Nieruchomości

Łukaszenko zabierze domy Białorusinom

Mińsk
Bloomberg
Nowy dekret białoruskiego dyktatora pozwala zabierać prywatne nieruchomości bez sądu i raz na zawsze. Skorzystają na tym ludzie Łukaszenki.

Najnowszy dekret nr 357 „O pustostanach i domach w złym stanie” to ogromne pole do nadużyć silnych nad słabszymi. Wystarczy, że właściciel trzy lata nie mieszka w swoim domu, by nieruchomość poszła pod państwowy młotek za grosze. Opustoszałe domy mają być ujawniane w ciągu pół roku. Jeżeli w tym czasie właściciel nie utwierdzi urzędniczej komisji, że zamierza doprowadzić nieruchomość do porządku, to ją straci bezpowrotnie. Dom pójdzie pod młotek lub buldożer w ciągu roku, stanowi dekret Łukaszenki. 

Czytaj także: Coraz więcej biedy na Białorusi

W dekrecie za pustostan uważa się dom niezamieszkały przez trzy ostatnie lata oraz taki, gdzie właściciel nie przedstawili władzom oświadczenia o zamiarze wykorzystania domu do zamieszkania. Za stary dom uważa się dom zrujnowany, grożący zawaleniem, gdzie od roku nikt nie mieszka.

O stanie domów będzie decydować komisja złożona z urzędników rejonowych i milicjantów(!). A o tym, czy ktoś tam mieszka czy też nie, mają poświadczyć sąsiedzi przepytani przez komisję.

Ta wyśle potem pismo do właściciela, że dom zostanie zburzony, jeżeli ten nie udowodni, że chce go wyremontować, zamieszkać itp. Ma na to miesiąc. Jeżeli właściciel służy w wojsku, uczy się, to musi o tym zawiadomić i dostanie trzy lata na przywrócenie nieruchomości w stan użyteczności.

Dom uznany za pustostan trafi do specjalnego rejestru, a potem na licytację. Wyposażenie zostanie spisane, a o tym, co z nim zrobić zdecydują urzędnicy. Jeżeli zechcą dom sprzedać bez licytacji, to muszą dać ogłoszenie do gazet. Jeżeli w ciągu 30 dni znajdzie się więcej niż jeden chętny, to będzie aukcja, a cena ma być rynkowa. Jeżeli nie będzie w ogóle chętnych, to cena spadnie najpierw o 20 proc., a za miesiąc o połowę, za kolejny miesiąc o 80 proc. Pieniądze ze sprzedaży domostwa trafić mają do budżetu wsi czy rejonu, gdzie dom się znajduje.

Działacz społeczny Wiktor Marczik w rozmowie z portalem Chartia97 zwraca uwagę, że to władze doprowadziły do stanu, w którym wiele białoruskich wiosek wyludniło się, z powodu braku jakichkolwiek perspektyw. Ale są wsie, gdzie pomimo opuszczonych i zrujnowanych siedlisk, ceny nieruchomości są niezwykle wysokie. To okolice Mińska, a szczególnie ulubiona przez ludzi władzy dzielnica Drozdy.

„Jasno widać, że ten dekret został napisany, by różnym znajomym Łukaszenki (np. serbskim biznesmenom braciom Koryć) ułatwić skupowanie za bezcen najbardziej smakowitych nieruchomości.

A schemat jest prosty i bezczelny jak u aferzystów z lat 1990-tych. A przecież dom, który ma gospodarza, nawet takiego, który na co dzień tam nie mieszka, nie może być uznany za „opuszczony” - podkreśla Marczik. Widać na Białorusi może.

Jego zdaniem jedynie czynny opór, protesty uliczne, mitingi, relacje w jeszcze istniejących niezależnych mediach mogą zatrzymać wykonanie dekretu i pozbawienie tysięcy Białorusinów ich skromnego i tak majątku.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL