fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Adamczyk: Spróbujemy ludźmi wstrząsnąć

Materiały Prasowe
Maciek Adamczyk - improwizator, komik i radiowiec. Prowadzi poranną audycję w Radio Kampus, a w wolnym czasie dogląda swoich warzyw na działce i stara się być eko. Gra regularnie na dużych scenach razem z ekipą Stand-up Polska, ale też we własnych solowych programach. Mimo, że ma w swoim portfolio występy publiczne i improwizację to od niedawna musi odnaleźć się w nowej trudnej roli - byciu ojcem.

Rz: Oswoiłeś się już z tym, że masz dziecko? 

Maciek Adamczyk: Tak, już nie mam z tym problemu. Nawet wczoraj zostawiliśmy go na chwilę moim rodzicom na kilka godzin, i miałem taką akcję, że wyszedłem na chwilę na balkon i nagle: gdzie jest dziecko!? Więc ten radar już pracuje.

Rz: Boisz się, że go zostawisz samego?

MA: Jeśli będzie chciał. Mnie rodzice w ogóle samego nie zostawiali, miałem bardzo krótką smycz. Gdybym był psem to ludzie by zbierali petycję, żeby mnie uwolnić, tak krótko byłem trzymany.

Rz: Na podwórko też nie mogłeś wychodzić?

MA: Mogłem, ale na przykład do szkoły miałem może ze sto metrów. Rodzice mnie potrafili odprowadzać te sto metrów aż do ósmej klasy.

Rz: Ale nie wiadomo czy Ty też tak nie będziesz robił?

MA: Teraz to jest tak, że dziecko ma telefon w ręce i ojciec je śledzi na smartfonie, ma pełen przegląd sytuacji zdalnie. Jak jest problem to od razu o tym wie i może działać. Wirtualna smycz.

Rz: Za chwilę nowa Wielka Trasa Stand-up Polska pt. Koniec Świata, która rusza 15 września, gdzie wyjeżdżacie całą ekipą. Długo Cię nie będzie, co wtedy?

MA: Powiem Ci, że trasa to jest teraz najmilsze uczucie. Ja nagle pokochałem wyjazdy, wcześniej tylko chciałem siedzieć w domu, a teraz byle wyjechać. Ludzie nie do końca wiedzą jak wygląda nasza praca, mówią: a ty sobie pojedziesz, wystąpisz. Nie zdają sobie sprawy, że na przykład ostatnio Zielona Góra to jest 450 km, tam występujesz i wracasz. Kiedyś mnie to męczyło, a teraz trochę inaczej to odbieram. Nie spieszę się, bo kiedyś jak wyjeżdżałem to wiedziałem, że będę mógł odespać trasę. Teraz już nie. Mam zakodowane, że młody wstanie o 6 rano i będzie zajazd.

Rz: Czyli jest tak trochę jak w programie innego polskiego komika, że on się przed dziećmi chowa w toalecie, żeby spokojnie pisać program, popracować?

MA: Trochę tak jest. Ja się na tym ostatnio złapałem, że siedzę tam i odpoczywam. Nie biorę telefonu, nikt mi tam nie wejdzie, po prostu sobie siedzę. Tylko ja mam w toalecie szklane drzwi i czasami jest tak, że mam scenę jak z horroru kiedy o szybę uderzają małe dziecięce rączki.

Rz: A jak z harmonogramem życia? Ile będzie trwać nowa Wielka Trasa?

MA: Trasa w tym roku będzie trwała wyjątkowo półtora miesiąca. Na szczęście to nie wyjazdy ciągiem, więc da się to zaplanować. Poza tym moja - jak ten wywiad się ukaże to już żona - zaczęła się ze mną spotykać jak już jeździłem, więc wszystko się wyrównuje. Nie ma mnie czasami cztery dni, ale przecież potem tydzień jestem to ją odciążam. Odkąd mam dziecko to z takim podziwem patrzę na ludzi, którzy mają normalną pracę. Idą na rano, muszą wstać wcześnie, dziecko się budzi, wracają po wielu godzinach zmęczeni i żona mówi: ja się z nim bawiłam dziesięć godzin to teraz Twoja kolej. Masakra.

Rz: Harmonogram sobie bardzo dobrze wyrównujecie, ale kiedy piszesz program? Dziecko Ci w tym przeszkadza?

MA: Dla mnie najlepszym motywatorem do napisania materiału jest zbliżający się termin występu. Jak już deadline mnie dociska to wtedy wychodzę z domu i piszę, testuję, bo w domu nie potrafię pracować. Jak jestem w domu to zapisuję dużo pomysłów, ale potem je dopiero rozwijam gdzieś w odosobnieniu. Młody nie przeszkadza, ale tryb pracy trochę się musiał zmienić. Wiadomo, że trudno jest to zrozumieć jak nie ma się dziecka. Dlatego tęsknię za czymś takim jak postrzyżyny - do 7 roku życia mały jest pod opieką matki, potem się tnie włosy, żeby chłopak nie wyglądał jak dziewczyna i taki siedmiolatek to coś innego już. Kiedyś dziesięciolatek to był wysyłany do lasu i jak przeżył to dobrze, a jak nie to też nie było tragedii. Może to powinno wrócić? Bo jak obserwuje dzisiejszą młodzież to w lesie nawet chore wilki by je zjadły.

Rz: Kiedyś faktycznie było tak, że ludzie się chyba mniej tymi narodzinami przejmowali? Dzisiaj rodzice trochę wariują jak mają dziecko.

MA: Słyszałem, że dyrektorzy szkół proszą rodziców, żeby nie odwozili swoich dzieci, bo się robią korki pod szkołami. Koło mojego domu jest szkoła podstawowa, koło której przejeżdża jeden samochód na godzinę i tam jest facet, który zatrzymuje ten samochód co prawie nigdy nie jedzie, żeby dzieci spokojnie przeszły. Trochę za bardzo się boimy.

Rz: A Twój syn jest dla Ciebie dobrym materiałem do programu?

MA: Kopalnia tematów. Jest to mnóstwo nowych i zaskakujących rzeczy dla mnie a to są świetne elementy do użycia w materiale. Nawet zauważam, że ma małe poczucie humoru.

Rz: Chciałbyś żeby był komikiem?

MA: Chciałbym żeby robił to co on chce. Może będzie się za mną oglądał, ale może nagle powie: tato ja znajdę pracę w korporacji, nie zmusisz mnie do tego swojego luzackiego trybu życia, gdzie przed 12:00 pijesz prosecco. Zastanawiam się też jak to będzie ze szkołą w jego przypadku. Czytam czasami co się wyprawia w niektórych placówkach. Dzieci się dźgają nożami w podstawówce? Myśmy się ślizgali na kolanach i zbierali tazosy z chipsów, a nie mordowali w porachunkach narkotykowych. Zobaczymy co z tą szkołą.

Rz: Wyobrażasz sobie siebie na takiej klasycznej wywiadówce?

MA: No jasne, że tak! Nie mogę się tego doczekać. Wyobrażam sobie, że większość ludzi z mojego pokolenia będzie wyglądało na starszych niż naprawdę są, więc założę dwa różne buty, kolorowe ubrania, okulary i zobaczymy jak sobie z tym poradzą. Wyjmę notes i będę notował.

Rz: A jak Lucjan się będzie źle zachowywał?

MA: Nie będzie. Mnie tylko tydzień zajęło, żeby mnie dyrektorka szkoły znała z imienia i nazwiska.

Rz: Nowa trasa ma dość kontrowersyjny temat jak na kochającego ojca?

MA: To prawda. Wielka Trasa pt. Koniec Świata jak sama nazwa wskazuje, będzie o zagrożeniach, które nieuchronnie na nas czyhają.

Rz: I na niego.

MA: Na niego również. Podobno się mamy rozsypać już za 30 lat. Powoduje to u mnie mieszane uczucia, trochę jestem z tego powodu smutny, ale też się cieszę. Jeśli cywilizacja się skończy za trzydzieści lat to ja będę przed wiekiem emerytalnym. Ponieważ ja od “nigdy” nic nie odkładam, a każdy pyta co z emeryturą? No nic, nie ma świata nie ma emerytury. Co do młodego - mocno pracuję na swojej działce, zgłębiam tajniki ogrodnictwa, sadzę warzywa to się tam mu zrobi małą oazę. Może pomyślę o bracie dla niego? Wtedy będzie im raźniej w tych trudnych czasach. Ale ze mną jest trochę tak, że ja straciłem nadzieję też na poprawę naszego świata. Czytałem ostatnio taki artykuł, że najbardziej wszystko zanieczyszczają samoloty - a jak masz nie polecieć do Tajlandii za 1500 PLN? To się po prostu zrobiło za tanie. Grenlandia topnieje w zastraszającym tempie i nie ma na to widocznego ratunku.Trzeba by zmienić reguły, które działają na świecie, a nie tylko nawyki.

Rz: To Ci przeszkadza pisać materiał o Końcu Świata?

MA: Uwidacznia u mnie jakiś taki wewnętrzny smutek. Im więcej informacji badam do nowego programu tym trudniej zanegować, że nie ma dla nas już wyjścia. Trzeba odpalić cygaro, zrobić sobie drinka i spokojnie patrzeć jak za chwilę wszystko się rozwali.

Rz: Może właśnie powinniśmy to spróbować zmienić przez stand-up? Macie przecież wpływ na miliony osób, które Was oglądają.

MA: Pytanie, czy ja faktycznie mam na tych ludzi wpływ? Spróbujemy nimi wstrząsnąć na jesień.

Rz: Nie mogę się doczekać. Dziękuję za rozmowę.

Tekst w ramach patronatu nad trasą "Koniec Świata: Wielka Trasa Stand-up Polska"

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA