fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Koronawirus we Włoszech: Nie wystarcza łóżek dla najstarszych

Opustoszała Wenecja, kwarantannę przechodzą całe Włochy
afp
Co dwunasty Włoch zarażony wirusem umarł. W Korei Południowej co setny. Skąd taka różnica?

Lekarze w szpitalach Lombardii muszą w tych dniach podejmować decyzje prawdziwie dramatyczne. Choć to jedna z najbogatszych prowincji kraju, gdzie służba zdrowia należy do najlepszych na świecie, nikt się przecież nie spodziewał, że będzie przeżywać prawdziwe oblężenie pacjentów, których życie wisi na włosku.

W całym regionie jest około 800 łóżek na oddziałach intensywnej terapii, bez których nie da się uratować osób, które nie mogą już samodzielnie oddychać, tak bardzo ich płuca zostały zaatakowane przez Covid-19. Jednak takich przypadków jest w Mediolanie i okolicznych miastach kilka tysięcy.

Chińscy turyści

Już w zeszłym tygodniu Włoski Związek Anestezjologów wydał więc instrukcję, kogo próbować ocalić, a kogo uznać za straconego. O tym ma decydować wiek, historia przebytych chorób, ale także to, czy osoba ma rodzinę – kogoś, kto pomoże jej w okresie rekonwalescencji. O każdym konkretnym przypadku ma rozstrzygać zespół czterech lekarzy: dwóch anestezjologów, specjalisty od reanimacji i internisty. Ale nawet szczęśliwcy, którzy przedostali się przez to sito, wcale nie mogą być pewni, że uniknęli najgorszego. Dziennikarze Reutersa, którzy niedawno odwiedzili szpital w San Donato pod Mediolanem, stwierdzili, że na oddziale intensywnej terapii wskaźnik zgonów wynosi aż 50 proc., trzykrotnie więcej niż w czasach, gdy pandemia nie uderzyła.

To nie wystarczy jednak, aby wytłumaczyć, dlaczego koronawirus zbiera tak wielkie żniwo właśnie we Włoszech. Nawet uwzględniając znacznie gorszy stan ochrony zdrowia w południowej części kraju, na 100 tys. mieszkańców przypada tu średnio 12,5 łóżka szpitalnego przystosowanego do intensywnej terapii wobec 10,6 w Korei Południowej czy 6,6 w Wielkiej Brytanii.

Ważniejszym elementem tłumaczącym włoską tragedię jest błąd, który władze w Rzymie popełniły, gdy pandemia dopiero pojawiała się w Europie. 31 stycznia Covid-19 stwierdzono u dwóch chińskich turystów, którzy zwiedzali Wieczne Miasto. Dla premiera Giuseppe Contego to jednak nie był wystarczający sygnał alarmowy: ruch z Chinami został utrzymany, w znacznym stopniu dlatego, że stawka finansowa dla balansującego na skraju recesji kraju była zbyt poważna. Dlatego gdy trzy tygodnie później wirus uderzył w Lombardii, to już z wielką siłą: w formie szybko rozwijającego, samodzielnego ogniska, którego do tej pory nie udało się opanować.

Tradycyjny model rodziny

Włochy wyróżnia też na tle świata wyjątkowa sytuacji demograficzna. Osoby powyżej 60. roku życia, te najbardziej podatne na ostry przebieg zarażenia koronawirusem, stanowią 28 proc. społeczeństwa. Tylko w jednym kraju, Japonii, współczynnik ten jest większy. To efekt przeszło czterech dekad katastrofy demograficznej: modelu rodziny, w którym kobiety mają statystycznie niewiele ponad jedno dziecko. Wśród przeszło 2,5 tys. Włochów, którzy zmarli z powodu Covid-19, średnia wieku nieco przekracza 80 lat. To znacznie więcej, niż gdziekolwiek indziej w Europie czy Azji.

Przeczytaj także: Najtragiczniejsza doba w całej historii epidemii. 475 zgonów

Do tego dochodzi specyficzny tradycyjny model społeczny, który wciąż dominuje we Włoszech. Nie tylko na Sycylii i Sardynii, ale także na północy powszechne są wielopokoleniowe rodziny. Dzieci wychodzą z nich zwykle grubo po trzydziestce, po części z braku możliwości znalezienia wystarczająco dobrze płatnej pracy. Ale także dziadkowie pozostają częścią tej poszerzonej rodziny. To stwarza wyjątkowo wybuchową mieszankę, bo podczas gdy u młodych choroba spowodowana koronawirusem przechodzi najczęściej bez symptomów, to u osób w podeszłym wieku jest już bardzo groźna. Ci pierwsi, zarażają więc często nieświadomie tych drugich. Kwarantanna, która w innych krajach może być bardzo skuteczna, we Włoszech już taką nie jest.

Niebezpieczne pogrzeby

Tradycyjny model społeczeństwa ma w tych dniach jeszcze inne, bolesne konsekwencje dla włoskich seniorów. Włochy pozostają jednym z tych krajów Europy, gdzie entuanazja nie tylko nie jest dozwolona, ale nie ma też przepisów określających zachowanie lekarzy w ostatnich momentach życia pacjentów. A to właśnie personel medyczny jest dziś ostatnim świadkiem odejścia zarażonych Covid-19. Ze względu na wprowadzoną 8 marca przez premiera Contego blokadę, bliscy nie mają prawa przebywać w szpitalach przy pacjentach. Muszą też być od nich oddzieleni w domach.

Ale nawet po śmierci reguły kwarantanny obowiązują ofiary koronawirusa. Od wybuchu epidemii w Lombardii zmarło dziesięciu księży, którzy brali udział w pogrzebach zarażonych osób. Grabarze mają w tej sprawie własną teorię: nieboszczyk zachowuje w płucach nieco zarażonego wirusem powietrza, które wydostaje się przy przesuwaniu trumny. Czy tak jest w rzeczywistości, nie wiadomo. Faktem jednak pozostaje, że ceremonie na cmentarzach ograniczono do minumum. Trwają teraz kilka minut i biorą w nich, przy zachowaniu wystarczającej odległości, tylko jedna, dwie osoby z rodziny. Zwykle żona czy syn – o ile i oni, zarażeni koronawirusem, nie są objęci kwaratanną.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA