fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Polskie srebro błyszczy na europejskich ulicach

materiały prasowe
Choć biżuterii nadal więcej importujemy, niż sprzedajemy za granicę, to czołowe polskie marki mocniej wchodzą na nowe rynki. Apart po debiucie w Czechach ma już także salon w Madrycie – dowiedziała się „Rzeczpospolita".

Polska przez lata wysyłała za granicę głównie biżuterię z bursztynem, jednak, choć wciąż jest to znacząca kategoria, jeśli chodzi o USA, Chiny czy kraje arabskie, to polskie marki także z innymi produktami wychodzą za granicę. Lider polskiego rynku jubilerskiego, czyli Apart, uruchomił pod koniec lipca swój pierwszy salon w Madrycie. Projekt wspierało biuro PAIH w stolicy Hiszpanii.

– Wykonało na naszą prośbę rekonesans lokalnego rynku, pozyskując dla nas wstępne kontakty handlowe. Jego pracownicy przedstawili naszą markę jako solidnego partnera biznesowego i promowali nasze działania w Hiszpanii dotyczące budowy stacjonarnych kanałów w ramach własnej sieci – mówi Piotr Rączyński, prezes Apart.

Zagranica przyciąga

Firma wcześniej przejęła sieć jubilerską w Czechach i chce nadal się rozwijać na zagranicznych rynkach. – W planach na ten rok i na kolejne lata jest otwieranie następnych salonów w Hiszpanii – podaje spółka. Nieoficjalnie się mówi, że w grę wchodzą także kolejne rynki europejskie, ale to wstępne plany.

Z danych GUS wynika, że Polska w 2018 r. sprzedała na rynki zagraniczne biżuterię za 713,8 mln zł. Jej największymi odbiorcami są Tajlandia, Niemcy i Włochy, ale nadal import biżuterii do kraju jest większy – w 2018 r. wart był niemal 1,2 mld zł. Niemniej Polska jest największym na świecie producentem biżuterii z bursztynu, jest również w europejskiej czołówce producentów wyrobów ze srebra. Ekspansja polskich marek może tę sytuację jeszcze szybciej zmieniać.

– Hiszpański sektor biżuteryjny jest wyjątkowo konkurencyjny i zdominowany przez rodzime firmy, które nie dopuszczają do niego innych graczy. Z drugiej strony, jest bardzo rozdrobniony, trzy największe marki mają w nim 20 proc. udziału – mówi Wojciech Łopatkiewicz, kierownik biura handlowego PAIH w Madrycie. Rozpoczęło działalność w II kwartale 2018 r. Od tego czasu obsłużyło 370 firm, w przeważającej większości z branży spożywczej, kosmetycznej, meblarskiej oraz wyposażenia wnętrz.

Inne firmy także szukają opcji za granicą. Niemal równo rok temu VRG z marką W.Kruk podpisało list intencyjny w sprawie przejęcia dwóch sieci jubilerskich – Klenoty Aurum z Czech oraz Montre prowadzącą sieć salonów na Słowacji. – Proces trwa dłużej, niż zakładaliśmy, ale rozmowy wciąż trwają. Zależy nam na sfinalizowaniu tego projektu, choć oczywiście nie za wszelką cenę – mówi Grzegorz Pilch, prezes VRG, właściciela sieci W.Kruk.

Salony poza krajem ma też Lilou, marka obecna jest m.in. w czeskiej Pradze, Paryżu, ma także cztery punkty w Niemczech. – Stawiamy duży nacisk na rozwój zagraniczny i planowane są kolejne otwarcia – mówi Kacper Słoma, rzecznik Lilou. Wszystkie zagraniczne butiki są firmowe, zarządzane centralnie przez markę.

Świat stoi otworem

Poza Europą pojawiła się za to marka Ania Kruk, działa w Katarze. Na przeszkodzie w dalszym rozwoju stanął jednak klimat polityczny w regionie. – Mimo że działalność w Katarze notuje wzrost sprzedaży, to nie uruchomiliśmy kolejnych lokalizacji. Konflikt polityczny Kataru ze swoimi sąsiadami doprowadził do weryfikacji możliwości biznesowych naszych partnerów Katarczyków – mówi Wojciech Kruk jr, odpowiedzialny za rozwój marki Ania Kruk.

– Ze względów-polityczno prawnych stracili oni możliwość uruchamiania nowych przedsięwzięć w krajach regionu, co powiązane z zamknięciem granic spowodowało znaczące spowolnienie w Katarze. Z gotowymi projektami dwóch butików z Arabii Saudyjskiej i jednego w Emiratach musieliśmy na chwilę obecną się wstrzymać. Tak samo jak już gotowy, wybudowany butik w nowym centrum handlowym North Gate w Dausze jeszcze nie działa, bo całe centrum handlowe wstrzymało otwarcie – dodaje.

Branża jubilerska na całym świecie ma wciąż bardzo dobre perspektywy wzrostu, a sprzedaż biżuterii na wiodących rynkach rośnie. I to zarówno produktów tańszych, jak i luksusowych.

Jubilerzy też stawiają na internet

Coraz więcej klientów oczekuje dostępności tych samych produktów co w sklepach także przez internet. Nie wszyscy mają czas na wizytę w butiku. Dlatego naturalne jest, że w ślad za uruchomieniem stacjonarnego salonu marka musi się pojawić także w internecie, aby móc docierać do kolejnych grup klientów. Marki luksusowe długo broniły się przed otwarciem na świat online, część, jak Chanel, blokowała zupełnie handel swoimi produktami w sieci, inne tylko uchylały dla niego drzwi. Prada oferowała w e-sklepie tylko część linii obuwie i akcesoria. Z kolei Louis Vuitton uruchomił duże e-sklep, ale dostępny tylko dla amerykańskich klientów. Mimo oporu marek postęp w branży się dokonywał, a jego symbolem był sklep Netaporter.com, założony w 2000 r. przez Natalie Massenet.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA