To nie pomyłka, używam sformułowania „tak zwanych wyborów”, ponieważ nic w nich nie jest takie, jak być powinno. A na pewno nie jest takie, jak wyobrażamy to sobie w normalnym demokratycznym państwie.
Codziennie dostrzegamy kolejną rafę. Mówimy dziś nie tylko o niezachowaniu półrocznego okresu, w którym nie wolno zmieniać przepisów przed głosowaniem. Mówimy o sytuacji, w której przygotowania do wyborów odbywają się albo na podstawie przepisów, których nie ma, albo na podstawie lakonicznych zapisów w ustawie, która z założenia miała pomóc przedsiębiorcom przetrwać kryzys wywołany pandemią.