Po okresie względnego uspokojenia w okresie pandemii COVID-19 niektóre z chorób zakaźnych wracają ze zdwojoną siłą. Nie tylko rośnie liczba zachorowań, ale zmienia się także struktura samych chorób – wskazali uczestniczy posiedzenia sejmowej podkomisji ds. zdrowia publicznego (14 kwietnia). Szczególną uwagę zwrócili na wirusowe zapalenie wątroby typu A, odrę oraz gruźlicę – choroby o odmiennych mechanizmach szerzenia, ale wspólnym mianowniku: rosnącym znaczeniu profilaktyki i szybkiej reakcji systemu.

WZW typu A wraca w dużych miastach

W 2025 r. liczba zachorowań na WZW typu A była niemal 3,5-krotnie wyższa niż w 2024 r., a w porównaniu do mediany zapadalności z lat 2010–2023 – aż 11-krotnie wyższa. Anna Bauman-Popczyk, dyrektor Departamentu Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia, wskazała że zmienił się także charakter tych zakażeń. – Jeszcze do niedawna dominowały zachorowania „zawlekane”, importowane z innych krajów, natomiast w 2025 r. liczba zachorowań importowanych była zdecydowanie mniejsza. Dominowały zachorowania rodzime – podkreśliła przedstawicielka resortu zdrowia. W 2025 r. odnotowano około 100 ognisk epidemicznych, głównie domowych, w dużych aglomeracjach – Warszawie, Gdańsku, Łodzi, Poznaniu i Wrocławiu. Wśród najczęściej chorujących byli młodzi mężczyźni w wieku 25-39 lat.

Istotną rolę w ograniczaniu transmisji odgrywa szybka reakcja sanepidu i szczepienia poekspozycyjne. – W przypadku WZW typu A mamy stosunkowo komfortową sytuację, ponieważ od momentu ostatniego narażenia mamy do 14 dni, aby skutecznie zaszczepić osobę z kontaktu i zapobiec rozwinięciu się choroby – wyjaśniła Bauman-Popczyk. W 2025 r. z rezerwy przeciwepidemicznej wykorzystano ponad 7 tys. dawek szczepionki.

Czytaj więcej

COVID-19. Mniej szczepionek, ale też mniej zainteresowanych

Spadek zachorowań na odrę nie oznacza końca zagrożenia

W przypadku odry sytuacja jest bardziej stabilna niż kilka lat temu, jednak nadal daleka od bezpiecznej. Po rekordowym 2019 r., gdy odnotowano ponad 1500 przypadków, w czasie pandemii COVID-19 liczba zachorowań spadła, by ponownie wzrosnąć w 2024 r. do 272 przypadków. W 2025 r. odnotowano spadek do 118 zachorowań. Pomimo tego, aż ok. 50 proc. chorych wymagało hospitalizacji.

Kluczowym czynnikiem wpływającym na sytuację epidemiologiczną pozostaje poziom wyszczepienia. Od 2017 r. poziom zaszczepienia pierwszą dawką MMR utrzymuje się poniżej 95 proc., a dla drugiej dawki w 2024 r. wyniósł jedynie 81 proc. – To nie jest sytuacja skrajnie zła, ale nadal powinniśmy dążyć do tego, żeby ten poziom zaszczepienia był zdecydowanie wyższy. To, co nam grozi, jeśli nie zwiększymy tego poziomu, to po prostu kumulacja osób odpornych, a tym samym wzrost ryzyka wystąpienia dużych ognisk zachorowań na odrę – podkreślała przedstawicielka Ministerstwa Zdrowia.

Zwróciła też uwagę na kontekst międzynarodowy. – W wielu krajach europejskich w latach 2023–2024 obserwowaliśmy wzrost liczby zachorowań na odrę. Bardzo duże epidemie wystąpiły w Rumunii i Wielkiej Brytanii – informowała Bauman-Popczyk.

Gruźlica: spadek zachorowań i rosnące znaczenie migracji

W perspektywie wieloletniej Polska notuje spadek zapadalności na gruźlicę, która obecnie wynosi około 10 przypadków na 100 tys. mieszkańców. Rocznie rejestruje się około 3,5 tys. przypadków. Eksperci przypominają jednak, że gruźlica ma specyficzny przebieg. – To jest choroba, która bardzo często rozwija się z reaktywacji. Dziś chorują osoby, które zakaziły się 10, 20, a nawet 30 lat temu, co oznacza, że obecna sytuacja epidemiologiczna jest efektem procesów sprzed wielu lat – wyjaśnił Adam Nowiński, kierownik Zakładu Epidemiologii i Organizacji Walki z Gruźlicą z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc.

Nowym wyzwaniem są migracje. – Musimy brać pod uwagę, że za naszą wschodnią granicą zapadalność na gruźlicę jest kilkukrotnie wyższa. Osoby przyjeżdżające do Polski mają statystycznie większe ryzyko zachorowania, co wpływa na strukturę przypadków w naszym kraju – zaznaczył Nowiński.

Czytaj więcej

GIF podsumowuje sezon infekcyjny. Polacy wykonali 2,3 mln szczepień

Nowoczesne leczenie w gruźlicy lekoopornej coraz mniej dostępne

Szczególne zagrożenie stanowi gruźlica wielolekooporna. W Polsce notuje się rocznie około 100–120 takich przypadków. Leczenie natomiast jest kosztowne i trudne. Koszt terapii jednego pacjenta wynosi około 200 tys. zł, a skuteczność sięga około 50 proc. W odpowiedzi na te wyzwania utworzono centralne repozytorium leków na gruźlicę. – Po raz pierwszy od początku niepodległości mamy magazyn, w którym przechowujemy leki, które czekają na pacjenta w sytuacji, gdybyśmy mieli zwiększone zapotrzebowanie na leczenie – zaznaczył epidemiolog.

Inny problem dotyczy dostępności terapii w Europie. – Mamy paradoks – poprawa sytuacji epidemiologicznej sprawia, że rynek jest zbyt mały, by firmy farmaceutyczne były zainteresowane wprowadzaniem nowych leków, przez co dostęp do nowoczesnych terapii jest ograniczony – wyjaśnił Nowiński.

Diagnostyka w kierunku gruźlicy działa, ale organizacja systemu nie do końca

Eksperci podkreślają, że Polska dysponuje bardzo dobrze rozwiniętą diagnostyką w kierunku gruźlicy. Dzięki testom molekularnym jej wykrycie, w tym formy lekoopornej, możliwe jest w ciągu 48 godzin. – 98 proc. laboratoriów w Polsce jest wyposażonych w szybkie systemy molekularne, co pozwala na bardzo szybką identyfikację chorych – wskazywała Ewa Augustynowicz-Kopeć, dyrektor Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc.

Problemem pozostaje jednak organizacja leczenia i dostępność miejsc w szpitalach, szczególnie w przypadku pacjentów wymagających izolacji. – Na oddziałach internistycznych często brakuje izolatek, a pojawienie się jednego pacjenta z gruźlicą dezorganizuje pracę całego oddziału – zwracała uwagę Małgorzata Giemza, konsultantka wojewódzka w dziedzinie pielęgniarstwa epidemiologicznego. Zdarzają się również przypadki, kiedy pacjent transportowany jest do bardzo odległych placówek w poszukiwaniu wolnego miejsca na oddziale, co obciąża zarówno personel, jak i wydłuża czas wdrożenia leczenia. Dlatego należałoby bardziej uporządkować ścieżkę pacjenta z chorobą zakaźną. – Powinniśmy wprowadzić kartę diagnostyki i leczenia gruźlicy, czyli taką szybką ścieżkę diagnostyczną, w której każdy wie, jak należy postępować. Lekarz, który podejrzewa gruźlicę, otwierałby pacjentowi specjalną kartę, na wzór karty leczenia onkologicznego, i wówczas pacjent byłby jasno prowadzony do miejsca, gdzie otrzyma diagnostykę i leczenie – tłumaczył Adam Nowiński.

Czytaj więcej

Ponad tysiąc certyfikowanych koordynatorów. Zmiany w organizacji polskiej onkologii

Jednym z największych wyzwań walki z chorobami zakaźnymi w Polsce pozostaje jednak edukacja społeczeństwa i walka z dezinformacją. – Spotykamy się z ogromnym atakiem na kampanie edukacyjne. Wystarczy słowo „wirus”, by pojawiła się fala agresywnych komentarzy – powiedziała Barbara Pepke, prezes fundacji Gwiazda Nadziei.