fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Mała linia lotnicza też może być bezpieczna

ROL
Certyfikatów są dziesiątki. Każda linia podlega przede wszystkim urzędowi cywilnego kraju, w którym jest zarejestrowana - mówi prezes Kenya Airways i były szef LOT-u Sebastian Mikosz.

Jak poważnym problemem dla afrykańskich linii lotniczych jest katastrofa samolotu Ethiopian Airlines?

Ethiopian Airlines to właściwie linia globalna, ma wszystkie niezbędne certyfikaty i nigdy nie miała poważnych problemów z bezpieczeństwem. We flocie ma ponad 100 samolotów i siatkę obsługującą ponad 120 kierunków. Lata na prawie wszystkie kontynenty, z wyjątkiem Australii, w tym do kilkunastu miast w Azji i trzynastu w Europie. Operuje między Dublinem a Los Angeles, a więc jest także certyfikowanym przewoźnikiem europejskim.

Nie jest to więc typowa linia afrykańska?

Rynek afrykański jest niezwykle zdywersyfikowany. Afryka jest ponad trzy razy większa niż Europa. To 55 krajów, które łączy wiele różnych przewoźników. Niektóre z nich, jak Royal Air Maroc czy South African Airways, to globalnie rozpoznawalni gracze obsługujący połączenia na wszystkie lub większość kontynentów. Z drugiej strony są też przewoźnicy, którzy zostali wpisani na czarną listę Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA). Co do zasady – pasażer powinien sprawdzać, czy dana linia jest członkiem  Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA) i czy ma certyfikat Operational Safety Audit (IOSA). To wiedza dostępna powszechnie na stronach internetowych, w systemach rezerwacyjnych, mają ją agenci sprzedający bilety. Jeśli ktoś odczuwa dyskomfort, powinien porozmawiać z operatorem podróży.

Jakie warunki musi spełnić przewoźnik lotniczy z Afryki,  żeby dostać certyfikat?

Certyfikatów są dziesiątki. Każda linia podlega przede wszystkim urzędowi lotnictwa cywilnego kraju, w którym jest zarejestrowana. Można zajrzeć na jego stronę.

Oprócz tego są certyfikaty kontynentalne. Generalnie duża linia lotnicza jest wszechstronnie certyfikowana. W wypadku małego lokalnego przewoźnika, gdzieś w kraju, którego nie znamy, na pewno warto poszukać o nim informacji. Ale to trochę tak jak z ostrzeżeniem KNF: kraje publikują raczej negatywne informacje, a nie pozytywne.

Czy są jakieś ogólne zasady czym się kierować wybierając linię lotniczą? Na przykład unikać małych firm?

Obok nas w Nairobi jest małe lotnisko lokalne. Znajduje się parę kilometrów od głównego. Tam znajdziemy operatorów, którzy mają dwie, trzy maszyny. Oni mają podstawowy certyfikat IATA, czyli IOSA. Od lat operują bardzo bezpiecznie i bardzo dobrze. Wożą ludzi do Masai Mary, popularnego w Kenii parku narodowego, lądują na ubitej ziemi. Mają swoje reguły: nie latają w nocy, mają pilotów, których szkolą na symulatorach. Nie chcę mówić, że wszyscy są bezpieczni, ale nie chcę też straszyć – nie ma na to reguły.

Ostatnie miesiące pokazały, że można mieć certyfikaty a i tak może pojawić się problem. Poza tym certyfikowanie się i masa audytów kosztuje mnóstwo pieniędzy. Wielu przewoźników na to nie stać. Gdyby zaczęli, to nie mieliby budżetu na operacje. Media społecznościowe i tradycyjne szybko informują o potencjalnych zastrzeżeniach do przewoźników czy maszyn. Najważniejsze, aby pasażer nabrał przekonania co do bezpieczeństwa podróży. Jeśli czuje się źle, powinien wybrać innego przewoźnika.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA