fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Czy pandemia przyspieszy automatyzację i z jakim skutkiem?

materiały prasowe
Czy ludzkość rzeczywiście skokowo zwiększyła swoje cyfrowe umiejętności? Jakie skutki będzie miało to przyspieszenie długoterminowo?

„Rzeczpospolita” jest patronem medialnym konferencji Spójne Przywództwo oraz Człowiek i Technologia

Przed nami pierwsze miesiące bez ochrony tarczy antykryzysowej. Wiele pytań o to na jakim poziomie zrealizują się prognozy dotyczące recesji i stopy bezrobocia. Bo to że będzie spowolnienie i wielu firmach konieczne będą restrukturyzacje nikt nie ma wątpliwości.

Rok temu badania wskazywały, że ponad 50 proc. firm w Polsce planuje min. 10% redukcję zatrudnienia w związku z procesami robotyzacji i automatyzacji. W jakim stopniu koronawirus przyspieszy te procesy? Jak w tych procesach zostaną uwzględnione koszty społeczne? Jak na ten proces wpłynie decyzja o podwyższeniu płacy minimalnej?

Ze względu na pandemię miliony ludzi na świecie miało okazję przypomnieć sobie ze szkolnych lat obraz funkcji wykładniczej, która opisuje tempo rozwoju zakażeń bez wprowadzenia ograniczeń w kontaktach międzyludzkich.

Cenna lekcja, bo łatwiej będzie zrozumieć dlaczego mamy z roku na rok poczucie przyspieszającego świata. Krzywa ta bowiem obrazuje również rozwój innowacji i nowych technologii. To że czujemy przyspieszenie, to wynik tego, że przeszliśmy z początkowego odcinka krzywej, bardziej płaskiej, czyli fazy badań, prototypowania do fazy skalowania, czyli masowego zastosowania nowych technologii. A tutaj krzywa wznosi się coraz bardziej pionowo w górę.

Świat nie był gotowy na skalę rażenia wirusa w wykładniczym tempie. Z trwogą oglądaliśmy wiadomości z północnych Włoch lub z Nowego Jorku. Krzywa pokazała, że bez wprowadzenia ograniczeń, system zdrowia w żaden sposób nie będzie mógł sobie poradzić ze skalą pandemii. By chronić życie milionów ludzi i dać czas na przygotowanie służb medycznych oraz na adaptację człowieka do życia w nowej rzeczywistości, państwa, organizacje, firmy podjęły radykalne decyzje o „zamknięciu ludzi w domach", a następnie prognozując, że przyjdzie nam żyć z wirusem przez dłuższy czas wprowadzono stopniowo nowe ograniczenia i zalecenia w zakresie dezynfekcji, kontaktów międzyludzkich, masek, rękawiczek, by wytworzyć w ludziach nowe nawyki. I dopiero po tym okresie nastąpiła faza „odmrażania". Zatrzymaliśmy się, bo świat nie był przygotowany, a człowiek potrzebował czasu na adaptację.

Analizując tę sytuację widzę wiele analogii do tempa transformacji technologicznej. Nasuwa się pytanie: Jak dzisiejszy człowiek jest gotowy na następujące radykalne przyspieszenie zastosowania nowych technologii? Czy świat daje przestrzeń na „zwolnienie", aby człowiek mógł się dostosować, adaptować, przekwalifikować? Według World Economic Forum w ciągu najbliższych 5 lat przekwalifikowania będzie wymagać ponad 50 proc. ludzi. Co się stanie jeśli nie zadbamy o tę przestrzeń na adaptację? Początkiem 2019 roku ktoś relacjonując jedno ze spotkań z Forum w Dawos przejęzyczył się i powiedział rewolucja październikowa zamiast technologiczna. A co na to przejęzyczenie powiedziałby Freud? Gdy dwa lata temu podniosłam ten temat w ramach V Konferencji Instytutu Humanites „Spójne Przywództwo. Człowiek i Technologia" i zadałam pytanie czy jest możliwe, aby świat zwolnił, bo współczesny człowiek jest coraz bardziej zagubiony, zwyczajnie nie nadąża, usłyszałam komentarze, że zadaję całkowicie retoryczne, abstrakcyjne pytanie, bo nie ma takiej możliwości. Świat nie zwolni, nie zatrzyma się.

Jedynie w sferze twórczości science fiction mieścił się scenariusz globalnego wstrzymania lotów i odizolowania ludzi w swoich domach na kilka tygodni. A jednak to się naprawdę zdarzyło na oczach nas wszystkich.

Doświadczyliśmy niebywałego. Świat się zatrzymał. Wieszczono, że okres pandemii będzie swoistym catharsis dla ludzkości. Taki „last call"/ostatni dzwonek, by ocalić człowieka w człowieku. Pojawiło się oczekiwanie, że czas pandemii będzie czasem refleksji nad kondycją współczesnego człowieka i sprawi, że po powrocie do normalności nie zapomnimy tych prostych tęsknot za bliskością, które nam towarzyszyły w pierwszych tygodniach izolacji. Choć już tutaj warto zwrócić uwagę na fakt, że z wielu z tych rzeczy świadomie/nieświadomie rezygnujemy od lat, będąc obiektem przyspieszającego świata i rozwoju nowych technologii, a w szczególności mediów społecznościowych, które doprowadziły do gamifikacji relacji międzyludzkich, zastępując czułość, uważność, wrażliwość liczbą lajków, o czym dobitnie mówiła w swoim wystąpieniu noblowskim Olga Tokarczuk.

Niestety coraz bardziej widać, że czas wirusa nie tylko nie przyniósł refleksji, ale zwiększył tempo pracy i zmian, tak jakbyśmy chcieli jeszcze mocniej nadrobić czas „zatrzymania".

Wiele firm planuje powrót pracowników do biur dopiero w nowym roku i to najczęściej w modelu hybrydowym. Badania pokazują, że ok. 1 firm deklaruje, że w ogóle nie wróci do biur. Wiele z nich kieruje się zwyczajnie kryterium kosztowym, pokazując to na zewnątrz jako przykład dbałości o zdrowie pracowników i elastycznego podejścia do integracji ról zawodowych i prywatnych. W argumentacji pojawia się również często zachwyt nad szybką adaptacją człowieka do pracy poza biurem przy zachowaniu tej samej efektywności, co już intuicyjnie wydaje się być wadliwym założeniem.

Dlaczego świat nie był przygotowany na pandemię, skoro od jesieni obserwowaliśmy dynamiczny rozwój sytuacji w Chinach? Dlaczego wykazał się taką ignorancją? W przypadku koronawirusa zawiodły globalne mechanizmy ostrzegania i zaniedbana wartość wspólnotowości, pomimo życia w jednej globalnej wiosce. W efekcie każdy region, kraj przejął lokalnie inicjatywę. Również prace nad szczepionką pozostawiają wiele do życzenia. W jakim stopniu opierają się rzeczywiście na współpracy, a w jakim de facto na wyścigu... A kto bierze odpowiedzialność za człowieka w świecie nowych technologii? To świat bez granic, zdominowany przez wielkie, globalne koncerny technologiczne. Świat, w którym z każdym rokiem jesteśmy coraz bardziej zewnętrznie sterowani przez coraz bardziej wyrafinowane, samouczące się algorytmy. To na dziś, nie licząc ogłoszenia przez Ursulę Von Layen w luty 2020 roku Białej Księgi AI, ogromna przestrzeń pozbawiona regulacji, gdzie w każdej chwili nowy, dysraptywny gracz może szybko osiągnąć międzynarodową skalę wpływu, nie bacząc na kwestie etyki. Niedawno Facebook ogłosił, że będzie walczył z ruchem antyszczepionkowym poprzez ukrywanie lub usuwanie promujących je treści. Komunikat ten jednak pojawił się z pominięciem genezy zjawiska, za którą stoi również Facebook i jego algorytmy wprowadzone kilka lat temu mające wspomagać ludzi w tworzeniu społeczności na FB. Algorytmy były tak tworzone, aby utrzymać ludzi możliwie jak najdłużej na danej stronie. Kluczem do tego jest podsuwanie coraz bardziej sensacyjnych treści. W efekcie, okazało się, że np. wiele młodych matek, które szukały informacji nt. zdrowia i pielęgnacji dzieci były po kilku klikach przekierowywane na treści antyszczepionkowe, co sprawiło, że do tej pory marginalny ruch szybko zyskiwał nowe grono potencjalnych followersów.

Zmiany technologiczne zachodzą w znacznie szybszym tempie niż człowiek jest się w stanie adaptować. W marcu 2020 roku otwierającym wystąpieniem VII Konferencji Humanites. Człowiek i Technologia, uczyniłam prelekcję "Za wolno czy za szybko? O zdolności i niezdolności człowieka do adaptacji", która jedynie potwierdziła, że człowiek nie jest w stanie adaptować się w tempie, które narzuca technologiczna rewolucja. Oznaką tego może być między innymi narastająca skala depresji i zaburzeń psychicznych jako swoistego mechanizmu obronnego, zmuszającego człowieka samoistnie do zwolnienia, skoro świat wokół niego nie chce zwolnić. Sieci społeczne przeładowane są relacjami w takiej ilości, w jakiej nigdy dotąd człowiek nie musiał funkcjonować. Ciągle porównywanie się i nakręcanie spirali tych porównań wykorzystuje słabości naszego genetycznego „oprogramowania" dążącego do bycia zauważonym.

Pojawia się wiele opinii mówiących o korzystnym wpływie koronawirusa na rozwój kompetencji cyfrowych ludzi. Firmy technologiczne podkreślają, że konieczność przestawienia się milionów pracowników z pracy biurowej na zdalną podniósł dramatycznie poziom krzywej adaptacji człowieka do życia i pracy w gospodarce 4.0. To stwierdzenie jest tylko półprawdą. To sprowadzenie całej transformacji technologicznej do umiejętności wykorzystania określonego narzędzia. Jest efekt krótkoterminowy w postaci wzrostu wykorzystania narzędzi zdalnej komunikacji, ale to co często się pomija to analizę osobistych kompetencji człowieka i możliwych długoterminowych skutków przejścia na pracę hybrydową lub 100% pracę z domu. Owszem dla wielu osób czas izolacji był czasem pierwszego zakupu w Internecie (średnio co piąty Polak dokonał zakupu on line po raz pierwszy ) czy pierwszej video konferencji. Największym wyzwaniem transformacji technologicznej, nie jest jednak jedynie kwestia zamknięcia luki kompetencji cyfrowych i umiejętności korzystania z narzędzi technologicznych. Największym wyzwaniem jest transformacja społeczna i przygotowanie ludzi na być może życie bez pracy. Czas izolacji społecznej pokazał, że w tej przestrzeni współczesny człowiek ma ogromny deficyt. Zatracił zdolność wewnętrznej sterowalności. Bardzo wielu ludzi wytrąconych ze starego rytmu nie jest w stanie zdefiniować nowego. Doświadcza rosnącej samotności i braku poczucia sensu. Stan psychiczny ludzi już przed pandemią był zły. Co trzeci mieszkaniec Europy doświadczał depresji. WHO szacuje, że liczba chorych psychicznie po czasie izolacji może wzrosnąć dwukrotnie. Między 9 marca a 10 kwietnia sprzedaż antydepresantów w Polsce wzrosła o 33 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ub.r. (wg analizy przygotowanej dla „DGP" przez firmę doradczą PEX PharmaSequence).

Peter Drucker parę lat temu pisał: „za kilkaset lat, kiedy historia naszych czasów będzie pisana z perspektywy długoterminowej, prawdopodobnie najważniejsi historycy stwierdzą, że jednym z najważniejszych wydarzeń, nie będzie to technologia, nie Internet, nie e-handel, to bezprecedensowa zmiana w kondycji człowieka - po raz pierwszy - dosłownie - znaczna i szybko rosnąca liczba ludzi ma wybór. będą musieli zarządzać sobą, a społeczeństwo jest zupełnie nieprzygotowane na to".

Wydawało się, że koronawirus został nam dany jako dar do głębszej refleksji, że w duchu coraz głośniejszych rozmów o wadze ekologii, to być może człowiek jest najbardziej zagrożonym gatunkiem wymagającym wsparcia. W efekcie po odmrożeniu procesy automatyzacji i robotyzacji tylko nabrały mocy. Pracodawcy w wyprowadzeniu ludzi z biur dostrzegli szansę na ich przyspieszenie. Tworzy się niebezpieczna narracja, że krótkoterminowe doświadczenia zdalnej pracy wprost przekładają się na „gotowość" ludzi do trwałego życia i pracy w takim trybie. Pracodawcy posługują się niejednokrotnie wewnętrznymi badaniami wskazującymi na to, że to pracownicy nie chcą wracać do biur. Bawiąc się w adwokata diabła i łącząc te odpowiedzi z badaniami stanu zdrowia psychicznego można zadać pytanie – czy za tą chęcią zostania w domu kryje się tylko entuzjazm czy lęk?

Możliwe tempo rozwoju wirusa bez wprowadzenia ograniczeń pozwoliło nam doświadczyć empirycznie czym jest funkcja wykładnicza rozwoju danego zjawiska. Według tej samej funkcji będą zachodzić zmiany wokół nas spowodowane transformacją technologiczną i masowym zastosowaniem automatyzacji, robotyzacji, sztucznej inteligencji. W krytycznym podejściu do tempa transformacji technologicznej nie chodzi bynajmniej o powrót do teorii luddyzmu. Rewolucja trwa. Zbiega się z wyzwaniami demograficznymi starzejących się społeczeństw.

Brakuje jednak głosów wskazujących na fakt, że nożyce pomiędzy miejscem, gdzie jest człowiek, jego autentyczną zdolnością psychiczną do adaptacji, a tym jakie są oczekiwania wobec niego będą się rozwierać. A otoczenie biznesowe, system społeczny, rząd nie tworzą przestrzeni, która wspierała by drogę do swoistej homeostazy. Ważne jest bowiem takie wprowadzanie zmiany społecznej, która mogłaby się wpasować w mechanizmy regulacyjne systemu. Brak jest należytej atencji, że obecna sytuacja może również przyspieszyć proces psychicznej degradacji człowieka. Coraz bardziej samotnego i sprowadzonego na przestrzeni lat coraz bardziej do impulsu zakupowego.

Nie potrafimy, a może nie chcemy wyciągać wniosków z doświadczeń społecznych koronawirusa. Są one niewygodne. Nie mają swojego właściciela. Wielkie korporacje i firmy technologiczne zainwestowały i inwestują ogromne środki w nowe technologie. Kości zostały rzucone. Trwa wyścig. Jak mówi Zmiana już przestała być podróżą w czasie, a stała się aktem przenoszenia przyszłości w teraźniejszość. Pionierzy będą cieszyć się premią w postaci wysokich marż. Szczególnie przy braku regulacji. Co do skutków społecznych, to jest świadomość, że będą, no cóż każda rewolucja ma swoje ofiary, ale dziś liczy się miejsce w wyścigu.

Globalne regulacje obszaru AI nie są na agendzie światowej, zwłaszcza obecnie, gdzie rządy są pochłonięte walką z wirusem oraz nadchodzącym kryzysem gospodarczym. Temat nowych technologii jest przestrzenią do ustalania pola wpływu między mocarstwami, jak to ma obecnie miejsce np. w przypadku TikToka. Interesy wiodących gospodarek są powiązane z interesami globalnych firm. Pytanie brzmi – skoro koncerny są w wyścigu konkurencyjnym, to jaka globalna organizacja, struktura, która ma realny wpływ i powinna wziąć ten temat na agendę. G7? G9? Davos? Gospodarki te jednak podobnie jak koncerny są w fazie swojego wyścigu i coraz bardziej widocznej swoistej cyberwojny.

Unia Europejska zapowiada podatek cyfrowy, który mógłby sfinansować prace regulacyjne w obszarze nowych technologii. Czy będzie dostateczna determinacja i jedność w tym temacie. Nie brak głosów sprzeciwu, że to osłabi konkurencyjność już i tak słabo innowacyjnej Europy. Złośliwi mówią, że ostatnią globalną innowacją europejską była kostka Rubika wynaleziona w 1974 roku.

Ktoś jednak musi mieć odwagę urealnić slogany typu: Human first, technology second. Stanąć w obronie człowieka, który jest zwyczajnie kruchy. A w jego niedoskonałości jak często podkreśla Brene Brown (The Gifts of Imperfection) jest swoiste piękno, które sprawia, że każdy z nas jest wyjątkowy. Jak się okazało nie ma rzeczy niemożliwych. Można zatrzymać świat. To znaczy, że można również go spowolnić. Jako ludzkość mamy jednak tendencję do ignorowania ostrzeżeń. Często musi dojść do katastrofy żebyśmy zaczęli działać. Przed nami jesienne wybory w USA. Coraz mocniej słychać głosy, że wojna o głosy rozegra się w sieci. Próbkę możliwości widzieliśmy już przy poprzednich wyborach oraz przy Brexicie w wykonaniu Cambridge Analytica. Od tego czasu upłynęło 4 lata. W świecie innowacji technologicznych to szmat czasu i oznacza, że wiele algorytmów, opartych również na mechanizmach samouczących się jest na jeszcze bardziej wyrafinowanym poziomie.

Do niedawna modne wydawało się utrzymywanie, że wartości społeczne muszą być zgodne z naturalną ewolucją technologii - że technologia powinna raczej kształtować, niż być kształtowana przez normy i oczekiwania społeczne. Już czas powiedzieć odważnie, że to ślepy zaułek dla ludzkości!

Od dziesięciu lat Instytut Humanites łącząc tematykę człowieka i technologii podkreśla, że świat potrzebuje dziś odważnych, mądrych i spójnych wewnętrznie liderów na wszystkich poziomach biznesowych i społecznych, liderów, którzy będą mieli zdolność do zakwestionowania status quo i wzięcia odpowiedzialności za świat bliski i dalszy. Dlatego też Instytut szuka systemowych rozwiązań w oparciu o Model „Wioski" Rozwoju Ekosystemu Społecznego łamiąc silosowe podejście do rozwiązywania problemów.

Być może w tej wojnie cichymi bohaterami nie będą wielcy światowi przywódcy, ale „zwykli" ludzie, programiści, architekci systemów, naukowcy, etycy, którzy mają odwagę niezależnie myśleć, zadawać pytania, stawiać granice. Być może zmiana przyjdzie oddolnie i w myśl zasady emergencji spowoduje powstawanie jakościowo nowych form i zachowań z oddziaływania między prostszymi elementami. Zmiana na poziomie mikro (np. umiejętność kooperacji), spowodują zmianę na poziomie makro (instytucji).

W 1962 roku kryzys kubański nieomal nie doprowadził do użycia broni atomowej. Wiele zasług w tym zakresie przypisuje się racjonalności Kennedy'ego i Chruszczowa. Jednakże, analiza faktów wskazuje na to, że być może prawdziwym sprawcą uniknięcia konfliktu, był w rzeczywistości Wasilij Archipow, radziecki wiceadmirał, który jako jedyny sprzeciwił się rozkazom i nie dopuścił do odpalenia torpedy z okrętu B-59. Gdyby nie odwaga jednego człowieka, konflikt mógłby zakończyć się światową, nuklearną pożogą.

Co przyniesie kolejny rok? Jak szybko każdy z nas stanie się jeszcze bardziej zewnętrznie sterowalny. Pokaz Neuralink Elona Muska z 28 sierpnia 2020r. przesuwa znów granice pomiędzy fikcją i rzeczywistością. A deficyt regulacji sprawia, że te granice będą przesuwane z każdym dniem coraz dalej.

A póki co u nas zamiast dyskusji o regulacjach w zakresie nowych technologii likwidacji uległo Ministerstwo Cyfryzacji...

„Rzeczpospolita” jest patronem medialnym konferencji Spójne Przywództwo oraz Człowiek i Technologia

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA