fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Jędrzej Bielecki o dymisji Jacka Czaputowicza: Niebezpieczny zakręt dla polskiej polityki zagranicznej

AFP
- Po wyborach jest dobry moment na zmianę na czele polskiej dyplomacji – mówił trzy tygodnie temu w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Jacek Czaputowicz.

W środę Czaputowicz spełnił swoją zapowiedź składając rezygnację na ręce Mateusza Morawieckiego.

Taki sposób odejścia z rządu jest niezwykły nie tylko z uwagi na termin (kryzys za naszą wschodnią granicą), ale i tryb. O zmianie składu Rady Ministrów z reguły opinię publiczną informuje premier, najlepiej od razu podając nazwisko następcy. Pokazuje w ten sposób, że sytuację ma pod kontrolą.

Jacek Czaputowicz wolał sam przejąć inicjatywę. Chciał zrezygnować z pracy w rządzie na własnych warunkach. Jego deklaracja zaskoczyła szefa rządu. Miała pokazać, że w polskiej polityce zagranicznej dzieje się źle.

Chodzi przede wszystkom o brak koordynacji. W kraju wyrosły trzy ośrodki zajmujące się stosunkami z zagranicą. W Kancelarii Premiera wykuwana jest polityka wobec Unii Europejskiej. W Pałacu Prezydenckim powstaje strategia bezpieczeństwa obejmująca de facto całość stosunków z Ameryką. MSZ zajmuje się resztą.

Ale nawet w ramach tak zawężonego obszaru minister ma bardzo ograniczony wpływ na nominacje kluczowego personelu dyplomatycznego, w tym najważniejszych ambasadorów. Na to decydujący wpływ mają ośrodki spoza resortu.

To prowadzi do chaosu w polityce zagranicznej. O tym świadczą choćby wydarzenia w ostatnich tygodni. Kampania wyborcza Andrzeja Dudy nadwyrężyła nasze stosunki z Niemcami (MSZ został zmuszony do wezwania niemieckiego chargé d’affaires w proteście przeciwko rzekomego zaangażowania niemieckich mediów po stronie Rafała Trzaskowskiego) i Izraelem. Z kolei obsesyjne przywiązanie Jarosława Kaczyńskiego do sojuszu z Ameryką i nieufność do Berlina wiążą ręce polskiej dyplomacji. Nieskonsultowane z MSZ deklaracje o wypowiedzeniu przez Polskę Konwencji Stambulskie składane przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę to zaś tylko jeden z wielu przykładów, gdy za rozgrywki w polityce krajowej płaci polska dyplomacja, cierpi pozycja Polski na świecie.

Po chaotycznej kadencji, gdy na czele MSZ stał Witold Waszczykowski, Jacek Czaputowicz zdołał wprowadzić polską politykę zagraniczną na spokojniejsze wody. W szczególności udało mu się poprawić stosunki z Niemcami i Francją.

Cytując wspomniany na wstępie wywiad - minister na odchodne zapewnił w nim, że „jego następca będzie kontynuował dotychczasową linę i sprzyjał dalszemu umocnieniu pozycji Polskie na arenie międzynarodowej”. Brzmi to jednak niestety bardziej jak pobożne życzenie, niż chłodna prognoza. Nietrudno sobie wyobrazić, że na miejsce subtelnego profesora o eleganckich manierach i pięknej, opozycyjnej karcie, urząd przy warszawskiej alei Szucha przejmie radykał myślący przede wszystkim o zdobyciu punktów w krajowej rozgrywce o władzę. Wobec bardzo realnego wygrania za dwa miesiące wyborów prezydenckich w USA przez Joe Bidena, spektakularnego zbliżenia Angeli Merkel i Emmanuela Macrona oraz braku jakichkolwiek kontaktów politycznych między Warszawą i Moskwą, może to ponownie wypchnąć Polskę z ringu, na którym grają wpływowe kraje świata.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA