fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Kryzys w Boeingu. Odchodzi szef programu MAX

materiały prasowe
Eric Lindbald, odpowiedzialny za produkcję B737 MAX w fabryce Boeinga w Renton pod Seattle, po roku pracy zrezygnował ze stanowiska.

Jego szefowie zapewniają, że nie jest to kara za kłopoty z MAXem. Zastąpi go pracownik, który wyprowadził Boeinga z problemów przy produkcji Dreamlinera. 

Lindbald jest pierwszą osobą zatrudnioną przy produkcji MAX, która traci pracę podczas kryzysu, ale drugą odchodzącą z Boeinga zatrudnioną przy produkcji B737. Odejście 57-letniego inżyniera, który w koncernie przepracował 34 lata, spowodowało większe przesunięcia w programie budowy samolotów średniego zasięgu, czyli maszyn, które najwięcej zarabiają dla Boeinga. Eric Lindbald jako wiceprezes wcześniej odpowiadał za całą produkcję w Renton i został przesunięty do nadzorowania MAXów po tym, jak Boeing w sierpniu 2018 zaczął mieć kłopoty z dostawcami silników, zbiorników na paliwo oraz innych komponentów. 

Czytaj także:  Najgorszy kwartał w historii Boeinga 

Kevin McAllister, prezes komercyjnej części koncernu przyznał, że Lindbald chciał odejść już rok temu i udało mu się przekonać go do pozostania. Ale w tej chwili nie ma innego wyjścia, jak pochylić się nad planem szybkiej sukcesji. Następcą Lindbalda będzie Mark Jenks odpowiadający za cały segment B737. W Boeingu jest znany jako skuteczny profesjonalista, bo udało mu się wyprowadzić ze strat program budowy Dreamlinery, a nawet więcej doprowadził do tego, że ich produkcja szybko zaczęła przynosić znaczące dochody. Teraz ma kolejne wyzwanie - doprowadzić do tego, aby MAXy mogły rzeczywiście zacząć latać, kiedy tylko otrzymają ponowną certyfikację od regulatorów. Dzisiaj uziemionych jest ok 500 B737 MAX: 350 u przewoźników i 150 wyprodukowanych już po wprowadzeniu zakazu ich lotów z pasażerami i zaparkowanych na kilku amerykańskich lotniskach.

Teraz w Boeingu, niezależnie od programu przywrócenia MAXów, prowadzone są prace nad budową samolotu, który znalazłby się w segmencie pomiędzy najmniejszą a największą maszyną średniego zasięgu, ale znacznie one spowolniły od czasu wybuchu kryzysu w marcu 2019. Spowolniły do tego stopnia, że pojawiły się pytania, czy w ogóle jest sens szukać następcy B737. 

Kevin McAllister mianował szefem tego programu Mike Sinnetta, który jednocześnie będzie kontaktem dla linii lotniczych mających MAXy w swojej flocie. Sinnett jest kolejnym doświadczonym pracownikiem Boeinga, który pracował przy Dreamlinerach, kiedy te maszyny miały największe problemy, czyli w 2013 roku i przez 2 miesiące musiały zostać uziemione z powodu samozapalających się baterii.

Eric Lindbald nie ukrywa, że ostatnie miesiące pracy w Boeingu były dla niego bardzo wyczerpujące. Kiedy uporał się z dostawcami silników i zbiorników na paliwo w Indonezji spadł MAX Lion Air, a w katastrofie zginęło 189 osób. W tydzień po tej tragedii Boeing opublikował biuletyn dla linii, które miały MAXy w swojej flocie z informacjami, że podczas eksploatacji mogą wystąpić nieprzewidziane wcześniej kłopoty, a autopilot może uporczywie obniżać nos maszyny.

Wtedy też Lindbald cały swój czas poświęcił znalezieniu rozwiązania tego problemu. Zanim jednak mu się udało, 10 marca 2019 spadł pod Addis Abebą samolot Ethiopian Airlines. Teraz Lindbald obiecuje, że zrobi wszystko, aby ułatwić jak najbardziej bezproblemowe objęcie stanowiska swojemu następcy.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA