Wszystkie sklepy z wyjątkiem niezbędnych, jak apteki czy supermarkety czy sklepy specjalistyczne, np. mięsne, zostaną zamknięte. To samo dotyczy szkół, żłobków, muzeów, siłowni, salonów fryzjerskich czy saun i basenów oraz domów publicznych.

Swoje usługi będą mogli oferować dentyści i fizjoterapeuci. Mogą pracować hotele, ale obowiązuje zakaz wydawania gościom posiłków i napojów. Będą pracować banki.

Władze zdecydowały o zamknięciu szkół i żłobków, co jeden z członków rządowego zespołu ds. pandemii, mikrobiolog Marc Bonten, tłumaczy nie troską o dzieci, które w stosunkowo niewielkim stopniu są narażone na zakażenie i chorobę. Zamknięcie placówek edukacyjnych zatrzyma bowiem w domach wielu rodziców, a ta decyzja dowodzi, za jak poważną rząd uważa sytuację w Holandii.

Postanowienie o zamknięciu kraju jest związane z nieustająco wysokim i rosnącym poziomem zakażeń - w niedzielę było to niemal 10 tysięcy nowych przypadków.

Celem lockdownu jest doprowadzenie do spadku dziennej liczby zakażeń do poziomu 3600. Ostre restrykcje mają obowiązywać do 19 stycznia.

Holendrzy będą intensywnie namawiani do pozostawania w domu i unikania odwiedzin. Dozwolone są wizyty dwóch osób spoza gospodarstwa domowego, wyjątkowo 24 i 25 grudnia - trzech.

Premier i jego ministrowie obawiają się, że Holendrzy stracili już czujność i nie traktują zagrożenia poważnie. Tylko w ostatnim tygodniu policja nałożyła 543 mandaty na osoby, które nie przestrzegały restrykcji oraz zakończyła 50 nielegalnych imprez.

Władze ponadto uważają, że ostrzejsze przepisy są łatwiejsze do egzekwowania.