fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Show pandemii niestety trwa

Axl Rose i Slash z Guns N' Roses zagrają w Polsce dopiero w czerwcu 2022 r.
shutterstock
Amerykańskie gwiazdy na naszych stadionach w 2022 r. Latem tylko koncerty polskich artystów.

Rok po ogłoszeniu pierwszego lockdownu, w czasie przedłużającej się pandemii, polskich fanów zelektryzowała informacja o tym, że rusza sprzedaż biletów na letni koncert Guns N' Roses 20 czerwca. Radość mogła wynikać z roztargnienia: każdy, kto uważnie przeczytał informację, zorientował się, że letni koncert jest zapowiedziany dopiero na 2022 r.

Nie udało nam się uzyskać komentarza Live Nation Poland. Mamy jednak inne wiarygodne źródło.

Polskie wakacje

– Nie muszę niczego zgadywać, opieram się na informacjach od menedżerów gwiazd, które mieliśmy pokazać na stadionach i w halach tego lata – mówi „Rz" Janusz Stafański, prezes MJM Prestige. – Stadionowe występy Kings of Leon czy Andrei Bocellego zostały przełożone na 2022 r., podobnie jak halowy show Kiss. Pierwsze koncerty zagranicznych gwiazd, jakie możemy zorganizować, planujemy z myślą o listopadzie. Wcześniej, a więc od sierpnia, chcemy zaproponować koncerty polskich gwiazd.

Janusz Stefański podkreśla, że organizacja dużych koncertów wymaga nawet do sześciu miesięcy prac logistycznych: zgrania kalendarza uwzględniającego występy w wielu miastach, wynajmu obiektów, sprzętu, transportu i wielu firm.

– Za tym wszystkim stoją wielkie pieniędzy i nawet jeśli są zapowiedzi polityków, że np. Ameryka i Wielka Brytania będą zaszczepione mniej więcej do wakacji, nikt nie ma przecież ostatecznych gwarancji, dlatego jakakolwiek decyzja o tournée łączy się z wielkim ryzykiem finansowym.

Inaczej przedstawia się sytuacja z polskim artystami, którzy są na miejscu, chcą występować, a ich popularność jest tak duża, że mogą już wypełniać stadiony i hale koncertowe. Jeśli szczepienia pójdą pomyślnie, to właśnie ich koncertów możemy się spodziewać latem. Tak mogą wyglądać największe polskie festiwale, w tym gdyński Open'er. Choć mogą się też pojawić pojedyncze zagraniczne gwiazdy.

– Nasze decyzje ogłosimy do końca kwietnia. Teraz nie mogę nic powiedzieć o naszych planach, również dlatego, że sytuacja jest zmienna, a nasz program elastyczny – powiedział „Rz" Mikołaj Ziółkowski, szef Alter-Art, organizator m.in. Open'era

Sytuacja rynku koncertowego jest rzeczywiście zmienna. Jeszcze pod koniec lutego na łamach „Variety" Michael Rapino, prezes Live Nation, największego globalnego koncernu w branży koncertowej, prognozował, że fani w Ameryce już w wakacje będą mogli chodzić na koncerty. Podzielił się też kilkoma budującymi informacjami na temat branży. Według badań Live Nation 83 proc. uczestników koncertów, którzy zakupili bilety w ciągu ostatniego roku, nie zwróciło ich, zaś 64 proc. fanów planuje uczestniczyć w jeszcze większej liczbie koncertów niż dotąd. Te dane cieszą, ale obecnie branża jest bardziej ostrożna.

Muzyczna wyspa

Jednocześnie na zglobalizowanym rynku koncertowym efekt domina dociera z Ameryki do Europy. Nie najlepiej rokują informacje z Niemiec. Tam odwołano festiwalowego giganta Rock im Park, który przed pandemią rozpoczynał na początku czerwca serię letnich festiwali. Dla losów Open'era pocieszające jest jednak to, że szefowie duńskiego Roskilde, ważniejszego z punktu widzenia Polski, wciąż podtrzymują daty na przełomie czerwca i lipca, zastrzegając modyfikację formuły organizacyjnej. Może to oznaczać formę hybrydową, a więc ograniczoną frekwencję oraz transmisję online, ale także rozłożenie koncertów w czasie.

Nie da się ukryć, że rynek koncertowy okazał się zależny od decyzji rządów, ich strategii wobec obostrzeń sanitarnych, a także możliwości szczepienia obywateli. Na naszym kontynencie najlepsza jest sytuacja w Wielkiej Brytanii, gdzie zapowiedziano powolny powrót koncertów od połowy maja. Na razie przy ograniczonej frekwencji. Ale już zapowiedziany na koniec sierpnia Reading Festival zaplanował pracę pełną parą i sprzedał wszystkie bilety. Wystąpią m.in. Postmalone, Liam Gallagher i Queen of Stone Age.

Polscy producenci koncertów z zazdrością patrzą na Holandię, gdzie agencje otrzymały już zgodę na organizację festiwali w sierpniu. Oczywiście to, co będzie się działo w krajach z opanowaną pandemią, może mieć wpływ na sytuację w Polsce. Pewnie nie zabraknie artystów, którzy wyjeżdżając z domu, będą chcieli zagrać także u nas, by powetować sobie finansowe straty.

Streaming czeka

Największy koszmar przeżywają giganci najstarszego pokolenia. Wiosną 2020 r. żyli nadzieją, że wrócą do gry jesienią, zaś jesienią – że wiosną 2021 r. Kilka dni temu Roger Waters zdecydował, że jego „This Is Not a Drill Tour", złożone z blisko 40 koncertów w największych amerykańskich miastach, odbędzie się latem 2022 r. Dla basisty to tym trudniejsza decyzja, że zegar tyka nieubłaganie, za dwa lata skończy 80 lat i należy do tych, którzy pomimo dobrej kondycji muszą się liczyć z coraz mniejszymi możliwościami.

Podobną jak Waters decyzję podjęli już muzycy Rage Against the Machine. Mają pecha: długo czekali na porozumienie się w sprawie powrotu na muzyczną scenę. Pierwszy termin ustalili na marzec 2020 r. Teraz pogodzili się już z dwuletnim opóźnieniem.

Większą nadzieję mogą mieć ci artyści, którzy zamiast plenerowych albo stadionowych koncertów w Ameryce zdecydowali się na mniejsze wpływy w halach. Andrea Bocelli zaprasza na późnojesienne występy.

Jednocześnie coraz bardziej puchnie kalendarz imprez streamingowych, a najwięksi operatorzy dużych koncertów inwestują w nowe technologie internetowych transmisji. Tłumaczy się to również tym, że nawet jeśli damy sobie radę z epidemią koronawirusa, to trzeba brać pod uwagę możliwość wybuchu kolejnych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA