fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Tomasz Krzyżak: Franciszek na celowniku TVP

Jan Paweł Lenga w programie Jana Pospieszalskiego
kadr z programu „Warto rozmawiać
Publiczny nadawca za autorytet uznał hierarchę, który podważa dogmaty.

Papież Franciszek nie ma w Polsce dobrych notowań. Są księża, nawet biskupi, którzy uważają, że ten pontyfikat trzeba przeczekać. Są media, które robią wszystko, by do tego papieża zniechęcić jak najwięcej ludzi. Powód? Zamieszanie, jakie ich zdaniem Franciszek robi w Kościele. Raz będzie to rzekome dopuszczenie osób rozwiedzionych do komunii świętej, innym razem jego twarda walka o oczyszczenie Kościoła z pedofili, u kolejnych niesmak wywołuje jego podejście do uchodźców, następni twierdzą, że zamiast mówić o Jezusie, zajął się ekologią, niepokój wywołuje też ewentualne wyświęcanie na księży żonatych mężczyzn.

Katalog spraw spornych można ciągnąć długo. Dyskusje też – zresztą widać to nie tylko w Polsce, ale i w całym katolickim świecie. Ta różnorodność głosów jest w Kościele ważna, ma jednak wspólny mianownik: Franciszek. Wszyscy poważni uczestnicy debat na temat Kościoła zgadzają się co do tego, że jest on jego głową. Nawet jeśli niektórzy uważają, że okoliczności rezygnacji Benedykta XVI nie są do końca jasne, to jednak za papieża uważają Franciszka.

Przeczytaj także: Gdy wojna sprawiedliwa jest moralna. Gdzie są granice pacyfizmu Watykanu?

Kłopot pojawia się, jeśli do dysputy wkracza ktoś, kto nie ukrywa, że nie wymienia jego imienia podczas mszy św., mówi o nim per „Bergoglio” i przekonuje, że jest uzurpatorem, a nawet heretykiem. Jest w naszym kraju arcybiskup, który tak twierdzi. Jan Paweł Lenga, emerytowany biskup Karagandy w Kazachstanie, który przed kilkoma laty zrezygnował z urzędu, a opuściwszy Kazachstan osiadł w Polsce. Jego tezy o Antychryście, który wszedł do Kościoła, trafiły na podatny grunt. Zdobyły popularność w środowiskach, które na każdym kroku wietrzą spiski. Hierarcha publikuje książki, jeździ po Polsce. Teraz za jego promocję wzięła się publiczna telewizja. W poniedziałek dostał on szansę od Jana Pospieszalskiego i w programie „Warto rozmawiać” snuł swoje czarne wizje, a w odbiorcach siał niepokoje.

Co na to episkopat? Milczy. Abp Lenga nie podlega władzy żadnego z naszych biskupów, ale zostawianie jego słów bez żadnej kontry, bez informacji o jego statusie, o tym że wypowiadane przez niego opinie nie są stanowiskiem Kościoła w Polsce, sprawiają, że część osób uzna, że prezentuje on oficjalną linię rodzimych biskupów. Znajdą się tacy, którzy ślepo ufając publicznemu nadawcy, dojdą do wniosku, że Lenga ma rację. Ale jeśli mu uwierzyć, że rezygnacja Benedykta XVI, a następnie – w marcu 2013 r. – wybór Franciszka były wynikiem jakiegoś porozumienia liberalnych kardynałów, to trzeba też uznać, że w tamtym czasie w kaplicy Sykstyńskiej nie było Ducha Świętego. A przecież wiara w Trójcę Świętą to podstawowy dogmat chrześcijaństwa. I choćby dlatego biskupi powinni w tej sprawie zadziałać.

Swego czasu pewnego znanego księdza profesora z Krakowa, który modlił się o rychłą śmierć papieża, całkiem słusznie upomniano i sprowadzono do parteru. A przed kilkoma dniami władze zakonu jezuitów zakazały aktywności medialnej o. Grzegorzowi Kramerowi, który przy okazji dyskusji o głosie Benedykta XVI na temat celibatu i awanturze wokół książki z kard. Sarahem napisał na Twitterze, że może lepiej byłoby gdyby papieże umierali. I choć szybko przeprosił za swój emocjonalny wpis i wyjaśnił, że powinien raczej napisać, by nie abdykowali, kara została utrzymana. Innymi słowy: jak się chce, to można – nawet nie do końca słusznie. Tymczasem w przypadku arcybiskupa Lengi można odnieść wrażenie, że przed jakąkolwiek krytyką chroni go piuska. Może sobie mówić co chce. Nawet jeśli ociera się przy tym o herezje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA