fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Koronawirus: nie wysyłają lekarzy na kwarantannę, by wykonać kontrakt

AFP
Szefowie części szpitali nie informują medyków o kontakcie z zakażonym i nie wysyłają ich na kwarantannę. Unikają w ten sposób zamykania oddziałów.

– Dyrekcja nie informuje nas o stwierdzanych zakażeniach. Wysyła nas na testy, ale nie zdradza nam ich wyniku. Co jakiś czas jesteśmy jednak wysyłani na domową „kwarantannę", a do pracy wolno nam wrócić dopiero po dwóch tygodniach – mówi anestezjolog z dużego szpitala w Warszawie.

Dlaczego tak się dzieje? Zdaniem medyka, gdyby zarządzający szpitalem ujawnili wyniki, musieliby to zgłosić do sanepidu, a ten najpewniej zamknąłby cały oddział: – A na to placówka nie może sobie pozwolić, bo jeśli się okaże, że anestezjologia jest w kwarantannie, placówka przestałaby w ogóle wykonywać operacje. A to znaczy, że kontrakt z NFZ nie zostałby wykonany– tłumaczy.

O tym, że chory mógł mieć Covid, lekarze dowiadują się często przypadkiem:

– Nie wydałoby się, że chory, którego konsultowałam przed tygodniem, miał koronawirusa, gdyby nie zadzwonili do nas lekarze z jednoimiennego szpitala zakaźnego, do którego został przewieziony. Wiadomo, że do tej placówki trafiają tylko osoby z Covid, więc nasz pacjent musiał mieć dodatni wynik testu. Tylko że dyrekcja nie uznała za stosowne nas o tym poinformować – mówi lekarka z mniejszej placówki w środkowej części Polski.

W jej przypadku odpowiedzialny okazał się ordynator, który lekarzom mającym kontakt z zakażonym polecił nie przychodzić do pracy do czasu uzyskania wyniku testu. Chodziło o bezpieczeństwo pacjentów.

– Na szczęście okazało się, że nie doszło do zakażenia. Pewnie dlatego, że w naszym szpitalu medycy wyjątkowo rzetelnie podchodzą do kwestii bezpieczeństwa i robią wszystko, by uniknąć zakażenia – mówi lekarka, która konsultowała zakażonego.

Dr Agnieszka Serwan, przewodnicząca Regionu Mazowieckiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL), słyszała o podobnych przypadkach: – Żadne ze zgłoszeń nie było jednak oficjalne, więc nie mogłam wystąpić z formalną interwencją – mówi dr Serwan. Dodaje, że niepokoją ją podobne praktyki, narażające zarówno pacjentów, jak i medyków.

– Dotychczas nie słyszeliśmy o takich przypadkach, inaczej byłaby reakcja z naszej strony – zapewnia rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz. I podkreśla, że postępowanie dyrekcji obu placówek jest niedopuszczalne. – Standard postępowania w przypadku kontaktu personelu medycznego z osobą zakażoną bądź choćby podejrzaną o zakażenie jest precyzyjny – mówi.

Tłumaczy, że w przypadku kontaktu z zakażonym obowiązkiem jest kwarantanna i zgłoszenie do systemu kwarantannowego. W ciągu siedmiu dni przeprowadzany jest test, którego wynik negatywny pozwala wrócić do pracy. Tu służby medyczne są uprzywilejowane w testowaniu. Mogą podlegać testom zawsze, kiedy zgłoszą zapotrzebowanie, i w pierwszej kolejności – dodaje rzecznik.

Jego zdaniem niedopuszczalne jest także nieinformowanie lekarza o wyniku testu, które jest sprzeczne z art. 23 ust. 1 ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta, który mówi, że pacjent ma prawo do dostępu do dokumentacji medycznej dotyczącej jego stanu zdrowia oraz udzielonych mu świadczeń zdrowotnych.

– Po to jest szybka droga testowania medyków, by w szybkim trybie mogli się dowiedzieć o możliwym zakażeniu i by mogli opiekować się pacjentami – zauważa Wojciech Andrusiewicz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA