Literatura

„Królestwo" Szczepana Twardocha powiela wszystkie wcześniejsze schematy

Szczepan Twardoch, (ur. 1979), autor m.in. „Morfiny” oraz „Króla”, należy do najpoczytniejszych autorów w kraju
Zuza Krajewska/Wydawnictwo Literackie
Kontynuacja „Króla", który rozszedł się w ponad 100 tys. egzemplarzy, powiela wszystkie wcześniejsze schematy znane z twórczości Szczepana Twardocha.

„Królestwo" – jak na sequel przystało – jest gorsze od „Króla", najlepszej i bestselerowej powieści Twardocha. Dodajmy wszakże: pierwszej jego niegrafomańskiej powieści. To dobre czytadło, powieściowy komiks.

Wydawać by się mogło, że przerażony antysemityzmem Polaków w przedwojennej i okupowanej Polsce uderza w rasizm zarówno w „Królu", jak i „Królestwie". Ale warto zapytać, czy nie jest to przesadny odruch „świętszego od papieża" neofity, który bulwersował wcześniej radykalnie konserwatywnymi poglądami, a dziś przesadnie eskaluje emocje, propagując nowy wizerunek? To się chyba nazywa „chodzić od ściany do ściany".

Świat stereotypów

Można przecież odnieść wrażenie, że książki definiują polsko-żydowskie kontrowersje mniej więcej tak: „żydowskie parchy" i „zasrane Polaczki". Również nowa powieść spłaszcza polsko-żydowską panoramę do poziomu agitki. Wszyscy Polacy są endekami, debilami, żydożercami, a polska konspiracja – „zasrana". W tym sensie „Królestwo" jest przestrzenią stereotypów. Już zresztą wcześniej, jeśli Twardoch walczył z narodowo-patriotycznymi stereotypami – na przykład w „Morfinie" – to opierając się na innych stereotypach. Jak Poznaniak, to endek, jak matka – to matka Polka, jak córka patriotka – to od razu idiotka.

Zaletą było i jest z pewnością to, że na tle polityki historycznej, lansującej bezkrytyczną wizję niepokalanych Polaków – wyłącznie ofiar –Twar- doch przypomina to, co „prawdziwym Polakom" nie powinno przynosić chwały. Ci, co nie wiedzieli, dowiedzieli się z „Króla" o faszyzacji obozu sanacyjnego przed 1939 r., zaś z „Królestwa" dowiedzą się, że narodowy bohater Kazimierz Sosnkowski wydał w czasie wojny polsko-bolszewickiej rozkaz o internowaniu tysiąca polskich oficerów i żołnierzy żydowskiego pochodzenia, czego doświadcza Szapiro. Przywołany jest też pogrom, którego Polacy dokonali w 1940 r. w Warszawie.

Rozsadzić kanon

Jerzy Haszczyński pisał na łamach „Plusa Minusa" o zastanawiającym podobieństwie „Króla" do powieści „Aniołowie umierają od naszych ran" Yasmina Khadra. Ale historia żydowskiego boksera Szapiry, jego kochanki z endeckiej rodziny Anny Ziembińskiej, drugiej kochanki prostytutki Ryfki, a także bojówkarza pepeesowca, z którym Szapiro po gangstersku „opiekował się" żydowską dzielnicą i szerzył popłoch wśród oenerowskich bojówek – przypominała jednocześnie „Bękarty wojny" Tarantino, gdzie żydowskie komando niszczyło nazistów.

Wcześniejsza „Morfina" pojawiła się po „Łaskawych", wybitnej powieści Jonathana Littella. W sferze literackiej nie zagwarantowało to treści wolnych od bełkotu. Korekty dokonała dopiero Ewelina Marciniak w scenicznej adaptacji w Teatrze Śląskim.

Najnowszym wkładem w rozwój polskiej literatury jest lansowanie w „Królestwie" słowa „wteraz".

Twardoch z Szapiry nie robi Janosika ani świętego gangstera. Dzielnie walczył w kampanii wrześniowej, był w policji żydowskiej, a w tle jest tragedia Żydów, którzy godzili się na negatywne role w nazistowskiej machinie śmierci. W fabule obejmującej czas tworzenia warszawskiego getta, „polskiego powstania" oraz ukrywania się Szapiry i Ryfki w gruzach Warszawy, mamy też zasymilowanego mecenasa Miecznickiego.

Nie jestem jednak pewien, czy sam Twardoch swojego bohatera szanuje, ponieważ nie udało mu się przeżyć. W zwierzęco-darwinowskiej wizji świata taka nieudolność to dyskredytacja.

Seksualne mięso

Tak jak zawsze proza autora „Królestwa" epatuje przemocą. Tylko znawcy kobiecej duszy mogą powiedzieć, dlaczego czytelniczki przychodzące tłumnie na spotkania z pisarzem tolerują fakt, że kobiety u Twardocha robią wrażenie głupich i ograniczonych do roli seksualnego mięsa, które bije się i gwałci. To tak jakby – używając obrazowania z czasów, gdy rozgrywa się powieść – Żydzi pchali się na wiece Hitlera po wprowadzeniu ustaw norymberskich.

Królestwo temu, kto wie, co sobie Twardoch wyobrażał, jakie świerszczyki i filmy oglądał, pewne jest jednak to, że pisząc o seksie, zdecydowanie się ożywia. Uchylmy kurtynkę do alkowy: „Rzadko mu stawał, mimo że pracowałam nad nim z całym moim dawnym kunsztem, to zdarzyło mu się zasnąć i zachrapać z ch...m z moich ustach" – wspomina Ryfka. Kilka stron dalej: „Niemiec sapał, Ziembińska popiskiwała (...) Niemiec zapatrzony w jej pośladki nie zauważył Jakuba w ogóle, wygiął się w spazmie rozkoszy, wtedy Jakub strzelił z mojego pistoletu i trafił Niemca w pierś". Mamy ulubioną mieszkankę Twardocha: seks, przemoc, zbrodnie, spermę i krew. Czy to nie jest estetyczna pornografia?

Witold Gombrowicz stworzył kategorię pierwszorzędnego pisarza drugorzędnego, którym według niego był Henryk Sienkiewicz, tworzący dla pokrzepienia serc.

Twardoch, autor „Wiecznego Grunwaldu", chce być może być pierwszorzędnym trzeciorzędnym pisarzem, który polski patriotyczny kanon rozsadza. Gombrowicz udowodnił, że można to robić genialnie, z wielką klasą, dając do myślenia. Twardoch przypomina swoich bohaterów i wali pałką na oślep. Czy chce „wteraz" grać rolę oenerowca a rebours, na wspak? ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL