fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Druga fala pandemii podgrzała rynek dezynfekcji

Adobe Stock
Prawie 16-krotnie zwiększyła się w ciągu ostatniego roku wartość sprzedaży środków do dezynfekcji rąk. A ten wzrost i tak ograniczała duża konkurencja.

Ponad 6,2 mln litrów środków (w tym żeli i płynów) do dezynfekcji rąk kupiliśmy w ciągu roku, licząc do końca października. To ponad 47 razy więcej niż rok wcześniej, gdy sprzedano ich 131 tys. litrów – wynika z danych firmy badawczej Nielsen, które „Rzeczpospolita" publikuje pierwsza.

Nieco wolniej, ale również w imponującym tempie, rosła wartość tego rynku, która przekroczyła 197 mln zł. Oznacza to niemal 16-krotny wzrost w porównaniu z tym samym okresem 2018/19 r., gdy środki do dezynfekcji rąk, w tym żele i płyny bakteriobójcze lub wirusobójcze, były niszowym produktem.

Produkcyjna hossa

– W tym roku po wybuchu pandemii Covid-19 te produkty stały się rynkowym hitem – ocenia Blanka Chmurzyńska-Brown, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego, według którego środki do dezynfekcji wytwarza prawie 80 firm. Spora część z nich ruszyła z tą produkcją w tym roku (również po to, by wyrównać sobie straty sprzedaży w innych segmentach rynku urody), więc dzisiaj preparaty dezynfekujące ma w swojej ofercie niemal każda większa firma kosmetyczna. – Najważniejszym powodem rozszerzenia oferty była pandemia i wyjątkowe potrzeby higieniczne społeczeństwa – podkreśla Joanna Kowalczuk, dyrektor marketingu Ziaja Polska. Ta firma żele do dezynfekcji wprowadziła do swojej oferty wiosną tego roku, dodając też do niej żel myjący do ciała i dłoni na bazie składników antybakteryjnych.

Potencjał rynku środków do dezynfekcji dostrzegły też firmy z innych branż, korzystając z decyzji Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL), który w pierwszej połowie marca otworzył szybką ścieżkę rejestracji tych wyrobów. Jak wynika z danych URPL, w grudniu liczba produktów dezynfekujących zarejestrowanych według uproszczonych procedur wzrosła do ponad 3,4 tys., co oznacza, że w tym półroczu w rejestrach urzędu przybyło już ponad 1,4 tys. nowych środków. Rejestracja według uproszczonej procedury obowiązuje przez 180 dni, ale w sierpniu URPL zgodził się, by po upływie tego czasu firmy mogły wystąpić o ponowne pozwolenia na sprzedaż. Z analizy PZPK wynika, że na koniec listopada 817 firm miało aktywne pozwolenia łącznie na prawie 1,7 tys. produktów.

Problem jakości

W rzeczywistości w sprzedaży jest ich znacznie więcej, gdyż obok zarejestrowanych w URPL środków biobójczych rynek zalewają zaliczane do kosmetyków żele i płyny antybakteryjne. Wielu konsumentów nie odróżnia ich od biobójów, które powinny zawierać co najmniej 60 proc. alkoholu i spełniać normy określone przez URPL. Szybko rosnąca krajowa produkcja w połączeniu z importem sprawiła, że latem tego roku coraz więcej firm mówiło o nadpodaży na rynku dezynfekcji.

Ten problem pomogła rozwiązać druga fala pandemii, która jednak nie zmniejszyła innego kłopotu krajowych producentów. Waldemar Ferschke, wiceprezes spółki Medisept, która jest największym polskim dostawcą środków dezynfekcyjnych dla służby zdrowia, podkreśla, że problemem jest duża ilość produktów słabej jakości. Według badań Mediseptu złe doświadczenia z kiepskimi biobójami zniechęciły już część konsumentów do korzystania z tych środków. Tymczasem, jak ocenia WHO, dezynfekcja rąk jest kluczowa w walce z wirusami i nie zmieni tego nawet wprowadzenie szczepień na Covid-19.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA