fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Olga Rudnicka: Nic tak nie działa na wenę twórczą, jak zbliżający się termin

Ania Pińkowska/Fotografia
- W idealnym świecie nie musielibyśmy wcale używać słowa tolerancja, gdyż mielibyśmy szacunek do drugiego człowieka, jego poglądów i sposobu życia. Akceptacja nie stanowiłaby wyzwania – mówi serwisowi rp.pl, Olga Rudnicka, której – jak na razie – ostatni kryminał zatytułowany „Miłe Natalii początki” ukazał się w maju.

„Człowiek nie zdaje sobie sprawy z cudu, którym są zwyczajne rzeczy. Sen, jedzenie, oddychanie” – do słów z powieści „Cichy wielbiciel” powinno się dołożyć pisanie jako czynność, bez której nie umie żyć Olga Rudnicka?

Olga Rudnicka: Zdecydowanie tak. Owszem, miewam przestoje, biały ekran straszy mnie migającym kursorem, gdy w głowie pustka albo najzwyczajniej w świecie wyłazi na światło dzienne leń. Niemniej nie potrafiłabym przestać pisać.  Mam to szczęście, że moja pasja stała się pracą.

„Trup był, ale już sobie poszedł” – jak rodzą się pomysły na takie zdania?

Sama chciałabym wiedzieć. Zdaje się, że tego typu „głupotki” po prostu mam w głowie. I figurują one nie tylko na stronach moich powieści. Zdarza mi się połączyć dwie myśli w jedno zdanie i wyartykułować je głośno, co powoduje często niezrozumienie albo zabawne sytuacje. Wśród bliskich mi osób krąży anegdotka, gdy na pytanie, które sama sobie zadałam: "Jaki dziś mamy dzień?" odpowiedziałam: "A już wiem, kwiecień". Rzecz jasna odróżniam dni tygodnia od miesięcy, ale coś tam myślałam, układałam, planowałam, nie pamiętam już co, i wyszło jak wyszło.

Słynie pani z opowiadania zagadek kryminalnych przy pomocy dużej dawki humoru. Od początku tenże styl miał być znakiem rozpoznawczym?

Początkowo nie zastanawiałam się nad tym, co chcę pisać i dlaczego. Po prostu pisałam. Pierwsza powieść została wydana zupełnym przypadkiem, gdyż wysłałam ją w niewłaściwej formie do niewłaściwej osoby  i jak czas pokazał, okazała się ona jak najbardziej właściwa, gdyż zostałam zauważona. Piszę co mi w duszy gra i choć marzył mi się przez długie lata taki krwawy kryminał z prawdziwego zdarzenia, chyba nie jest mi po drodze z tym gatunkiem. „Cichy wielbiciel” kosztował mnie sporo emocji i przekonałam się wówczas, że marzenia niekoniecznie idą w parze z rzeczywistością. Komedia kryminalna to zdecydowanie mój styl.

„Zdesperowana kobieta zdolna jest do czynów równie wielkich, co nieprzemyślanych...” – patrząc na słowa z „Granat poproszę!” i na to, jak dużym powodzeniem cieszą się pani powieści, nurtujące staje się, czy Olga Rudnicka pisze książki tylko wtedy, gdy jest zdesperowana?

Piszę, bo lubię, bo to moja praca, bo muszę pisać, ale jeśli mam odpowiedzieć szczerze, nic tak nie działa na wenę twórczą, jak zbliżający się termin. Zatem tak, desperacja zdaje się odgrywać w tworzeniu pewną rolę.

„Tajemnice mają to do siebie, że nie udają się trzymać w tajemnicy” – jak pasują te słowa do tego, kiedy ujrzymy następną pani powieść?

Pewnie nie takiej odpowiedzi oczekują czytelnicy, ale o dacie premiery dowiaduję się na ogół krótko przed czytelnikami. Mam termin na oddanie powieści, następnie pracę nad nią przejmuje wydawca. Obecnie trwają prace nad powieścią, która być może ukaże się jesienią, ale to są moje gdybania, a nie żaden fakt. Proszę zatem o cierpliwość i trzymanie kciuków.

Rozmawiając z pani czytelnikami słyszałem, że pani książki mają jedną wadę: wychodzą zbyt rzadko. Jak skomentuje pani takie opinie?

Dwie powieści to rzadko? Miło mi to słyszeć, ale nie jestem przekonana, czy dałabym radę pisać więcej, niż dwie powieści rocznie. Presja terminu dobrze wpływa na wenę, ale niekoniecznie na mój stan emocjonalny, więc zostawmy może częstotliwość taką jaka jest.

Niektórzy miłośnicy pani książek dopytują również, kiedy któreś z dzieł zostanie zekranizowane?

Na to pytanie nie mogę odpowiedzieć wiążąco. Prowadzone są rozmowy w tym zakresie, ale czas pokaże, czy coś z tego będzie.

„Ta tolerancja jest coraz bardziej wymagająca” – czytając słowa Jadwigi z „Granat poproszę!” można odszyfrować pani podejście do pisania?

Jadwiga jest starszą panią, wychowaną w określony sposób, a świat zmienił się diametralnie. Są zjawiska, których nie pojmuje; ludzie, których nie rozumie, ale stara się „nadążyć” i zaakceptować ten nowy świat. Postacie, które tworzę mają własną osobowość, poglądy i nie muszą być one zbieżne z moimi. W idealnym świecie nie musielibyśmy wcale używać słowa tolerancja, gdyż mielibyśmy szacunek do drugiego człowieka, jego poglądów i sposobu życia. Akceptacja nie stanowiłaby wyzwania.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA