fbTrack

Literatura

Wspomnienia o znikającej Warszawie

Archiwum

Po tom szkiców i wspomnień Marii Terleckiej sięgałem z rezerwą. Powodem były felietony tej prozaiczki i malarki zamieszczane w „Stolicy”, reaktywowanej przed kilku laty jako miesięcznik varsavianistyczny. Kreślone tam obrazki miasta wydawały mi się zbyt pobieżne, czasem pretensjonalne. Okazuje się jednak, że dopiero czytane razem z jej wcześniejszymi tekstami ujawniają one swój sens.

Najlepsze artykuły wznowione w obecnym zbiorze to powstałe jeszcze w końcu lat 70. reportaże, głównie o warszawskiej Pradze, i zapiski z tuż powojennego dzieciństwa autorki na Dolnym Mokotowie. Czytelnikowi zainteresowanemu mikrohistorią miasta, przeszłością poszczególnych ulic, domów i podwórek, przede wszystkim zaś mieszkańców, sprawią one olbrzymią radość. Wielobarwne, skrzące się delikatnym humorem, przykuwające uwagę bogactwem szczegółów codziennego życia, są prawdziwą podróżą do czasów, gdy znaczna część budynków stolicy była drewniana, podstawowym napędem pojazdów pozostawał koń, a nieodległe od śródmieścia okolice często bardziej przypominały wieś niż metropolię.

Chronologiczny układ tekstów, zgodny z kolejnością, w jakiej zostały napisane, odsłania dramatyczny rys tego, co nieuważnie śledząc pierwodruki prasowe, można by wziąć tylko za sentyment. Na naszych oczach bowiem dawna Warszawa znika. Z okupacyjnej i powstańczej hekatomby wychodzi uboższa o gros zabudowy i połowę mieszkańców. Zmiany te dostrzega Terlecka już jako dziecko, gdy wracając w 1945 roku na rodzinną ulicę Pytlasińskiego, nie odnajduje niektórych rówieśników i dorosłych – Żydów z sąsiednich ulic Dolnej i Huculskiej.

Następnym etapem zagłady miasta okazuje się powojenna odbudowa, kiedy pod kilof trafiają całe dobrze zachowane kwartały kamienic, ustępując miejsca monumentalnym założeniom socrealistycznym. Także późniejsza ekspansja wielkich osiedli mieszkaniowych rwie tkankę ulic i niweczy nierzadko ubogą, ale za to niepozbawioną duszy substancję materialną Warszawy. Mało kto pamięta, że nawet modny dziś rejon Ząbkowskiej i Brzeskiej miał zostać wyburzony pod kolejne wielkopłytowe blokowisko. Na szczęście wydarzenia lat 1980 – 1981 pokrzyżowały te plany.

Ostatni rozdział umierania dawnego miasta nadal trwa. Remonty nie nadążają za niszczeniem zaniedbanych domów. Zrujnowane obiekty chętnie przejmują deweloperzy, by na atrakcyjnych działkach wznosić komercyjną tandetę.

A znikaniu starej Warszawy towarzyszy rozpad pamięci o niej, wraz z którą zamiera też snuta przez autorkę opowieść. Z tekstu na tekst widać, jak zacierają się przechowane pod powiekami obrazy. Wspomnieniom zaczyna brakować ożywiających konkretów. Zostaje nuta żalu i rezygnacja. Dlatego dzisiejsze felietony pisarki nie mogą już być inne. I o tym właśnie: o końcu dawnego miasta zarówno w przestrzeni, jak i w nas, jego mieszkańcach, mówi książka Marii Terleckiej.

[i]Maria Terlecka „Piórem i piórkiem o Warszawie”. Biblioteka „Stolicy”,

Ekbin, Warszawa 2009[/i]

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL