Reklama
Rozwiń
Reklama

Chrabota: Zdychająca antena nr 3

Często krytykuję telewizję Jacka Kurskiego. Tak, dokonał masakry w sferze informacji, ale nie osłabił głównych anten. Nawet je wzmocnił. Jego radiowe alter ego zostawia po sobie zgliszcza.

Aktualizacja: 06.09.2020 20:33 Publikacja: 06.09.2020 18:18

Chrabota: Zdychająca antena nr 3

Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski

Jestem jednym z milionów wychowanków radiowej Trójki. Zanim przyszła wolność, właśnie to radio uczyło mnie magii

dźwięków i kształtowało moją muzyczną wrażliwość. Nigdy nie zapomnę dyktatorów tamtej anteny, Marka Gaszyńskiego, Wojciecha Manna czy niezapomnianego Piotra Kaczkowskiego. Do dziś słyszę gdzieś w pamięci jego autorską melorecytację wiersza Wisławy Szymborskiej: „Pukam do drzwi kamienia, to ja wpuść mnie...", z muzyką bodaj Flash and the Pan w tle.

Trójka to był efekt zbiorowego wysiłku genialnych prezenterów, znakomitych satyryków z Marcinem Wolskim na czele i fantastycznych, świetnie kształconych głosów. Swego rodzaju wzorzec radia z podparyskiego Sevres.

Minęły lata, przyszło radio komercyjne. Odniosło historyczny sukces. A przecież Trójka trwała. Jakby wbrew bezwzględnej logice twardych danych dotyczących słuchalności. Wciąż znakomita, choć już z nowym pokoleniem radiowców. Pamiętam też moment, kiedy – jako polityczny komentator – stawałem się jakąś drobną cząstką tej anteny. To było jak uszlachcenie, nadanie oficerskiego stopnia w radiowej galaktyce.

Dziś ta Trójka już nie istnieje. Złamano jej kręgosłup, odarto z tożsamości, rozgoniono ludzi. Czy mi żal? Może trochę. Bardziej dziwię się grabarzom Trójki, Jedynki i innych stacji. Czy godzą się na tę parszywą rolę? Czy po prostu nie wiedzą, co czynią? Niegdyś na rynku radiowym było tak: potęgi RMF i Jedynka, twardy numer trzy Zetka, mocna Trójka i długo, długo nic. Dziś jest inaczej. Jedynka i Trójka są tylko cieniem dawnych siebie. Trójka przestaje też być komercyjnym kołem zamachowym Polskiego Radia, co może tę organizację wpędzić w problemy.

Reklama
Reklama

Grabarzom i ich politycznym patronom przypomnę dwie proste jak drut i banalne prawdy. Po pierwsze, antena radiowa, telewizyjna czy tytuł prasowy to nie literki w logotypie, lecz głównie odbiorcy, lojalni wobec ekipy ludzi tworzącej antenę czy tytuł. Rozgonić twórców, przeprowadzić polityczny czy każdy inny zamach stanu jest łatwo. Dużo trudniej utrzymać odbiorcę. Albo zyskać nowego. I po drugie, natura nie cierpi próżni. Po anihilacji medium zarówno jego twórcy, jak i odbiorcy migrują gdzie indziej i dalej robią swoje. Tytuł, telewizję czy radio. Przekonanie, że znikną, jest czystą iluzją. Publiczność nie znika.

Często na tych łamach krytykuję telewizję Jacka Kurskiego. Tak, dokonał masakry w sferze informacji, ale też trudno dyskutować z faktem, że nie osłabił, lecz nawet wzmocnił główne anteny. Jego alter ego na Malczewskiego zostawia po sobie zgliszcza. Czy aby na pewno tego pragną jej polityczni mocodawcy?

Komentarze
Czy partię Brauna trzeba izolować?
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Zamach na generała GRU. Rosja chce wbić klin między Polskę a USA
Komentarze
Bogusław Chrabota: Ciszej nad tą trumną? Spór, który spolaryzował Polskę
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Czy ambasador Tom Rose pomoże Włodzimierzowi Czarzastemu budować silną Lewicę?
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Dyplomatyczne zwarcie ambasadora USA i marszałka Sejmu. Komu szkodzi spór o Trumpa
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama