fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Trybuny śpiewały tęczą. Recenzja książki Anity Werner i Michała Kołodziejczyka „Mecz to pretekst”

Anita Werner, Michał Kołodziejczyk - „Mecz to pretekst. Futbol, wojna, polityka”. SQN, Kraków 2020
Książka Anity Werner i Michała Kołodziejczyka o futbolu, polityce i historii może stać się pierwszą eksportową pozycją, napisaną na ten temat przez polskich dziennikarzy.

„Dla mnie największym zwycięstwem jest widok dzieci w Prisztinie w koszulkach reprezentacji Kosowa. Ja nie miałem takiej szansy. Dorastałem wśród Francuzów, Marokańczyków, Anglików, Żydów, muzułmanów i kiedy nadchodziły turnieje, każde dziecko zaczynało nosić koszulkę z kraju swojego taty. A ja nie miałem czego założyć”.

To słowa Gramoza Vokrriego, syna legendy kosowskiego futbolu Fadila Vokrriego, który grał w reprezentacji Jugosławii, został prezydentem Kosowskiej Federacji Piłki Nożnej i wprowadził swój kraj do UEFA.

Jestem przekonany, że dla większości czytelników jest to postać nieznana. Książka Anity Werner i Michała Kołodziejczyka „Mecz to pretekst. Futbol, wojna, polityka” pełna jest takich osób oraz ludzi znanych powszechnie. Czasami tylko w swoich krajach, innym razem także poza ich granicami.

W poszukiwaniu związków piłki nożnej z polityką, religią, ekonomią, rasizmem, konfliktami na tle narodowościowym autorzy odbyli podróże do Izraela, Kraju Basków, na Bałkany, do Irlandii Północnej, Mołdawii i Naddniestrza. Spędzili tam dużo czasu, odbyli setki rozmów.

Żeby do niektórych z nich doszło, zdobywali zaufanie przez wiele tygodni. Potem wchodzili do budynków często zamkniętych dla postronnych osób, zadawali pytania, a przede wszystkim słuchali. Wiedzieli, o co pytać, i umieli słuchać. Ludzi na pozór szarych, ale nieraz z bagażem tragicznych doświadczeń, miejscowych celebrytów lub byłych międzynarodowych gwiazd futbolu. Takich jak właściciel klubu Beitar Jerozolima i jego kibice, serbski generał Jovan Divjak, który podczas wojny stanął po stronie Bośniaków, dwaj Baskowie: bramkarz reprezentacji Hiszpanii Jose Angel Iribar i trener Javier Clemente czy północnoirlandzki napastnik Gerry Armstrong.

Każdy miał swoją opowieść, a każda związana była z warunkami życia i okolicznościami, na które często nie mieli wpływu. I zawsze, w tle, a czasem na bliższym planie wojen, dyskryminacji i narodowościowych lub religijnych waśni była piłka nożna.

Anita Werner i Michał Kołodziejczyk napisali fascynującą książkę o tym, co jest mi szczególnie bliskie. Mecz nie zaczyna się na boisku i nie kończy wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego. To coś znacznie więcej niż sama gra. Żeby to zrozumieć, trzeba wznieść się ponad poziom trybuny ultrasów, zaślepionych miłością do swojego ulubionego klubu. Trzeba rozmawiać z innymi kibicami, piłkarzami, czytać, jeździć, oglądać.

Autorzy książki dobrze o tym wiedzieli, a na potrzeby książki wszystko to zrobili. Są pierwszymi polskimi dziennikarzami, którzy profesjonalnie zajęli się problemami niby średnio wykształconemu kibicowi znanymi, ale jednak odległymi. Znaliśmy je z przekazów zagranicznych autorów. Rosjanina Igora Fiesunienki, którego książka „Pele, Garrincha, piłka” o brazylijskim futbolu stała się bestsellerem w latach 70. ubiegłego wieku. Jonathana Wilsona z jego podróży po Europie Wschodniej, opisanych w książce „Behind the Curtain”, Simona Kupera – „Football Against the Enemy” czy Franklina Foera z wydaną po polsku książką „Jak futbol objaśnia świat”.

Książka Anity Werner i Michała Kołodziejczyka jest w jakimś sensie kontynuacją tej ostatniej pozycji. Też może być tłumaczona na języki obce, bo zainteresuje każdego, kto ma szersze spojrzenie na futbol.

To nie jest kolejna schematyczna biografia piłkarza, którą czyta się, nie przerywając snu. Książka zmusza do refleksji, a kiedy czyta się o dramatach bośniackich dzieci, w kraju ogarniętym wojną, trudno się nie wzruszyć. Poza wartościami uniwersalnymi ma też i tę, że jest bardzo dobrze napisana, co w przypadku dwojga czołowych polskich dziennikarzy (każde w swojej dziedzinie) nie powinno dziwić.

Zdarzają się więc takie perełki, jak ta o właścicielu Beitaru Jerozolimie Mosze Hogegu: „Jest niski, ale gdyby stanął na swoim portfelu, patrzyłby na nas z góry”. Lub zdanie, które wykorzystałem w tytule: „Trybuny śpiewały tęczą”. A dlaczego kibice w Kosowie „śpiewali tęczą” i witali piłkarzy angielskich, a zwłaszcza Raheema Sterlinga, jak bohaterów – trzeba przeczytać. Koniecznie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA