fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Koniec sprawy „Cappino”

Abp Józef Kowalczyk od 1978 r. był jednym z najbliższych współpracowników Jana Pawła II
Fotorzepa, Waldemar Kompała
Były nuncjusz odmówił współpracy z wywiadem PRL – wynika z dokumentów odnalezionych przez „Rz".

Arcybiskup Józef Kowalczyk, emerytowany prymas Polski, były nuncjusz apostolski, a wcześniej wieloletni pracownik watykańskiego Sekretariatu Stanu i współpracownik Jana Pawła II, nigdy nie został pozyskany przez organy bezpieczeństwa PRL. „Rzeczpospolita" dotarła do nieznanych dotychczas dokumentów, które potwierdzają, że jako kontakt informacyjny (KI) był on zarejestrowany „na wyrost" i mimo wielu prób werbunku współpracy z wywiadem odmówił.

Sprawa rzekomej współpracy abp. Kowalczyka z wywiadem PRL jako kontaktu informacyjnego wywiadu o pseudonimie Cappino wypłynęła prawie dziesięć lat temu. Pod koniec 2008 r. abp Kowalczyk, będący wówczas nuncjuszem apostolskim w Polsce, poprosił Komisję Historyczną Metropolii Warszawskiej o zbadanie ewentualnych materiałów w IPN dotyczących jego osoby. Na początku 2009 r. komisja ujawniła wyniki pracy. Ustaliła, że ks. Józef Kowalczyk był inwigilowany przez SB co najmniej od 1963 r., a gdy wyjechał do pracy w Rzymie, znalazł się w centrum zainteresowania Departamentu I Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (wywiad). 15 grudnia 1982 r. został zarejestrowany jako KI (pseudonim Cappino).

„(...) istniejące materiały nie zawierają żadnych przesłanek wskazujących na współpracę ks. prał. Józefa Kowalczyka z organami bezpieczeństwa PRL" – uznała wtedy komisja.

Jej orzeczenie nie zamknęło sprawy zwłaszcza, że kilka dni później „Rzeczpospolita" ujawniła, że w IPN znajdują się szyfrogramy z rezydentury wywiadu w Rzymie, które powstały z wykorzystaniem źródła „Cappino". W adnotacji odnoszącej się do KI napisano: „Źródło sprawdzone. Informacja wiarygodna". Według Sławomira Cenckiewicza istniało co najmniej 11 takich szyfrogramów, które powstały między czerwcem 1982 r. a listopadem 1983 r. Historyk pisał, że w miarę pełnej oceny kontaktów byłego dziś nuncjusza będzie można dokonać po żmudnej kwerendzie archiwalnej, a w „rekonstruowaniu przypadku »Cappina« niezbędne jest sięgnięcie po akta osobowe funkcjonariuszy SB, którzy na przestrzeni lat stykali się z tą sprawą (...)".

W 2010 r. „Rz" dotarła do raportu płk. Edwarda Spyry, który odpowiadał w wywiadzie za Watykan. W marcu 1986 r., podsumowując pracę agentury, pisał on, że „Cappino" został zarejestrowany „na wyrost" i był tylko „kontaktem przykrycia" oficera wywiadu.

Teraz w dokumentach IPN – do niedawna przechowywanych w tzw. zbiorze zastrzeżonym – znaleźliśmy dwa dokumenty, które wyszły spod ręki Janusza Czekaja, który w latach 1983–1988 pracował w Rzymie – oficjalnie jako dyplomata, a w rzeczywistości jako oficer wywiadu o pseudonimie Tibor, który miał kontaktować się z KI „Cappino".

W raporcie z lipca 1985 r. napisał o nim: „Współpraca niesystematyczna. Zgodnie z instrukcją wyjazdową próba udyspozycyjnienia źródła spowodowała praktyczną odmowę współpracy. Teoretycznie o dużych możliwościach informacyjnych" (IPN BU 3246/164, t. 1, k. 56).

Z kolei w dokumencie z maja 1988, napisanym w związku z zakończeniem pracy w Rzymie czytamy o „Cappino": „Duchowny polski, bezpośrednie dotarcie do obiektu (Sekretariat Stanu). Praktycznie nie został pozyskany. Niechętny do współpracy. Towarzysko przyjemny i sympatyczny" (IPN BU 3246/164, t.2, k. 52).

Arcybiskup Józef Kowalczyk, którego poprosiliśmy o komentarz do tych dokumentów, w liście do „Rzeczpospolitej" napisał, że jako szef sekcji polskiej w Sekretariacie Stanu miał świadomość, że był „przedmiotem szczególnego zainteresowania służb wywiadowczych", i że starały się one „bezpośrednio lub pośrednio" docierać do niego „celem zdobycia interesujących ich wiadomości".

– Ojciec Święty Jan Paweł II doskonale o tym wiedział i darzył mnie pełnym zaufaniem, którego ja nie nadużyłem ani Go nie zdradziłem. Informowałem o wszystkich wizytach akredytowanych pracowników ambasady PRL w Rzymie i o treści przekazanych pism i rozmów, których unikałem – podkreśla. – To żałosne i bolesne, że urzędowi, akredytowani reprezentanci władz PRL w owym czasie usiłowali budować swoją karierę polityczną i życiową, posługując się takimi metodami pracy.

– Te dokumenty świadczą oczywiście na korzyść arcybiskupa. Widać, że funkcjonariusze robili wiele, by się ugiął, ale nic nie osiągnęli – komentuje ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, zwolennik lustracji duchownych, autor książki „Księża wobec bezpieki". – Stało się jednak źle, że sprawy tej nie wyjaśniono do końca w 2009 roku. Przecież informacje o „Cappino" pojawiały się w różnych źródłach. Trzeba było to zebrać, zbadać i wyjaśnić. Teraz po odtajnieniu zbioru zastrzeżonego różne sprawy będą wychodzić. Jedne, jak w wypadku arcybiskupa, na korzyść, inne niekoniecznie. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA