fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Internet

Youtuberzy nie wiedzą, że dla fiskusa są już firmą

zarabianie na YouTube
Adobe Stock
Osoby, które zarabiają w sieci na reklamach, mogą mieć problem z rozliczeniami podatkowymi. Wiele z nich w ogóle nie wie, że dla skarbówki są już firmą.

Zwłaszcza dla młodych ludzi bycie youtuberem to wymarzony zawód, dający niezależność i duże pieniądze. Zarabianie w sieci może być jednak ryzykowne podatkowo.

Hobby czy już firma

– Dla osób, które próbują swoich sił na YouTubie, miarą sukcesu są zyski z reklam, które są zamieszczane pod ich treściami. Na tym głównie zarabiają. Takie należności są oczywiście opodatkowane PIT. W grę może wchodzić przychód z innych źródeł, który jest opodatkowany według skali podatkowej, tj. stawką 17 lub 32 proc. PIT. Jeśli youtuber ma firmę, to opodatkowanie zależy od formy, jaką wybrał. Przy czym o tym, czy wrzucanie filmików do sieci to w podatkach firma, nie decyduje formalna rejestracja – przypomina Jarosław Ziobrowski, adwokat, partner w kancelarii Kupisz i Ziobrowski.

Czytaj też:

Youtuberzy w pułapce podatkowej

Rozsądna danina od superszmiry

Brak świadomości tego, jaki jest charakter aktywności internetowej, to zdaniem ekspertów największe zagrożenie dla youtuberów. W podatkach o tym, czy coś jest działalnością, decydują ustawowe definicje, które tylko ogólnie kreślą jej ramy.

– Granicą wykorzystywania YouTube'a, która decyduje o uznaniu za działalność gospodarczą na gruncie podatkowym, to: poświęcanie mu więcej czasu niż innej pracy, np. na etacie, angażowanie innych do pomocy przy nagrywaniu materiału, zakup profesjonalnego sprzętu. To te elementy, które łącznie przesądzają, że działalność youtubera wykracza poza prywatne hobby – tłumaczy Michał Wojtas, doradca podatkowy, wspólnik w kancelarii EOL.

Dawid Milczarek, partner w kancelarii LTCA, zwraca uwagę na inny poważny problem.

– Youtuber świadczy usługę reklamową, a w tym przypadku istotne jest to, czy na rzecz odbiorcy krajowego czy zagranicznego. Od tego bowiem zależy ustalenie, czy podlega opodatkowaniu w Polsce 23 proc. VAT, czy jest to eksport usług – mówi Dawid Milczarek.

A to trudne ze względu na specyfikę gigantów, jak Google czy YouTube.

– Tymczasem ustalenie, kto jest odbiorcą usługi, to problem youtubera, bo to on ewentualnie będzie miał obowiązek odprowadzenia 23 proc. VAT, jeśli to była transakcja krajowa. Najczęściej trudno uzyskać pomoc od samej platformy, z którą współpracuje dany twórca. Zazwyczaj odsyła ona do lokalnego doradcy podatkowego, przerzucając na twórcę ryzyko podatkowe. Wydaje się, że giganci internetu powinni być pomocni twórcom, od których trudno oczekiwać doświadczenia – zauważa Dawid Milczarek.

Różne komplikacje

Kolejna potencjalna pułapka to tzw. podatek u źródła. Michał Wojtas zwraca uwagę, że youtuber może mieć jako płatnik obowiązek pobrania 20 proc. PIT. Co dla klientów wielkich platform, gdzie płatności są pobierane automatycznie, może być wręcz niewykonalne.

Zdaniem Michała Goja, doradcy podatkowego, partnera w EY, podatkowe problemy z nowymi kanałami będą narastać.

– Trudno oczekiwać, że prawodawcy uda się przewidzieć i odpowiednio uregulować wszystkie nowe trendy. Internauci, który wkraczają jako pionierzy w nowe obszary, muszą pamiętać o ryzykach podatkowych. Zawsze pomocne będą za to oficjalne objaśnienia i informacje – konkluduje Michał Goj.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA