fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katalonia

Kataloński wirus zagraża Belgii

Oriol Junqueras, lider radykalnej Esquerra Republicana i były zastępca szefa rządu regionalnego Katalonii, stawił się w czwartek rano przed sędzią w Madrycie. Parę godzin później został aresztowany
PAP/EPA
Puigdemont nie zdołał doprowadzić do rozpadu Hiszpanii. Czy teraz uruchomi rozwód Flandrii i Walonii?

W czwartek wieczorem Carmen Lamela, sędzia specjalnego trybunału ds. szczególnych przestępstw przeciwko państwu Audiencia Nacional w Madrycie, orzekła, że były już zastępca szefa rządu regionalnego (Generalitat) Oriol Junqueras i ośmiu członków gabinetu natychmiast trafią do więzienia.

Grozi im do 30 lat więzienia za „zdradę stanu" z powodu ogłoszenia wbrew prawu niepodległości prowincji. Lamela wskazała na groźbę „recydywy" – 21 grudnia w Katalonii odbędą się wybory regionalne, w których secesjoniści znów mogą odnieść sukces. Podkreśliła, że oskarżeni mogą chcieć „zniszczyć dowody". Przypomniała, że członkowie rządu nie chcieli w czasie przesłuchania odpowiadać na pytania sądu. Ale wskazała także, że istnieje duże ryzyko, iż będą dążyli do wyjazdu z kraju, aby uniknąć odpowiedzialności karnej.

Ten ostatni argument to skutek ucieczki z Hiszpanii szefa Generalitat Carlesa Puigdemonta i czterech innych członków jego rządu do Belgii w nocy z niedzieli na poniedziałek. W czwartek, gdy rozpoczął się proces jego kolegów, ten, którego katalońscy nacjonaliści wciąż nazywają „president", spotykał się z przyjacielem w kafejce w okolicach Parlamentu Europejskiego w centrum Brukseli. Kilka godzin później sędzia Lamela wydała za nimi europejski nakaz aresztowania.

Jednak wyjazd Puigdemonta stawia przynajmniej w równie kłopotliwej sytuacji Belgię co Hiszpanię. Kataloński przywódca pojawił się w belgijskiej stolicy dzień po tym, jak wywodzący się z flamandzkiej partii nacjonalistycznej Nieuw Vlaamse Alliantie (N-VA) sekretarz stanu ds. imigracji Theo Francken zapewnił, że może tu szukać schronienia, a nawet azylu.

Przykład dla Flandrii

– Belgijski rząd stał się zakładnikiem N-VA. To partia, która w pierwszym artykule swojego statusu stawia za cel powstanie niezależnej Flandrii, rozpad Belgii. Robi wszystko, aby wzmocnić Flandrię, osłabić państwo belgijskie. Sukces Katalonii przetarłby drogę dla tego projektu. W koalicji popierającej rząd premiera Charlesa Michela N-VA jest największą partią, natomiast deputowani francuskojęzyczni odgrywają marginalną rolę, to ledwie 1/5 posłów większości parlamentarnej – mówi „Rzeczpospolitej" Philippe Mahou, przewodniczący grupy socjalistów w belgijskim Senacie.

Belgia jest jednym z nielicznych krajów Unii, który dopuszcza przyznanie azylu uciekinierom z innego państwa Wspólnoty. W tym tkwi pewna sprzeczność, bo z założenia państwa członkowskie muszą przecież respektować zasady państwa prawa. Puigdemont ma jednak minimalne szanse na uzyskanie takiego statusu.

Znacznie bardziej prawdopodobne jest natomiast, że będzie starał się możliwie długo blokować wprowadzenie w życie nakazu aresztowania przez hiszpański wymiar sprawiedliwości. W tym celu zatrudnił już znanego belgijskiego adwokata Paula Bekaerta, który m.in. przed laty wstrzymał przekazanie Hiszpanii małżeństwa oskarżonego o udział w zamachach ETA, a także terrorystów ściganych przez Turcję.

Bekaert może m.in. grać na różnicach w definicji zbrodni w obu krajach. Na liście 32 obszarów, które obejmuje europejski nakaz aresztowania, nie ma kategorii „buntu" i „zdrady", jak to definiuje hiszpańskie prawo. Puigdemont twierdzi także, że nie ma odpowiednich „gwarancji" bezstronnego procesu w Hiszpanii – ale to już o wiele słabszy argument, skoro jego zastępca Oriol Junqueras i kilku innych „ministrów" wystąpiło jednak przed Audiencia Nacional.

Lojalność między krajami Unii

Przedłużający się spór będzie jednak przede wszystkim miał katastrofalne skutki dla stosunków między Hiszpanią i Belgią. Chodzi w końcu o złamanie zupełnie podstawowej zasady lojalności między krajami Unii, wobec której bledną zarzuty stawiane przez Brukselą pod adresem polskiego rządu.

W przeszłości Charles Michel, francuskojęzyczny liberał, wielokrotnie starał się uwzględnić postulaty N-VA, byle utrzymać spójność rządu. Jako jedyny spośród przywódców krajów Unii ostro skrytykował „brutalną" pacyfikację przez hiszpańską policję referendum 1 października, co wywołało irytację premiera Mariano Rajoya.

Teraz jednak Michel zaapelował do wszystkich członków swojego rządu o „wstrzymanie się z komentarzami w sprawie Katalonii". Zapowiedział też, że Puigdemont zostanie „potraktowany tak samo jak każdy obywatel Unii". Zaś belgijska prokuratura obiecała, że wobec katalońskiego przywódcy „zastosuje prawo".

Jednak na załagodzenie przez Michela sporu może być już za późno, tym bardziej że o losie Puigdemonta zadecyduje sąd rejonowy w Brukseli, a nie premier.

– Carles Puigdemont jest moim przyjacielem, a ja przyjaciół nigdy nie pozostawiam w biedzie – zapowiedział lider N-VA Bart de Wever.

Belgię w 2019 roku czekają wybory i jeśli wygra w nich ponownie N-VA, może to oznaczać śmiertelne zagrożenie dla jedności królestwa.

Philippe Mahou ostrzega: N-VA ma zawsze ukryty plan. To partia skrajna, która nie waha się apelować o odesłanie uchodźców choćby autorytarnym władzom Sudanu. A w sprawie Katalonii występuje jako obrońca przed Hiszpanią, która jest przecież państwem prawa. W tym nie ma żadnej logiki.

Sędzia nakazała natomiast nadzór policyjny dla byłej przewodniczącej parlamentu katalońskiego Carme Forcadell i prezydium zgromadzenia. Decyzja w ich sprawie zapadnie 9 listopada.

Jedynym członkiem rządu Puigdemonta, który pozostał na wolności (za kaucją 50 tys. euro), jest były „minister" odpowiedzialny za przemysł Santi Vila. On także jako jedyny odpowiadał na pytania sędziego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA