Żeby stworzyć efektywny system ochrony zabytków potrzeba dobrego prawa i pieniędzy. Mamy w Polsce problem z jednym i drugim. A jest co chronić. W rejestrze zabytków znajduje się 80 tys. nieruchomości, a w gminnych ewidencjach może ich być nawet 400 tys. Chętnych do ich ratowania nie jest jednak łatwo znaleźć.
– Gdy inwestor krajowy czy zagraniczny słyszy, że obiekt jest objęty ochroną konserwatorską, to od razu traci nim zainteresowanie. Za duże ryzyko – mówił Adam Pustelnik, pierwszy zastępca prezydenta Łodzi podczas panelu zorganizowanego na tegorocznym Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach.
Rozwiązania przyjęte w nowelizacji ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, która wchodzi w życie 3 czerwca, mają to zmienić i poprawić płynność działań biznesowych przy jednoczesnym zachowaniu standardów ochrony wartości obiektów zabytkowych. Tak przynajmniej uważa Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Czytaj więcej
Kontrowersje wokół ostatniej imprezy w Wilanowie przypominają, że organizacja wydarzeń w miejscach chronionych wymaga znacznie więcej niż tylko zgo...
Co zmienia się w ustawie o ochronie zabytków?
Jako że główną bolączką procedur, które trzeba dopełnić, chcąc rozpocząć prace przy zabytku są przewlekłe procedury, to celem tej punktowej nowelizacji jest ich uproszczenie. Najistotniejsze są dwie zmiany. Pierwsza, niebudząca wątpliwości, dotyczy zastąpienia dwóch decyzji wydawanych przez wojewódzkich konserwatorów zabytków w sprawie usunięcia drzew lub krzewów z terenów wpisanych do rejestru zabytków – jedną.
Druga to dopuszczenie w miejsce pozwoleń – zgłoszenia. Na zgłoszenie można wykonywać np. roboty budowlane w otoczeniu zabytku, zmienić przeznaczenie zabytku wpisanego do rejestru lub sposób korzystania z niego czy umieścić na nim urządzenia techniczne, tablice reklamowe lub napisy.
Kluczowe dla uproszczenia procedur ma być wprowadzenie instytucji milczącego załatwienia sprawy. Jeśli w ciągu 60 dni od zgłoszenia prac konserwator nie wyrazi sprzeciwu, inwestor będzie mógł je rozpocząć. Zgodnie z przepisami wojewódzki konserwator zabytków może też z urzędu, przed upływem terminu, wydać zaświadczenie o braku podstaw do wniesienia sprzeciwu. Jego wydanie uprawnia do rozpoczęcia prac przez inwestora. Dlatego konserwatorzy obawiają się, że zaleje ich teraz fala wniosków o wydanie zaświadczenia przed terminem, a już 60 dni, które mają na reakcję, wydaje im się terminem za krótkim. Paradoksalnie skutkiem nowych przepisów może być więc większa liczba sprzeciwów konserwatorskich.
– Ocena proponowanych rozwiązań legislacyjnych powinna uwzględniać rzeczywisty stan funkcjonowania służb konserwatorskich w Polsce. W urzędach wojewódzkich od lat obserwujemy istotne niedobory kadrowe – jedna osoba sprawuje często nadzór nad kilkuset obiektami, przy ograniczonych zasobach organizacyjnych i technicznych. W takich warunkach ustawowy termin 60 dni na zajęcie stanowiska może okazać się niewystarczający – mówi sekretarz generalna Zarządu Głównego Stowarzyszenia Konserwatorów Zabytków dr Żaneta Gwardzińska-Chowaniec.
– Dodatkowym problemem pozostaje brak precyzyjnego katalogu prac możliwych do realizacji w trybie zgłoszenia. W konsekwencji należy uznać za uzasadnione obawy, że organy konserwatorskie – działając w warunkach niepewności prawnej – mogą częściej sięgać po instrument sprzeciwu wobec zgłoszeń w procedurze milczącej zgody – przyznaje.
Problemem nie jest uproszczona ścieżka dla niektórych prac wykonywanych na zgłoszenie zamiast pozwolenia, postulowana zarówno przez inwestorów, jak i samych konserwatorów, ale przyjęte w nowelizacji reguły.
– Zamiast katalogu prostych prac, które można wykonywać na zgłoszenie, ustawodawca posługuje się bardzo pojemnymi kategoriami, pozostawiając ostatecznie ocenie konserwatora, jakie prace można będzie wykonywać na zgłoszenie, a jakie będą wymagać pozwolenia – zauważa dr hab. Aleksander Maziarz, prof. Akademii Leona Koźmińskiego, adwokat.
– To jeden minus. Drugi to 60 dni, jakie wojewódzki konserwator ma na ocenę wpływu planowanej inwestycji na wartość zabytku. Choć pierwotnie było to 30 dni i w procesie legislacyjnym wydłużono ten termin, to i tak jest on za krótki – dodaje.
Jego zdaniem regulacja powinna pozostawiać organom konserwatorskim większy zakres uznania administracyjnego i dłuższy termin, a przesłanka wniesienia sprzeciwu powinna odwoływać się do możliwości negatywnego oddziaływania planowanych prac na wartość naukową, historyczną lub artystyczną zabytku.
– Uważam, że dyskusyjne jest takie uproszczenie proceduralne, bowiem w praktyce może ono doprowadzić do nagminnego zgłaszania sprzeciwów – dodaje mec. Maziarz.
Czytaj więcej
W 2025 roku Grupa Arche wypłaciła inwestorom ponad 69 milionów złotych netto zysków – to wynik o ponad 13 milionów lepszy od ubiegłorocznego. Firma...
O co chodzi inwestorom i konserwatorom zabytków?
Dr Żaneta Gwardzińska-Chowaniec obawia się, że efektem uproszczenia będzie dalsze pogłębienie deficytu zaufania pomiędzy inwestorami a służbami konserwatorskimi, podczas gdy skuteczna ochrona zabytków wymaga współdziałania obu tych środowisk.
– Niejasność i niespójność przepisów utrudnia wykonywanie ustawowych zadań przez organy ochrony zabytków, wydłuża procesy inwestycyjne oraz zwiększa ryzyko po stronie uczestników rynku – dodaje ekspertka SKZ.
Wiele na ten temat mówiono podczas wspomnianego już panelu na EKG.
– Są miasta, gdzie służby konserwatorskie pracują bardzo dobrze. Ale są też takie, gdzie jest to porażające. To nie może być tak, że konserwatora zupełnie nie interesuje funkcja, której określenie jest kluczowe dla jego ochrony. Kiedy zaczęliśmy rozmowy na temat realizacji hotelu pięciogwiazdkowego Copernicus w pałacu z murami z XV w. w Krakowie, to usłyszeliśmy, że możemy go zrobić, ale z jedną łazienką na piętrze – opisywał Wiesław Likus, współtwórca Likus Hotele i Restauracje, grupy, która ocaliła przed zniszczeniem i przywróciła życie przez nadanie nowej funkcji 20 zabytkom.
– To jest współpraca trudna dla obu stron i wymaga od obu stron dobrej woli. Nie zawsze pomysł właściciela na nadanie nowej funkcji pasuje do zabytku. My się spotykamy z takimi sytuacjami, że jak na chwilę spuścimy oko z prac, to tam mogą powstać rzeczy zupełnie nieprawdopodobne z punktu widzenia konserwatorskiego – zauważył Krzysztof Myśliński, świętokrzyski wojewódzki konserwator zabytków.
– Ministerstwo nie chce, żeby zabytki niszczały w majestacie prawa. Ktoś, kto inwestuje w zabytek musi znaleźć dla niego nową funkcję. Nie da się zadekretować w przepisach korzystania z funkcji „zdrowy rozsądek”, żeby nie doprowadzać do sytuacji, w której dopuszcza się w hotelu jedną łazienkę na piętro – przekonywał Jakub Makowski, dyrektor departamentu ochrony zabytków MKiDN.
Mimo nieuniknionych sporów na linii konserwator–inwestor zainteresowani udowodnili, że są w stanie się dogadać.
– Dowodem były prace zespołu złożonego z przedstawicieli służb konserwatorskich i inwestorów, które poprzedziły III Kongres Konserwatorów Polskich i doprowadziły do sformułowania postulatów systemowych zmian w prawie – zaznacza dr Żaneta Gwardzińska-Chowaniec.
Czytaj więcej
Handel, usługi, rekreacja, gastronomia, mieszkania. Wszystko ma być na wyciągnięcie ręki. Rosnące oczekiwania klientów zmieniają sposób projektowan...
Co się znajdzie w kolejnej nowelizacji ustawy o ochronie zabytków?
MKiDN informuje „Rzeczpospolitą”, że pracuje nad takimi zmianami i planuje skierować projekt ustawy do prac legislacyjnych Rady Ministrów do końca II kwartału 2026 r. Nowe regulacje mają dotyczyć, między innymi, gminnej ewidencji zabytków.
„Ma ona zostać przekształcona w jednolity, prowadzony cyfrowo rejestr publiczny. Doprecyzowane zostaną też zasady wpisywania i wykreślania obiektów oraz relacje ewidencji do innych form ochrony zabytków i procesu inwestycyjnego” – wyjaśnia resort.
Zapowiada także wprowadzenie nowych instrumentów wsparcia finansowego dla właścicieli nieruchomości wpisanych do rejestru zabytków. Przewiduje stworzenie systemu świadczeń i rekompensat związanych z ograniczeniami wynikającymi z ochrony konserwatorskiej, w tym szczególnie w odniesieniu do zabytków archeologicznych. Ważnym celem ustawy jest również wzmocnienie finansowania ochrony zabytków poprzez zwiększenie i dywersyfikację przychodów Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków. Rozważane rozwiązania obejmują m.in. przekazywanie do Funduszu części wpływów z dopłat do gier hazardowych oraz części opłat związanych z usuwaniem drzew i krzewów z nieruchomości wpisanych do rejestru zabytków.
Poza klarownymi przepisami, to właśnie pieniądze są niezbędne dla ratowania zabytków. Roczny budżet programu „Ochrony zabytków” wynosi niewiele ponad 200 mln zł. Te pieniądze są do podziału między zabytki ruchome i nieruchomości. Dla porównania grupa Arche, która obok grupy Likus jest liderem wśród podmiotów nadających drugie życie zabytkom, planuje w najbliższych latach przeznaczyć na ten cel miliard złotych. Widać, że z państwowych pieniędzy zabytków nie ochronimy i inwestorzy na nie nie liczą, ale mają inny postulat.
– Ja bym apelował o zwolnienie z podatków. Przynajmniej lokalnych. Rewaloryzacja zabytku kosztuje dwa razy tyle, co zbudowanie nowego obiektu, ale daje też większą satysfakcję – podsumował Wiesław Likus.