fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt izraelsko-palestyński

Mediacje na Bliskim Wschodzie. Ambitna rola dla Egipcjan

W ciągu 10 dni konfliktu zginęło co najmniej 219 osób w Strefie Gazy oraz 12 w Izraelu.
AFP
Konflikt zbrojny między Izraelem i Hamasem najwyraźniej dobiega końca. Najważniejszym mediatorem chce być Kair.

Właściwie już jest. Przedstawiciele egipskiego wywiadu jeżdżą do Strefy Gazy i do Izraela od zeszłego tygodnia. Na razie chodzi o zawieszenie broni. Ale Egipt szykuje się też do pośredniczenia w rozmowach o długofalowym znaczeniu. Jeżeli do nich dojdzie.

Izrael, który szacuje, że zniszczył w Gazie już 3/4 wyrzutni rakiet, może zakończyć naloty nawet w czwartek. Daty rozważane przez izraelskich wojskowych i polityków przeciekają do tamtejszych mediów: o tym, że ogień zostanie wstrzymany „w ciągu może dwóch dni", mowa była już we wtorek. Wtedy także pojawiła się informacja, że dwóch dób na dokończenie wahadłowych mediacji potrzebuje wywiad egipski.

Piętro niżej

Ale oficjalne stanowisko Izraela jest inne. Premier Beniamin Netanjahu mówił w środę, że nie „patrzy na stoper", bo „nie ma ram czasowych" dla zawieszenia broni.

Egipt ma doświadczenie. W hotelu w Kairze odbywały się negocjacje, dzięki którym udało się zakończyć wojnę Izraelu z Hamasem w 2014 r. – Przedstawiciele Hamasu siedzieli w swoich pokojach, a Izraela swoich, piętro niżej. Bo bezpośrednio nie utrzymują kontaktów, nie siadają przy jednym stole, nie rozmawiają twarzą w twarz. Egipcjanie kursowali między nimi – mówi „Rzeczpospolitej" Josi Melman, izraelski ekspert ds. bezpieczeństwa, współautor książki „Szpiedzy Mossadu i tajne wojny Izraela".

Rozmowy bezpośrednie nie wchodzą w grę. Hamas ma cel zniszczenia Izraela, a Izrael argumentuje, że nie rozmawia z terrorystami.

– Nikt nie ma większej kontroli nad Hamasem niż Kair. Egipt jest jedynym krajem, przez który można się wydostać ze strefy Gazy, przejście w Rafah znowu jest otwarte – mówi „Rzeczpospolitej" Said Sadek, egipski politolog.

Nie oznacza to bliskości politycznej. Odwrotnie: Hamas wywodzi się z Bractwa Muzułmańskiego, które władze w Kairze zwalczają, uznając je za organizację terrorystyczną. W 2013 r. armia obaliła wywodzącego się z Bractwa prezydenta Mohameda Mursiego, oskarżono go m.in. o spiskowanie z Hamasem. Organizacja ta, przypomina Sadek, przeprowadzała potem operacje przeciwko wojskom egipskim na Synaju.

Teraz w Egipcie nie widać demonstracji poparcia dla Gazy, choć wynika to raczej nie z tego, że egipska ulica nie jest oburzona na Izraelczyków, lecz z tego, że władze nie dopuszczają do protestów.

Wyczerpani

Egipt jest wskazywany jako główny mediator przez USA, najważniejszego sojusznika Izraela. Izraelowi też pasuje, Egipt był pierwszym państwem arabskim, które z nim nawiązało stosunki (cztery dekady temu), potem jego śladem poszła tylko Jordania, dopiero w 2020 r. to grono się powiększyło.

Szef MSZ Egiptu Sameh Szukri potwierdził w środę amerykańskim mediom, że jego kraj pracuje nad zawieszeniem broni. Dodał, że kontaktuje się w tej sprawie z szefami dyplomacji USA i Izraela.

– Tym razem zawieszenie broni Izraelowi nie wystarczy. Potrzebne jest długofalowe porozumienie – uważa Josi Melman, który ma nadzieję, że wymiana ognia szybko się skończy. – Nie tylko dlatego, że giną niewinni ludzie, także dlatego, że z militarnego punktu widzenia obie strony są wyczerpane.

Egipt będzie niezbędny i do negocjowania takiego porozumienia. – Ale nie tylko on. Także np. Katar, do odbudowy Gazy i zapewnienia demilitaryzacji strefy, przynajmniej częściowej – dodaje izraelski ekspert.

Egipt, podobnie jak sojusznicy Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty, jeszcze parę miesięcy temu traktowały Katar jak wroga i izolowały go. – Teraz jest inaczej. Egipski i katarski minister spraw zagranicznych rozmawiali w tym tygodniu telefonicznie o Gazie – mówi Said Sadek.

W środę nadal trwały naloty na strefę. Palestyńscy radykałowie odpalali rakiety w kierunku Izraela, choć znacznie mniej niż w zeszłym tygodniu. Hamas rozpoczął wtedy ostrzał rakietowy, reagując na wydarzenia w Jerozolimie, w tym interwencję policji izraelskiej w meczecie Al-Aksa. W ciągu 10 dni konfliktu zginęło co najmniej 219 osób w Strefie Gazy oraz 12 w Izraelu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA