fbTrack

Kraj

Los byłych funkcjonariuszy w rękach prezes TK

Fotorzepa/ Robert Gardziński
Z emerytur, które odebrano w ramach dezubekizacji, rząd sfinansował tysiąc nowych etatów w policji.

Zdezubekizowani już od blisko ośmiu miesięcy czekają na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który ma ocenić, czy ustawa jest zgodna z konstytucją. Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita", sprawie przewodniczyć ma Julia Przyłębska.

Kontrowersyjna ustawa obowiązuje od października ubiegłego roku – objęła ponad 38 tys. byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, w tym rodziny nieżyjących funkcjonariuszy. Jak pisała „Rzeczpospolita", blisko 4 tys. osób otrzymuje teraz zaledwie 1 tys. zł brutto emerytury – to ci, który nie kontynuowali pracy po 1990 r. Część zdezubekizowanych rezygnuje z głodowej emerytury po mężu i występuje np. do ZUS po swoją.

Jednak zdecydowana większość funkcjonariuszy-emerytów dotkniętych ustawą – ponad 23,7 tys. osób, a więc ponad 62 proc., to osoby, które, pozytywnie zweryfikowane służyły w mundurze w wolnej Polsce: w UOP, ABW, BOR, policji lub Straży Granicznej.

Ustawa podpisana przez prezydenta jest odmienna od projektu, który przewidywał obniżenie emerytur za pracę w strukturach Służby Bezpieczeństwa za każdy rok o 0,5 proc. W uchwalonej ustawie wprowadzono wskaźnik 0,0 proc. za każdy rok służby. W efekcie dezubekizacja zabrała funkcjonariuszom również uprawnienia do świadczeń emerytalnych za lata pracy po 1990 r. – niejednokrotnie to 20–25 lat pracy, za którą rząd PiS nie wypłaca już ani złotówki emerytury.

Zdezubekizowani masowo odwołują się od tych decyzji – do Sądu Okręgowego w Warszawie wpłynęło ponad 15 tys. odwołań od decyzji zmniejszających emerytury i renty. Ale od stycznia tego roku trwa stan zawieszenia. Powód? Sędziowie w pierwszej z rozpatrywanych spraw skierowali zapytanie prawne do Trybunału Konstytucyjnego o zgodność ustawy z konstytucją, choć z uzasadnienia postanowienia wprost wynika, że w opinii sędziów ustawa łamie prawa nabyte gwarantowane przez konstytucję. Jak przyznaje nam sekcja prasowa instytucji, z tego powodu „zostało już zawieszonych 5208 spraw".

Trybunał nie wyznaczył jeszcze terminu publicznego ogłoszenia orzeczenia, a „sprawa jest w toku postępowania merytorycznego". Obok Julii Przyłębskiej w składzie zasiadają Justyn Piskorski (jako sprawozdawca), Leon Kieres, Stanisław Rymar i Jarosław Wyrembak.

Dla osób, które złożyły odwołania do sądu i czekają na decyzję Trybunału, to nie są dobre informacje – w środowisku słychać głosy, że „gorący kartofel" dostali sędziowie o poglądach sprzyjających obecnej władzy. – Obecna władza nas okradła, a Sąd Okręgowy w Warszawie, kierując zapytanie prawne do Trybunału Konstytucyjnego, pomógł skutecznie nas zablokować, bo żeby iść do Strasburga, musimy wyczerpać drogę sądową w kraju, więc oczywistym jest, że TK szybko tego nie rozstrzygnie – mówi była policjantka, której ustawa zabrała prawie 2/3 emerytury za służbę już po 1990 r. Kobieta przepracowała w wolnej Polsce 26 lat, ale część pieniędzy zabrano jej z uwagi na pracę w wydziale paszportów przez sześć lat w czasie PRL. Jak podkreśla, jej zdaniem jest to przykład braku praworządności: zabrać większość słusznie i sprawiedliwie nabytej emerytury, a następnie zablokować dostęp do sprawiedliwego sądu.

Zwłoka w rozpatrzeniu tej sprawy to także oszczędność. Od czasu wejścia w życie ustawy dezubekizacyjnej na obniżeniu świadczeń emerytalnych i rentowych byłych funkcjonariuszy budżet MSWiA zaoszczędził już ponad pół miliarda złotych. Miesięcznie w kasie Zakładu Emerytalno-Rentowego resortu zostaje ok. 60 mln zł.

Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze skierowano do policji i sfinansowano z nich aż tysiąc policyjnych etatów.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL