fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

"Kryzys nie wziął się znikąd". Olga Tokarczuk wygłosiła wykład noblowski

Olga Tokarczuk wygłosiła wystąpienie w języku polskim.
AFP
- Możliwe, że powieść i literatura stają się na naszych oczach czymś zgoła marginalnym wobec innych sposobów narracji - powiedziała wygłaszając wykład noblowski pisarka Olga Tokarczuk.

Ceremonia wygłoszenia przez tegorocznych laureatów literackiej Nagrody Nobla wykładów noblowskich odbyła się w siedzibie Szwedzkiej Akademii w Sztokholmie.

Jako pierwsza głos zabrała Olga Tokarczuk, nagrodzona Noblem za 2018 rok. Po niej wystąpił Peter Handke, nagrodzony za rok 2019.

Polska pisarka zatytułowała swe wystąpienie "Czuły narrator". Zaczęła przemowę od wątku osobistego. Wspominała, że jako dziecko oglądała fotografię swej matki z okresu ciąży, siedzącą przy radiu.

- Byłam przekonana, że mama szukała mnie, kręcąc gałką radia - powiedziała Tokarczuk. - Jako dziecko rozumiałam to tak, że ona patrzy w czas - dodała. Wyznała, że była zdziwiona, gdy matka tłumaczyła, że jej smutek uchwycony na zdjęciu brał się z faktu, że tęskniła za Olgą. - "Jak możesz do mnie tęsknić, skoro mnie jeszcze nie ma?" – pytałam. Wiedziałam już, że tęskni się za kimś, kogo się utraciło, że tęsknota jest efektem straty - mówiła noblistka. Przytoczyła odpowiedź matki: "Jeżeli się do kogoś tęskni, to on już jest".

- Zrozumiałam moim dziecięcym umysłem, że jest mnie więcej niż sobie do tej pory wyobrażałam. I nawet, jeżeli powiem: "Jestem nieobecna", to i tak na pierwszym miejscu znajduje się: "Jestem" – najważniejsze i najdziwniejsze słowo świata. W ten sposób niereligijna młoda kobieta, moja mama, dała mi coś, co kiedyś nazywano duszą, a więc wyposażyła w najlepszego na świecie czułego narratora - mówiła pisarka.

Podkreśliła, że to, jak myślimy o świecie i jak o nim opowiadamy, ma olbrzymie znaczenie. - Coś, co się wydarza, a nie zostaje opowiedziane, przestaje istnieć i umiera. Wiedzą o tym bardzo dobrze nie tylko historycy, ale także (a może przede wszystkim) wszelkiej maści politycy i tyrani. Ten, kto ma i snuje opowieść – rządzi - zaznaczyła.

Wyraziła opinię, że brakuje nam nowych sposobów opowiadania o świecie. - Żyjemy w rzeczywistości wielogłosowych narracji pierwszoosobowych i zewsząd dochodzi nas wielogłosowy szum - powiedziała.

Zdaniem Olgi Tokarczuk, żyjemy w świecie natłoku informacji sprzecznych ze sobą, wzajemnie się wykluczających, "walczących na kły i pazury".

- Nasi przodkowie wierzyli, że dostęp do wiedzy przyniesie ludziom nie tylko szczęście, dobrobyt, zdrowie i bogactwo, ale stworzy społeczeństwo równe i sprawiedliwe. (..) Kiedy powstał Internet wydawało się, że idee te będą wreszcie mogły zrealizować się w sposób totalny. (...) Okazało się, że nie jesteśmy w stanie unieść tego ogromu informacji, która zamiast jednoczyć, uogólniać i uwalniać – różnicuje, dzieli, zamyka w bańkach, tworzy wielość opowieści nieprzystających do siebie albo wręcz wrogich sobie, antagonizujących. (...) Zamiast usłyszeć harmonię świata, usłyszeliśmy kakofonię dźwięków, szum nie do zniesienia, w którym rozpaczliwie próbujemy dosłuchać się jakiejś najcichszej melodii, najsłabszego chociaż rytmu. Parafraza szekspirowskiego cytatu jak nigdy pasuje dzisiaj do tej kakofonicznej rzeczywistości: Internet to coraz częściej opowieść idioty pełna wściekłości i wrzasku - przekonywała noblistka.

Wskazała, że kategoria fake newsów stawia nowe pytania o to, czym jest fikcja. - Fikcja straciła zaufanie czytelników, odkąd kłamstwo stało się niebezpieczną bronią masowego rażenia, nawet jeśli wciąż pozostaje prymitywnym narzędziem. Nader często spotykam się z tym pełnym niedowierzania pytaniem: "Czy to prawda, co pani napisała?" Za każdym razem mam wtedy wrażenie, że wieszczy ono koniec literatury - mówiła.

- W morzu wielu definicji fikcji, najbardziej podoba mi się ta, która jest jednocześnie najstarsza i pochodzi od Arystotelesa. Fikcja jest zawsze jakimś rodzajem prawdy - dodała.

Podkreśliła, że literatura stawia pytania, na które nie da się odpowiedzieć przy pomocy Wikipedii, "wykracza bowiem poza same fakty i wydarzenia, odwołując się bezpośrednio do naszego ich doświadczania".

- Możliwe, że powieść i literatura stają się na naszych oczach czymś zgoła marginalnym wobec innych sposobów narracji. Że waga obrazu i nowych form bezpośredniego przekazywania doświadczenia – kina, fotografii, virtual reality i augmented reality – stanie się poważną alternatywą dla tradycyjnego czytania - wskazała.

- Często doskwiera mi poczucie, że światu czegoś brakuje. Że doświadczając go przez szyby ekranów, przez aplikacje, staje się jakiś nierealny, daleki, dwuwymiarowy, dziwnie nieokreślony, mimo że dotarcie do każdej konkretnej informacji jest zdumiewająco łatwe. Męczące "ktoś", "coś", "gdzieś", "kiedyś" może dziś być bardziej niebezpieczne niż wygłaszane z absolutną pewnością bardzo konkretne i określone idee – Ziemia jest płaska, szczepionki zabijają, ocieplenie klimatyczne jest bzdurą, a demokracja w wielu krajach nie jest zagrożona. "Gdzieś" toną jacyś ludzie, próbujący przeprawić się przez morze. "Gdzieś" od "jakiegoś" czasu trwa "jakaś" wojna. W natłoku informacji pojedyncze przekazy tracą kontury, rozwiewają się w naszej pamięci i stają się nierealne, znikają - powiedziała prelegentka.

Przekonywała, że literatura jest jedną z niewielu dziedzin, które próbują nas przytrzymać przy konkrecie świata, ponieważ ze swej natury jest zawsze "psychologiczna".

Olga Tokarczuk wyraziła myśl, że czeka nas przedefiniowanie tego, co rozumiemy dziś pod pojęciem realizmu, i "poszukiwanie takiego, który pozwoliłby nam przekroczyć granice naszego ego i przeniknąć przez ten szybo-ekran, przez który widzimy świat". - Potrzeba rzeczywistości jest dziś przecież obsługiwana przez media, portale społecznościowe, bezpośrednie relacje w internecie. Może to, co nieuchronnie nas czeka, to jakiś neosurrealizm, na nowo rozłożone punkty widzenia, które nie będą się bały zmierzyć z paradoksem i pójdą pod prąd wobec prostego porządku przyczynowo skutkowego - dodała.

- Zapewne wkrótce pojawi się jakiś geniusz, który będzie mógł skonstruować zupełnie inną, niewyobrażalną dziś jeszcze narrację, w której zmieści się wszystko, co istotne. Taki sposób opowiadania z pewnością nas zmieni, porzucimy stare krepujące perspektywy i otworzymy się na nowe, które przecież istniały gdzieś tu zawsze, ale byliśmy na nie ślepi - stwierdziła.

- Kryzys klimatyczny i polityczny, w którym dzisiaj próbujemy się odnaleźć i któremu pragniemy się przeciwstawić, ratując świat, nie wziął się znikąd. Często zapominamy, że nie jest to jakieś fatum i zrządzenie losu, ale rezultat bardzo konkretnych posunięć i decyzji ekonomicznych, społecznych i światopoglądowych (w tym religijnych). Chciwość, brak szacunku do natury, egoizm, brak wyobraźni, niekończące się współzawodnictwo, brak odpowiedzialności sprowadziły świat do statusu przedmiotu, który można ciąć na kawałki, używać i niszczyć. Dlatego wierzę, że muszę opowiadać tak, jakby świat był żywą, nieustannie stawającą się na naszych oczach jednością, a my jego – jednocześnie małą i potężną – częścią - zakończyła.

Pełny tekst wykładu Olgi Tokarczuk jest w języku polskim dostępny na rp.pl, w językach angielskim i szwedzkim - w serwisie internetowym Nagrody Nobla.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA