fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katastrofa smoleńska

Nowe nagranie z kokpitu Tu-154M

Fotorzepa, Kuba Kamiński
Zapis dźwiękowy z ostatnich 38 minut lotu prezydenckiego Tu-154M opublikowano w programie "Czarno na białym". Dźwięk zgrany z czarnych skrzynek został cyfrowo oczyszczony.

W zeszłym roku Radio RMF opublikowało nowe stenogramy rozmów z prezydenckiego tupolewa. Stenogram rozmów z kokpitu Tupolewa zawierał ostatnich ok. 40 minut lotu. Naczelna Prokuratura Wojskowa przyznała, że nagranie zawierało "szereg nieścisłości".

Pojawiła się nowa wersja nagrania, zgrana i cyfrowo oczyszczona. Materiał podzielono na trzy ścieżki pochodzące z mikrofonu dowódcy, drugiego pilota oraz mikrofonów umieszczonych w kokpicie.

Osoby, które pracowały przy materiale powiedziały, że nowa wersja pozwoliła na odczytanie 30-40 proc. więcej wypowiedzi.

Z opublikowanego materiału wynika, że pilocie kilkukrotnie byli informowani o trudnych warunkach panujących na lotnisku w Smoleńsku. Pierwsze minuty nagrania zawierały prywatne rozmowy między członkami załogi.

Pierwszy o trudnych warunkach w Smoleńsku informuje pilotów kontroler z Mińska. Przekazał on pilotom, że z powodu mgły widoczność na lotnisku wynosi 400 metrów. - O ku...! - komentuje tę informacje nawigator. - Nasze meteo jest naprawdę zaje...e - reaguje dowódca.

Kilka minut później do pilotów zgłasza się wieża w Smoleńsku. Kontroler pyta, ile paliwa zostało w zbiornikach i jakie są zapasowe lotniska. Dowódca odpowiedział, że wyznaczone lotniska to Witebsk i Mińsk.

W czasie lotu drugi pilot rozmawiał również z załogą Jaka-40. Maszyna z dziennikarzami na pokładzie wcześniej wylądowała na lotnisku w Smoleńsku.

- No witamy ciebie serdecznie. Wiesz co? Ogólnie rzecz biorąc, to pi…a tutaj jest. Widać jakieś czterysta metrów około i na nasz gust podstawy są poniżej pięćdziesięciu metrów grubo - przekazał pilot Jaka-40.

Drugi pilot Tu-154M zapytał, czy Jak-40 wylądował już w Smoleńsku. - Nam się udało tak w ostatniej chwili wylądować. No, natomiast powiem szczerze, że możecie spróbować jak najbardziej. Dwa APM-y są, yy, bramkę zrobili. Tak że możecie spróbować, ale jeżeli wam się nie uda za drugim razem, to proponuję wam lecieć na przykład do Moskwy albo gdzieś - odpowiada dowódca Jaka. Całej rozmowy między pilotami nie słyszał dowódca Tu-154M.

Po tych informacjach piloci mówią między sobą, że maszyna nie da rady wylądować w Smoleńsku. Informują o tym dyrektora protokołu dyplomatycznego. Przekazali mu, że podejmą próbę podejścia do lądowania, ale "prawdopodobnie nic z tego nie będzie". W odpowiedzi usłyszeli: "będziemy próbować do skutku".

Z zarejestrowanych dźwięków wynika, że w kabinie pilotów znajdowała się osoba postronna. Niektórzy eksperci uważają, że był to dowódca sił powietrznych. Odczytał on wysokość i zachęcił załogę do lądowania.

Kilka minut przed katastrofą, kolejny raz do pilotów zgłasza się dowódca Jaka. Informuje on, że widoczność spadła do 200 metrów. Załoga decyduje się na kontynuowanie lądowania. Według przepisów maszyna nie powinna lądować, jeśli widoczność nie przekracza 1500 metrów.

W międzyczasie padają słowa nawigatora. - 400 metrów - informuje. Inny głos odpowiada: "Ktoś tu zawinił". - Ktoś za to beknie" - mówi dowódca.

20 sekund później maszyna kontynuuje zniżanie, które jest za szybkie. - Dochodź wolniej - mówi drugi pilot. - Ku... mać - krzyczy dowódca. Były to ostatnie słowa zarejestrowane przez czarne skrzynki.

Źródło: TVN24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA