgorzej rokujących nowotworów – raku jajnika. Dziś, nawet w zaawansowanym stadium choroby, jesteśmy w stanie zapewnić pacjentkom funkcjonowanie w dobrej formie przez wiele lat – powiedział prof. Mariusz Bidziński, kierownik Kliniki Ginekologii Onkologicznej w Narodowym Instytucie Onkologii -PIB w Warszawie. Jak dodawał, taką szansę daje terapia podtrzymująca inhibitorami PARP, które hamują wzrost nowotworu. Olaparyb i niraparyb to leki zarejestrowane do stosowania niezależnie od statusu mutacji BRCA. U pacjentek z mutacją w genach BRCA zastosowanie inhibitorów PARP w II linii leczenia pozwala na czterokrotne wydłużenie czasu wolnego od progresji. Dla pacjentek bez mutacji BRCA terapia podtrzymująca nie jest obecnie refundowana.

O potrzebie uwzględnienia najnowszych wskazań w leczeniu raka jajnika upomniał się także prof. Paweł Blecharz, kierownik Kliniki Ginekologii Onkologicznej w NIO-PIB w Krakowie, przypominając, że do niedawna sukces terapeutyczny liczony był nie w latach, lecz miesiącach ich życia.

Prof. Dariusz Kowalski i dr Jakub Żołnierek z NIO-PIB w Warszawie zwrócili uwagę, że optymalizacja strategii terapeutycznej to dziś dostęp do możliwie najpełniejszego wachlarza terapeutycznego także w raku niedrobnokomórkowym płuca (durwalumab, ozymetrynib) już w pierwszej linii leczenia. Dodali, że nową ważną opcją terapeutyczną jest pembrolizumab w połączeniu z chemioterapią w pierwszej linii leczenia.

Liczy się jakość życia

W raku nerki ważną rolę mają inhibitory kinazy tyroksynowej – szczególnie te z dobrym profilem bezpieczeństwa, jak np. tivozanib. – Miarą postępu jest nie tylko skuteczność terapii, ale również jakość życia. Minimalna liczba działań niepożądanych leku to dobra wiadomość dla chorego, bo oszczędza mu cierpienia – stwierdził dr Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny.

Prof. Krzysztof Giannopoulos, kierownik Zakładu Hematoonkologii Doświadczalnej UM w Lublinie, zwrócił uwagę na potrzebę zaopiekowania się w pierwszej linii leczenia przewlekłej białaczki limfocytowej u chorych z delecją 17p i mutacją TP53 (wenetoklaks) i przypominający o potrzebie dostępu do nowych, efektywnych kosztowo i bardzo skutecznych schematów leczenia szpiczaka plazmocytowego (karfilzomib i iksazomib).

O konieczności wyrównywania szans polskich pacjentów w dostępie do nowoczesnych terapii mówiła też prof. Ewa Lech-Marańda, konsultant kraju ds. hematologii, przypominając, że doustne formy podania (ibrutynib) powinny być dodatkowym argumentem refundacyjnym, gdyż poza skutecznością terapeutyczną zmniejszają ryzyko epidemiczne pacjentów o skrajnie obniżonej odporności. Wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski zapowiedział, że od stycznia ta terapia będzie dostępna.

Materiał powstał w ramach Kampanii Medycznej Racji Stanu z II spotkania Rady Ekspertów ds. Onkologii

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA