fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Chrabota: Przymusowy samorząd dziennikarzy nie przejdzie

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Każda władza miała, ma i będzie miała chętkę na media. A jednak w 1989 r., kiedy wykrawano zręby polskiej demokracji, zwyciężył pogląd, że dziennikarstwo będzie wolnym zawodem, a ta wolność stanie się kamieniem węgielnym ważniejszych wolności: słowa, sumienia czy prasy.

Nie wszystkim się to podobało. Pamiętam, jak za pierwszych rządów lewicy zaczęły do nas dochodzić pogłoski o rządowych planach powołania rady prasowej, organu analogicznego do KRRiT, który miałby kontrolować prasę. Reakcją środowiska był nie tylko protest, ale też natychmiastowy odruch samoregulacyjny. W kilka tygodni powstała Karta etyczna mediów i stojąca na jej straży Rada Etyki Mediów. Zasady przyjęła niemal całość środowiska, dzięki czemu argument polityków o braku troski o etyczne dziennikarstwo został regulatorom wytrącony z ręki.

Minęło ćwierć wieku i ze zdziwieniem słyszę echo politycznych regulatorów wolności polskiej prasy z tamtych czasów. Prawo i Sprawiedliwość mówi głośno o potrzebie powołania samorządu dziennikarskiego, który stałby na straży standardów naszego zawodu.

Dowiedz się więcej: PiS chce „uregulować” zawód dziennikarza

Otóż warto wiedzieć, że taka samorządność istnieje. Są stowarzyszenia dziennikarskie, dziennikarskie związki zawodowe czy izby wydawców. Istnieją, bo prawo do ich tworzenia wynika wprost z wolności (a nie przymusu) stowarzyszania się. Mają różne cele, ale jednym z najważniejszych jest i zawsze będzie dbanie o standardy etyczne zawodu. Jeśli w istocie to się dla władzy najbardziej liczy, to żadnego samorządu wprowadzać nie trzeba.

Chyba że chodzi o co innego. O mechanizm represji, o partyjnych zupaków, którzy będą rozliczali z poprawności ideologicznej i wyrzucali z zawodu. To zresztą też już było, za PZPR i w stanie wojennym, kiedy najbardziej gorliwi z „kolegów” zasilali komisje weryfikacyjne i posyłali niepokornych dziennikarzy na bruk. Wiem, że jest dziś takich sporo, ale sprawa – niech pomysłodawcy przymusowego samorządu dziennikarskiego zechcą to zrozumieć – jest z góry przegrana. Żyjemy w epoce systemowej wolności komunikacji. Nawet jeśli partyjna komisja weryfikacyjna pozbawi prawa do wykonywania zawodu, jest jeszcze internet, którego zamknąć się nie da. Wymierzycie klapsa, internet zwróci z nawiązką. Chyba że się zamknie internet, ale to wywoła tak dziki bunt, że rewolucja październikowa będzie przy nim jak kaszka z mleczkiem. Może więc z głupich pomysłów się wycofać, póki czas...

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA