fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Niemal dziewięć lat pracy na mieszkanie

Walter
Osiem lat, dziesięć miesięcy i sześć dni - średnio tyle trzeba by odkładać każdą zarobioną złotówkę, aby kupić 50-metrowe mieszkanie poza centrum Warszawy.

Prawie pięć w Brukseli i bez mała 44 lata w Monako - średnio tyle trzeba pracować i odkładać wszystkie zarobione pieniądze, aby kupić 50-metrowe mieszkanie - wynika z analiz HRE Investments. Eksperci powołują się na dane portalu numbeo.

Nie jest źle

- Polska z wynikiem niższym niż dziewięć lat wypada na tle europejskim przyzwoicie. Średnia europejska jest o ponad 5 miesięcy dłuższa - podkreśla Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments. - Osiem lat, dziesięć miesięcy i sześć dni - aż tak długo należałoby w Warszawie odkładać każdą zarobioną złotówkę, aby kupić na własność 50-metrowe mieszkanie poza centrum stolicy.

Ekspert wziął pod uwagę przeciętne wynagrodzenia netto i średnie ceny transakcyjne mkw. mieszkań poza centrum miast, które na bieżąco aktualizuje portal numbeo. - Z jego wyliczeń wynika, że w Polsce za metr poza centrum stolicy trzeba już płacić prawie 9 tys. zł, a przeciętna pensja netto wynosi w Warszawie ponad 4,2 tys. zł miesięcznie - podaje Bartosz Turek. - Wynik nie jest mimo wszystko imponujący, choć porównując się do europejskiej średniej możemy mieć powody do zadowolenia. Statystycznie rzecz ujmując, na Starym Kontynencie wartość 50-metrowego mieszkania poza centrum stolicy odpowiada bowiem równowartości ponad 9-letniej średniej pensji. Wynik ten jest o pięć miesięcy wyższy niż nadwiślański - szacuje analityk HRE Investments.

Szokujące wyniki

- W zestawieniu mamy aż 15 europejskich stolic, gdzie dojście do własności trwa dłużej niż w Polsce - podkreśla Bartosz Turek. - I choć jest to niewielkie pocieszenie, to spójrzmy na przypadek skrajny. Chcąc kupić na własność 50 metrów mieszkania poza ścisłym centrum Monako, trzeba by pracować za monakijską średnią płacę aż 43 lata i sześć miesięcy. Wynik szokujący, tak jak i szokująca jest tam cena metra kwadratowego mieszkania. Jak szacuje portal numbeo, za metr kwadratowy w ścisłym centrum trzeba zapłacić równowartość 234 tys. złotych. To tyle, co za kawalerkę w dużych polskich miastach. Poza ścisłym centrum za metr przyjdzie zapłacić co prawda o ok. 60 tys. mniej, ale wciąż mówimy o cenach skromnych nieruchomości idących w miliony złotych. Są to potężne kwoty nawet dla osób pracujących w Monako i zarabiających tamtejszą średnią (równowartość 16,7 tys. zł netto). Dlaczego więc ceny nieruchomości są tam aż tak wysokie? Monako jest synonimem bogactwa i luksusu. Znaczenie ma bardzo ograniczona powierzchnia państwa i fakt, że jest to raj podatkowy przyciągający najbogatszych ludzi świata.

Bartosz Turek zwraca też uwagę, że ze względu na wysokie ceny dłużej niż w Polsce do własności przyjdzie także dochodzić w Wiedniu, Pradze, Londynie czy Paryżu. - Sztuka ta zajmie w tych miastach od ponad dziewięciu do bez mała 16 lat - podaje ekspert HRE Investments. Dodaje, że nie brakuje też przykładów, że dojście do własności może być łatwiejsze niż w Polsce. W tym gronie jest aż 24 miast. To m.in. Rzym, Amsterdam, Oslo, Berlin, Ryga czy Zurych - wskazuje Bartosz Turek.- Ciekawym przykładem jest Kijów. Tam 50-metrowe mieszkanie poza centrum odpowiada równowartości 6,5-rocznej średniej kijowskiej pensji. W tym wypadku dobitnie widać jednak ułomność średniej jako miary statystycznej. O co chodzi? Trzeba pamiętać, że na Ukrainie mamy do czynienia z potężnym rozwarstwieniem społecznym. Chodzi o to, że najlepiej zarabiający bardzo wyraźnie zawyżają przeciętną płacę. I tak podczas gdy minimalne wynagrodzenie na Ukrainie wynosi obecnie o. 750 zł brutto, to średnia kijowska netto jest ok. trzy razy wyższa, bo sięga wg numbeo 2,2 tys. zł. Na Islandii sytuacja wygląda inaczej. Nie tylko nie mamy do czynienia z nienaturalnie wysokimi kosztami przeprowadzenia transakcji, ale są one jednymi z najniższych w Europie. Do tego zarobki ludności są dość wysokie , przekraczają równowartość 12 tys. zł miesięcznie. Mimo tego metr poza centrum Reykjaviku kosztuje równowartość 14 tys. zł. Jeśli do tego dodamy potężny napływ turystów, którzy w ostatnich latach odkryli uroki tej wulkanicznej wyspy, to fakt, że ceny nieruchomości położone na niej wciąż pozostają relatywnie niskie (w odniesieniu do zarobków) może być zaskakujący.

Tu, jak mówi ekspert, wytłumaczenia możemy szukać we wspomnianych urokach wyspy. - Te co prawda bardzo przyjemnie się ogląda, zwiedzając podczas krótkich wyjazdów, ale już dla lokalnych stałych mieszkańców codzienne życie może być mniej urokliwe za sprawą pogody, nierzadko nieprzejezdnych dróg, erupcji wulkanów, aktywności sejsmicznej czy zjawiska nocy i dnia polarnego - opowiada Bartosz Turek. - To bez wątpienia skutecznie ogranicza popyt na zakup nieruchomości na własność.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA