fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Abp Jan Paweł Lenga: Kłopot z (nie)polskim hierarchą

Abp Jan Paweł Lenga twierdzi, że został zmuszony do rezygnacji z biskupstwa w Kazachstanie w wyniku spisku
PAP, Waldemar Deska
Episkopat Polski oficjalnie odcina się od kontrowersyjnego arcybiskupa, który uważa papieża Franciszka za heretyka.

Arcybiskup Jan Paweł Lenga nie reprezentuje Kościoła katolickiego w Polsce. Nigdy nie był i nie jest członkiem Konferencji Episkopatu Polski. Wypowiedzi abp. Lengi nie można więc w żaden sposób utożsamiać z KEP. Nie można ich też traktować jako stanowiska polskich biskupów. Należy wyrazić ubolewanie, że abp Lenga występuje w środkach społecznego przekazu i wprowadza wiernych w błąd – komunikat z takimi informacjami wydał w środę ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik KEP.

To reakcja na liczne w ostatnim czasie wystąpienia emerytowanego biskupa Karagandy w Kazachstanie, który po przejściu na emeryturę zamieszkał w Polsce.

Abp Lenga budzi spore kontrowersje, przyznając, że podczas mszy nie modli się za papieża Franciszka, mówi o nim per „Bergoglio", uważa go za heretyka, twierdzi, że „dzisiejsi biskupi, wraz z Bergoglio, prowadzą Kościół na zatracenie". Do niedawna hierarcha prezentował swoje poglądy głównie w książkach, na spotkaniach autorskich oraz internetowych rozmowach. W poniedziałek był jednak gościem TVP Info w programie „Warto rozmawiać".

Kukułcze jajo

Komunikat rzecznika odcinający się od arcybiskupa to właściwie jedyne, co można w jego sprawie oficjalnie zrobić. Formalnie nie podlega on władzy żadnego z polskich biskupów, lecz Stolicy Apostolskiej. Przepisy odnoszące się do biskupów seniorów dokładnie opisują ich prawa i obowiązki, ale w sytuacji, gdy pozostają oni w obrębie Kościoła lokalnego, na terenie którego działali.

– Biskupi powinni ostrzegać wiernych przed jego działalnością i naciskać na nuncjusza, by jako przedstawiciel papieża rozwiązał ten problem – wskazuje rozmówca „Rz" z kręgów zbliżonych do Episkopatu. – Problem w tym, że arcybiskup nie uważa Franciszka za papieża, a zatem istnieje prawdopodobieństwo, że nie podporządkuje się także zaleceniom kierowanych przez niego urzędów – dodaje.

W 2019 roku list do nuncjusza apostolskiego w Polsce w sprawie działalności hierarchy wysłał Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny kwartalnika „Więź". Nuncjatura odpisała, że zna problem. Dziś milczy.

Arcybiskup Lenga mieszka w Licheniu Starym w klasztorze marianów, którego członkiem był, zanim został biskupem. Na stronie internetowej zgromadzenia można obejrzeć zdjęcia z różnych uroczystości, którym przewodniczy w miejscowej bazylice. Ale marianie w sprawie jego statusu odsyłają do... nuncjatury.

– Tak naprawdę mamy do czynienia z kukułczym jajkiem, z którym nikt nie wie, co zrobić – komentuje jeden z księży i dodaje, że jego zdaniem komunikat rzecznika prasowego KEP to najsłabszy środek, z którego w tej trudnej sytuacji można było skorzystać. – Uważam, że od arcybiskupa Lengi oficjalnie powinien odciąć się przewodniczący Episkopatu – twierdzi.

Spisek Watykanu

Arcybiskup Jan Paweł Lenga ma 69 lat. Urodził się w polskiej rodzinie w Gródku na Ukrainie. Mówi po polsku, lecz w Polsce nigdy nie pracował. W latach 70. XX wieku studiował w konspiracyjnym seminarium na Litwie i tam w 1980 r. przyjął święcenia kapłańskie. Krótko pracował w Tadżykistanie, a potem wysłano go do Kazachstanu. W 1991 roku Jan Paweł II mianował go administratorem apostolskim dla Kazachstanu i Azji Środkowej. Osiem lat później został biskupem diecezji w Karagardzie, w 2003 roku został mianowany arcybiskupem ad personam. W lutym 2011 roku – w wieku 61 lat – zrezygnował z urzędu, opuścił Kazachstan i zamieszkał w Polsce. W tym samym roku – jako obywatel Kazachstanu – otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

Nie wiadomo, dlaczego złożył rezygnację. On sam w licznych swoich wypowiedziach sugeruje, że został do tego zmuszony w wyniku spisku, który zawiązano przeciwko niemu w Watykanie. Głównym rozgrywającym miał być kard. Tarcisio Bertone, ówczesny sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej.

– O jego osiedleniu się w Polsce biskupi wiedzieć musieli. Przez kilka lat siedział cicho, uśpił ich czujność, a teraz jest kłopot – komentuje nasz rozmówca z KEP.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA