fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nowe technologie

Franky Zapata znów poleciał nad La Manche na flyboardzie

AFP
Franky Zapata podjął dziś drugą, tym razem udaną próbę, przelecenia nad kanałem La Manche na flyboardzie (latającej desce) - wynalazku swojego autorstwa. W czasie pierwszej próby, w momencie uzupełniania paliwa w połowie trasy, Zapata wpadł do wody.

Zapata wystartował z Sangatte w kierunku Wielkiej Brytanii o godzinie 8.17. Miał do przebycia ok. 36 km. O 8.30 - wylądował na platformie na morzu, gdzie wymienił zbiornik z paliwem lotniczym, i po około 2 minutach odleciał. O 8.39 - wylądował w St. Margarets's Bay.

Po wylądowaniu udzielił wypowiedzi dla prasy. "Jestem bardzo zmęczony, ale bardzo szczęśliwy. Ostatnie 5 kilometrów to była wielka frajda, a widok z góry był przepiękny. Miałem mnóstwo szczęścia. Dziękuję mojej ekipie, włożyliśmy w to mnóstwo pracy" - powiedział.



Franky Zapata to sportowiec, który ściga się na skuterach wodnych (ma tytuł mistrza świata w tej dyscyplinie), ale jest też założycielem firmy Zapata Racing, która stworzyła latającą deskę tzw. Flyboard.

Zapata twierdzi, że jego flyboard może osiągnąć prędkość nawet 190 km na godzinę i może bez lądowania lecieć przez ok. 10 minut. Zasilany jest paliwem lotniczym.

Przed 10 dniami Zapata chciał przelecieć nad kanałem La Manche w 110. rocznicę pierwszego lotu samolotem nad kanałem, którego 25 lipca 1909 r. dokonał Louis Bleriot.

40-letni Zapata zaplanował start z Sangatte niedaleko Calais, zaś lądowanie w rejonie St Margaret’s Bay, niedaleko Dover. W połowie drogi Zapata miał wylądować, aby uzupełnić paliwo. Wynalazca miał lecieć z prędkością ok. 140 km na godzinę.

W rozmowie z "Le Parisien", jeszcze przed lotem, Zapata mówił, że lot nad La Manche to "realizacja marzenia". Podkreślał, że lot nie będzie łatwy i dawał sobie 30 proc. szans na powodzenie. Jak mówił w czasie Dnia Bastylii użył jedynie 3 proc. możliwości latającej deski. Tymczasem, aby pokonać La Manche, musi wykorzystać 99 proc. jej możliwości.

Początkowo Zapata chciał zrobić dwa przystanki w czasie lotu, ale francuskie władze nie wydały zgody na to, aby w obrębie francuskich wód terytorialnych znalazł się statek, na którym miałoby mieć miejsce międzylądowanie. Władze tłumaczyły to dużym ruchem w rejonie kanału La Manche. Dlatego Zapata miał wylądować na statku znajdującym się poza francuskimi wodami terytorialnymi. Ocenił, że z tego powodu lot stał się "10 razy trudniejszy".

Ostatecznie pierwsza próba skończyła się niepowodzeniem po tym jak przy próbie lądowania, w celu uzupełnienia paliwa, Zapata wpadł do wody.

- Tym razem chcę tego dokonać - mówił Zapata na sobotniej konferencji prasowej o drugiej próbie pokonania kanału La Manche, którą podejmie w niedzielę. - Wzięliśmy większą łódź i zbudowaliśmy większą platformę (do lądowania - red.) - dodał. Swoje szanse na sukces ocenił jako większe niż w lipcu.
Zapata zapewnił, że jego flyboard, dzięki ciężkiej pracy całego zespołu, jest odpowiednio przygotowany do kolejnego lotu. Zastrzegł, że mogą wystąpić drobne awarie maszyny.

Franky Zapata zadeklarował też, że jeżeli w niedzielę mu się nie uda, podejmie trzecią próbę. Dopuścił możliwość odłożenia jej na przyszły rok.

O Zapacie zrobiło się głośno 14 lipca, gdy zaprezentował się przed prezydentem Emmanuelem Macronem na latającej desce w czasie parady wojskowej zorganizowanej z okazji francuskiego święta narodowego.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA