fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katastrofa smoleńska

Maciej Lasek: Rosjanie mają prawo wystąpić o ostatnią rozmowę Kaczyńskich

Maciej Lasek
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Jeżeli ta rozmowa rzeczywiście istniała i została zniszczona, to znaczy, że ktoś podejmując taką decyzję postawił się ponad prawem, ponad przepisami i zasadami, które obowiązują w Polsce - uważa dr Maciej Lasek były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, poseł Koalicji Obywatelskiej.

Czy Rosjanie mają prawo wystąpić o ostatnią rozmowę braci Kaczyńskich?

Oczywiście. Jeżeli w Polsce ktoś mówi, że ta rozmowa mogła mieć wpływ na przyczynę tej katastrofy, w Federacji Rosyjskiej prowadzone jest dalej śledztwo w sprawie tej katastrofy, to Komitet Śledczy ma prawo występować o dostęp do takich dowodów, w ramach Konwencji o pomocy prawnej w sprawach karnych z 1959 roku czy w ramach porozumienia między Polską a Rosją z 1996 roku. My występujemy do Federacji Rosyjskiej o różnego rodzaju informacje, związane z tą katastrofą, w ramach pomocy prawnej, takie samo prawo ma druga strona.

Chciałem tylko przestrzec przed tym, że nieprzemyślane wypowiedzi do mediów czasem mogą powodować wręcz przeciwny skutek. Nieprzemyślane wypowiedzi, a może po prostu później działania, nieprzemyślane przez prokuraturę - bo nie chciałbym oceniać ani jednej, ani drugiej strony. Ale ma to wpływ nie tylko na naszą sytuację wewnętrzną, tylko również na sprawę zdecydowanie bardziej istotną. Przecież wszyscy chcielibyśmy, żeby wrak Tupolewa jak najszybciej wrócił do Polski. Takie wypowiedzi, które powodują, że śledztwo rosyjskie będzie się dalej wydłużało, na pewno nie pomagają w zamknięciu tej sprawy, która – nie czarujmy się – dzieli przede wszystkim nas, a jej wydłużanie jest na korzyść Kremla.

A gdyby ta rozmowa rzeczywiście istniała, ale została później np. wykasowana, to co by to oznaczało?

Przede wszystkim podpadałoby to pod niszczenie lub ukrywanie dowodów. Jeżeli ta rozmowa rzeczywiście istniała i została zniszczona, to znaczy, że ktoś podejmując taką decyzję postawił się ponad prawem, ponad przepisami i zasadami, które obowiązują w Polsce. Z jakiej przyczyny? Trudno w tej chwili domniemywać. Tych przyczyn może być wiele.

Mogę zapewnić, że błędy, które zostały popełnione 10 kwietnia 2010 przez załogę, będące zresztą efektem wieloletnich zaniedbań w szkoleniu wojskowym, w organizacji lotów z VIP-ami, realizowanych przez ten 36 Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego, były tak jasne, tak konkretne, że to one miały dominujący wpływ na to, co się stało.

Podam tylko jeden przykład: jeżeli pilot, który podchodzi do lądowania według jakiegoś systemu podejścia, takiego jak w Smoleńsku, żeby mieć aktualne uprawnienia do tego, by je wykonać, musiał w ramach treningu nie rzadziej niż co 4 miesiące w dzień i co 3 miesiące w nocy wykonać podejście według takiego systemu w warunkach minimalnych, czyli teoretycznie pozorowanych (np. w zakrytej kabinie), oczywiście na odpowiednim typie samolotu. (Pilot ze Smoleńska) ostatni raz wykonał takie lądowanie 5 lat wcześniej i to na samolocie Jak-40. To choćby się naprawdę bardzo starał, to jego umiejętności w tym zakresie były znikome. I za to nie odpowiada on, tylko ci, którzy zarządzali pułkiem, którzy byli odpowiedzialni za szkolenie i trening załóg.

rozmawiał Jacek Nizinkiewicz


Pełna wersja rozmowy z dr. Maciejem Laskiem już dzisiaj po godz. 21.00 na rp.pl oraz jutro w wydaniu papierowym „Rzeczpospolitej”

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA