fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Enej: Nowy album planujemy wydać w kwietniu

Krystyna Janusz
- Komentarze dotyczące roli Roberta Lewandowskiego w tym projekcie wynikają po części z niezrozumienia roli producenta, co wciąż jest zjawiskiem w Polsce dość powszechnym. Robert nie musiał pisać tekstów i melodii, by mieć wpływ na ostateczny kształt tego, co trafia do słuchaczy – mówi serwisowi rp.pl, wokalista zespołu Enej, Piotr Sołoducha.

„Rzeczpospolita”: „Idealny sen” to tylko nazwa albumu, czy podsumowanie ponad dekady na polskim rynku muzycznym?

Zdecydowanie to drugie! Może się to wydawać dziwne, ale nawet po dziesięciu latach ciągłego podróżowania, koncertowania i nagrywania, wciąż nie potrafimy uwierzyć w skalę sukcesu, jaki odnieśliśmy. Mając kilkanaście lat założyliśmy zespół, snuliśmy z pozoru nierealne plany, nieustannie towarzyszyły nam młodzieńcze marzenia o wielkich scenach, o dziesiątkach tysięcy ludzi wpatrzonych w każdy nasz ruch, a tutaj proszę - sen się spełnia! Wymagało to sporo pracy i czasu, ale jednak udało się. Od prawie dekady robimy to, co wymyśliliśmy jako chłopcy.

Idealny sen towarzyszył słuchaczom zimą. Kiedy ukaże się następna płyta?

Trwa właśnie najgorętszy dla nas okres koncertowy, czasu na zarwane noce w studio jest niezwykle mało; jednak mogę zdradzić, że pracujemy bardzo intensywnie nad nowym albumem, który planujemy wydać w kwietniu. Tym razem materiał muzyczny i styl może lekko zaskoczyć wszystkich przyzwyczajonych do wcześniejszych nagrań, jednak naprawdę warto poczekać na efekt finalny.

Praca z Robertem Lewandowskim dotyczyła tylko jednego utworu?

Od początku nasza praca przy projekcie z Donatanem i Robertem ograniczyć się miała do jednej piosenki. Bardzo chętnie wchodzimy we współpracę z innymi artystami, jednak czas teraz na pracę nad własnym materiałem. Na tym postaramy się skupić uwagę przez następnych kilka miesięcy. Nie zamykamy jednak definitywnie rozdziału dotyczącego współpracy z Donatanem i Robertem. Może jeszcze kiedyś postanowimy wszyscy spotkać się w studio nagraniowym.

Czytając opinie w internecie można natrafić na uwagi, że występ u boku Roberta Lewandowskiego był zabiegiem czysto komercyjnym. W takich komentarzach znajdziemy ziarno prawdy?

Komentarze dotyczące roli Roberta Lewandowskiego w tym projekcie wynikają po części z niezrozumienia roli producenta, co wciąż jest zjawiskiem w Polsce dość powszechnym. Robert nie musiał pisać tekstów i melodii, by mieć wpływ na ostateczny kształt tego, co trafia do słuchaczy. Poza tym, oczywiście, jest twarzą przedsięwzięcia, więc jego obecność ma również charakter komercyjny, to część promowania muzyki. Jednak unikałbym piętnowania jego patronatu. Robert jest wspaniałym piłkarzem, człowiekiem o szerokich horyzontach, nie powinno więc nikogo dziwić, że interesuje się także muzyką. Dlaczego więc nie miałby skorzystać ze swojej popularności także na tym polu?

„Życie bez muzyki byłoby pomyłką” – w słowach Friedricha Nietzsche’go odnajdujemy myśl, dla której Robert Lewandowski wraz z wami i Donatanem zabrał się do pracy nad utworem?

Oczywiście,  właśnie o to chodzi! My zawodowo zajmujemy się muzyką, Robert jest piłkarzem, jednak wrażliwość na sztukę zbudowała platformę, po której wspólnie poruszaliśmy się bez przeszkód. Z jakiegoś powodu często spotykam się z przekonaniem, że profesjonaliści powinni trzymać się granic wyznaczonych przez swoje zawody, unikać udzielania się na innych polach. Nic bardziej mylnego! Pozostajemy przecież ludźmi, mamy prawo rozwijać się w nieskrępowany sposób, dać wyraz swoim emocjom nawet jeśli nie jest to sposób na życie. Nasza współpraca z Robertem Lewandowskim jest tego doskonałym przykładem.

„Chwilą warto żyć, z chwilą warto być” – śpiewał pan w „Tak smakuje życie”. Wspomniana chwila dla zespołu Enej trwa już przeszło dekadę?

Zaraz po finale programu "Must be the music" bardzo często słyszałem zdanie: "To Wasze 5 minut, wykorzystajcie je, bo zaraz się skończy”. Teraz mogę się już przyznać, że doprowadzało mnie ono do szału. Przecież doskonale zdawałem sobie sprawę z szansy, jaką dostaliśmy od życia, lecz dlaczego z góry zakładać, że to tylko łut szczęścia, które musi przeminąć? Przed programem zespół grał przez 9 lat, nieustannie rozwijając umiejętności, więc, gdy nadeszła ta chwila, byliśmy gotowi. Może właśnie dlatego pięć minut rozciągnęło się na dekadę? Jestem szczęśliwy mogąc robić to, co robię. Życzyłbym sobie, by wspomniana chwila rozciągnęła się na całe życie.

Alex Michaelides w „Pacjentce” pisał: „Podobnie jak terapia, muzyka opiera się na relacji całkowicie uzależnionej od wyboru nauczyciela”. Spotykając się z tym zdaniem, pojawia się pytanie, kto był nauczycielem dla pana?

Najważniejszymi nauczycielami zawsze były dla mnie muzyka ludowa i... nieustanna praktyka. Pierwsza zawiera w sobie wszystko, czego oczekiwać można od sztuki. Nieraz w prostych formach potrafi zmieścić całe wszechświaty emocji. Jest również niezwykle uniwersalna, te same elementy odnaleźć można choćby w melodiach z Podkarpacia i muzyce latynoamerykańskiej. Myślę, że można zaryzykować stwierdzenie, że dzieła ludowe są najbardziej naturalną i właściwą człowiekowi formą muzyki, zatem analizując je, uczyłem się wiele zarówno o samej sztuce, jak i o sobie. Poza tym całe lata spędzałem na scenie biorąc udział w przeróżnych wydarzeniach, to zawsze kształtuje charakter.

W jakim gatunku muzycznym chciałby się pan jeszcze sprawdzić wraz z zespołem?

Nieraz dla czystej frajdy eksperymentujemy podczas prób z różnymi rodzajami brzmienia. Mieliśmy również okazję koncertować z artystami reprezentującymi różne gatunki. Zawsze dobrze wspominamy występy z Djambo Agusevi Orchestra, czy Marcinem Wyrostkiem, jednak to mocne gitarowe riffy przyspieszają bicie naszych serc!

„Fantastycznie jest mieć pracę, w której można codziennie uszczęśliwiać ludzi” – czytając słowa Phillipa Butaha z „Graficznej Podróży”, odnajdujemy sentencję jaka towarzyszy zespołowi od chwili powstania?

Tak, już będąc dwunastolatkiem czułem się zaszczycony mogąc wywołać uśmiechy na twarzach ludzi słuchających tego, co grałem. Z każdym kolejnym występem rozumiałem to coraz lepiej. Gdy podczas Przystanku Woodstock w 2010 roku stanąłem przed kilkusettysięczną publicznością, dotarło do mnie, że właśnie to jest sensem mojego życia, to chciałbym robić już zawsze.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA