Reklama
Reklama

GIF podsumowuje sezon infekcyjny. Polacy wykonali 2,3 mln szczepień

Tegoroczny sezon infekcyjny ujawnił problemy systemowe. Największym paradoksem pozostaje różnica między prostotą szczepień w aptekach a skomplikowaną ścieżką u lekarza rodzinnego.
Największą zmianą w tym sezonie był wzrost liczby szczepień.

Największą zmianą w tym sezonie był wzrost liczby szczepień.

Foto: Talia Mdlungu/peopleimages.com / Adobe Stock

Na przebieg sezonu wyraźnie wpłynął dominujący wariant wirusa grypy A/H3N2, czyli subwariant K. Według informacji Głównego Inspektoratu Sanitarnego wariant K odpowiadał nawet za około połowę nowych zachorowań w szczycie sezonu. Jednocześnie eksperci podkreślają, że problemem nie była większa zjadliwość wirusa, ale brak odporności populacyjnej. W praktyce przełożyło się to na szybkie rozprzestrzenianie się infekcji. W niektórych okresach odnotowywano nawet 50–60 tys. przypadków grypy tygodniowo, a liczba zakażeń rosła dynamicznie.

Reklama
Reklama

Największą zmianą w tym sezonie był wzrost liczby szczepień – zaszczepiło się ponad 2,3 mln osób, czyli o 28 proc. więcej niż rok wcześniej. Dużą rolę odegrały tu apteki – około 35 proc. szczepień wykonano właśnie tam. Problem w tym, że mimo wzrostu liczby szczepień nadal zbyt mało osób decyduje się na ten krok.

Obecnie wyszczepialność wynosi około 6 proc. całej populacji i mniej niż 20 proc. populacji seniorów. Słabo wygląda również sytuacja w grupie najmłodszych. – W ciągu całego sezonu 2025/2026 zaszczepiliśmy ok. 200 tys. dzieci do 10 roku życia, więc raptem około 10 proc. dzieci w tej grupie wiekowej. Jest to absolutnie niewystarczające, żeby powstrzymać transmisję wirusa – podkreślił dr Paweł Grzesiowski, Główny Inspektor Sanitarny. 

Zgodnie z rekomendacjami Światowej Organizacji Zdrowia dla pełnej ochrony populacyjnej wyszczepialność powinna wynosić 80 proc. – Ale jeżelibyśmy mieli 60 czy 70 proc., to mamy dużą szansę mieć bardzo szeroką ochronę. Czyli musimy zrobić jeszcze 3 razy tyle – powiedział prof. Adam Antczak, kierownik Kliniki Pulmonologii Ogólnej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Reklama
Reklama

Mimo większej liczby szczepień w kończącym się sezonie infekcyjnym, eksperci nie są w stanie jednoznacznie ocenić ich wpływu na jego przebieg. – Trudno jest wnioskować, że pół miliona więcej szczepień spowodowało aż taki przełom – mówił Grzesiowski. Można jedynie zauważyć, że sezon nie był gorszy niż poprzedni i że nie doszło do wzrostu liczby ciężkich przypadków. Ale czy to efekt szczepień – tego na razie nie da się potwierdzić.

Czytaj więcej

Sezon infekcyjny wystartował. Grypa budzi się powoli, Covid-19 traci na sile

Tegoroczny sezon infekcyjny ujawnił też pewne problemy systemowe. Największym paradoksem pozostaje różnica między prostotą szczepień w aptekach a skomplikowaną ścieżką w POZ, czyli u lekarza rodzinnego. – Zwiększyliśmy dostępność do szczepień i część osób, która być może nie chciała stać w kolejce w POZ, wybrała tę ścieżkę aptecznych punktów szczepień, gdzie dosyć sprawnie i na ogół bez kolejki można się zaszczepić. To jest na pewno ważny aspekt rozszerzania dostępności, ale chciałbym podkreślić – nic nie zastąpi szczepień w medycynie rodzinnej. Tylko że szczepienia w tych gabinetach muszą być prostsze, czyli ta wędrówka pacjenta najpierw po receptę, potem po szczepionkę i powrót na kwalifikację i szczepienie do POZ-u absolutnie w mojej ocenie jest niepotrzebnym komplikowaniem całego tego procesu – zaznaczył Antczak.

Nie wszyscy raportują w nowym systemie

Zamiast przełomu mamy raczej wyraźne wskazanie problemów systemowych – mówili epidemiolodzy. Co prawda monitorowanie tegorocznego sezonu infekcyjnego wyglądało lepiej niż wcześniej, ale nadal nie pokazało pełnego obrazu sytuacji epidemiologicznej. – W tym sezonie po raz pierwszy właściwie mieliśmy dosyć na bieżąco raportowane przypadki grypy ze względu na utworzenie systemu monitorowania. Ale trzeba też sobie powiedzieć, że bardzo wiele przypadków i ich historii jest niedoraportowanych dlatego, że kultura raportowania w Polsce jest po prostu niska – powiedział prof. Antczak. Oznacza to, że oficjalne dane, czyli około 430 tys. przypadków grypy, które wymagały hospitalizacji i ponad tysiąc zgonów, najprawdopodobniej nie oddają rzeczywistej skali zjawiska.

Nowe systemy raportowania pozwalają lepiej śledzić przebieg sezonu, ale wciąż obejmują tylko część kraju. Jak wyjaśniał dr Grzesiowski, zgromadzone dane pochodzą z około 55 proc. przychodni, co ogranicza ich reprezentatywność. Przy wskaźniku 400 zachorowań na 100 tys. mieszkańców oznacza to w praktyce kilkadziesiąt czy nawet kilkaset tysięcy przypadków tygodniowo w całym kraju. W całym sezonie sprzedano natomiast około 2 mln opakowań leków przeciwgrypowych. Może z tego wynikać, że liczba chorych była wyższa niż zaraportowana w statystykach.

Czytaj więcej

„Nadwykonania to pacjenci”. Kolejki do lekarzy spuchną
Choroby
99 tys. zgonów na raka w rok. Nie wszyscy pacjenci od razu trafiają na szybką ścieżkę
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Centra danych to kwestia całego ekosystemu
Choroby
Komunikacja, diagnostyka, terapie – jak skuteczniej leczyć raka pęcherza
Choroby
Leczymy SM na światowym poziomie
Choroby
Szczepionka przeciw półpaścowi może chronić przed inną groźną chorobą?
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama