fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

#RZECZoBIZNESIE: Stanisław Gomułka: To nie jest zwyczajny rząd, tylko eksperyment

tv.rp.pl
W okresie dwóch lat, 2020-2021 będziemy mieć zerowy lub niemal zerowy wzrost gospodarczy, przy rosnących oczekiwaniach dużego wzrostu wydatków po roku 2021, m.in. na emerytury czy zdrowie. To podgorączkowa sytuacja, która może przerodzić się w otwarty kryzys finansów publicznych - mówi prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Zmiany w rządzie to dobry kierunek dla gospodarki?

Dotąd głównymi decydentami byli prezes Jarosław Kaczyński i szefowie dwóch partii koalicyjnych. Ta sytuacja nie ulega zmianie. Otwarta jest sprawa, czy Kaczyński jako wicepremier pomoże premierowi w realizacji sensowniejszej polityki gospodarczej. Chodzi przede wszystkim o to, czy premier będzie miał większą władzę nad ministrem sprawiedliwości. Dotyczy to szczególnie relacji Polski z UE w obszarze praworządności oraz ryzyka prawnego dla przedsiębiorstw prywatnych. Inne zmiany z konsekwencjami dla polityki gospodarczej są drugorzędne.

Czytaj także: Rekonstrukcja rządu: Czy czeka nas dobra zmiana w gospodarce?

A redukcja resortów ma jakieś znaczenie?

Nie. Chodzi o to, kto ma rzeczywisty wpływ na politykę gospodarczą. Jeżeli obszar cyfryzacji przechodzi do kancelarii premiera, to można oczekiwać, że ten obszar będzie dobrze zarządzany, może nawet lepiej niż jest teraz. Ważne, co się będzie działo w obszarze finansów publicznych, inwestycji prywatnych, przebudowy sektorów energetycznego i węglowego, spółek skarbu państwa.

W czasach rządu Mazowieckiego mieliśmy jednego wicepremiera i był nim minister finansów. Tak było często w okresie transformacji. Najważniejsze osoby obok premiera w krajach zachodnich, to minister finansów i spraw zagranicznych. W Polsce mamy teraz mniej ministrów konstytucyjnych ale więcej wicepremierów, co nie musi ułatwiać rządzenia. Dotąd głównego decydenta we wszystkich kwestiach, także w sprawach gospodarczych, mieliśmy poza rządem. Sytuacja w Polsce nie jest teraz normalna. To nie jest zwyczajny rząd, tylko eksperyment. Zobaczymy jakie będą skutki.

Jakie są największe wyzwania dla rządu?

Wyzwania będą się mocno różnić w kolejnych okresach. W najbliższych kwartałach podstawowym celem będzie powolne ograniczanie recesji i stopniowy powrót do normalności. Jeśli nawet szczepionki pojawią się na początku roku 2021, to ich skutki będą widoczne dopiero w drugiej połowie tego roku. Chociaż przyszły rok powinien oznaczać pojawienie się wzrostu gospodarczego, to poziom PKB będzie powrotem do sytuacji z roku 2019. Będziemy mieli nadal trudną sytuację w finansach przedsiębiorstw i państwa. W skali globalnej będziemy mieć do czynienia w roku 2021 z powolnym wzrostem gospodarczym i nadal dużymi napięciami w finansach przedsiębiorstw i państw. Dopiero później, gdy walka z epidemią będzie skuteczna, pojawi się możliwość trwałego powrotu do normalności. To będą lata 2022-23, u nas przedwyborcze. Znów pojawi się kwestia programu gospodarczego rządu i opozycji oraz wpływu kampanii przedwyborczej na politykę gospodarczą.

A w długofalowej perspektywie?

Po 2023 r. mamy okres średnio i długofalowy Trzeba się zmierzyć z poważnymi kłopotami w gospodarce odziedziczonymi po okresie dużej recesji w roku 2020. Po pierwsze chodzi o wprowadzenie w życie energetycznego Europejskiego Zielonego Ładu. W Polsce mamy z tym ogromne problemy. Chodzi o to, aby możliwie szybko zacząć wygaszanie elektrowni węglowych, zmniejszanie emisji netto CO2, poprawę jakości powietrza oraz lepszego zaopatrzenia rolnictwa i ludzi w wodę . Drugi wielki problem to sektor emerytalny. Jak zwiększyć aktywność zawodową i zmniejszyć deficyt w ZUS i KRUS ?. Decyzje w tych kwestiach będą mieć duży wpływ na finanse publiczne i poziom życia. Trzecie wyzwanie na długą metę to sprawa inwestycji, głównie prywatnych - polskich i zagranicznych, bo będą maleć inwestycje finansowane przez UE. Pogorszenia stanu praworządności w Polsce już zaczyna mieć wpływ negatywny na inwestycje, prywatne i publiczne , ale ten wpływ może się jeszcze zwiększyć, jeżeli relacje między UE i Polską nie ulegną wyraźnej poprawie. Jest jeszcze kwestia sektora zdrowotnego, jak zwiększyć efektywność wydatków publicznych na ochronę zdrowia ? W tym trzecim okresie pojawi się też nowe zadanie – jak uniknąć katastrofy w finansach publicznych.

Jakie zmiany PKB przewiduje pan w tym i przyszłym roku?

Mamy sporo prognoz, które zaczynają się układać w zbliżoną sekwencję. W I kw. mieliśmy jeszcze jakiś wzrost PKB, w II kw. spadek PKB był silny , ok. 8 proc., w III kw. prawdopodobnie będziemy mieli kontynuację recesji, ale na mniejszą skalę: PKB może być 2 proc. poniżej poziomu rok temu. Być może w IV kw. będzie już jakiś wzrost. W skali całego roku 2020 oczekuję tego, co rząd, czyli spadku PKB między 3 a 4,5 proc.

W przyszłym roku w założeniach budżetowych mamy wzrost 4 proc., czyli odbicie aktywności gospodarczej na sporą skalę. Jednak to oznacza, że przez dwa lata będziemy mieli zerowy wzrost gospodarczy. Jest to i będzie nadzwyczajna sytuacja w skali całego okresu transformacji po roku 1991. Ma to już i będzie mieć w roku 2021 wyjątkowo duże skutki także dla finansów publicznych. W tym roku mamy narastanie deficytu sektora finansów publicznych i długu publicznego na wielką skalę. W przyszłym roku będzie to kontynuowane. Prognozy Ministerstwa Finansów mówią, że licząc wg metodologii unijnej mielibyśmy przekroczenie przez dług jednostek rządowych i samorządowych konstytucyjnego progu 60 proc. PKB już w tym roku. Na koniec przyszłego roku dług publiczny osiągnąłby poziom około 64 proc. PKB.

Wierzy pan w te 4 proc. wzrostu w przyszłym roku?

Może się to okazać założeniem optymistycznym. Wszystko zależy od rozwoju sytuacji epidemicznej w tym i w przyszłym roku, czy szybko pojawią się dobre szczepionki dla milionów ludzi. Nie twierdzę, że założenie rządowe jest kompletnie wyssane z palca, ale jest obłożone dużym ryzykiem. Rząd dotąd forsował błędną ideę. Była nią interpretacja, że nieco niższe wpływy z VAT w relacji do PKB przed 2015 r. były spowodowane masowymi kradzieżami. Politycy PiS mówili z przekonaniem, że znaczne zwiększenie dochodów podatkowych VAT było głównie zasługą działań represyjnych wobec przestępców podatkowych , Teraz wiemy, że teoria ta była w dużym stopniu błędna. Wysoki wzrost dochodów VAT wynikał, jak się wydaje, głównie z tego, że mieliśmy szybki wzrost PKB, po części dzięki dobrej koniunkturze gospodarczej w Europie.

Generalnie wpływy z VAT rosną szybciej niż PKB w okresie dobrej koniunktury, w okresie słabej koniunktury podnoszą się wolniej niż PKB. Działa tzw. efekt pro-cykliczności. Ten efekt rząd ignorował w swojej interpretacji. Doświadczenia tegoroczne są ostrzeżeniem dla rządu, że jego teoria dotycząca VAT i skali przestępstw była w znacznym stopniu, być może nawet w dużym stopniu, błędna.

Z finansami publicznymi znajdujemy się więc już teraz w wyjątkowo niepewnej sytuacji.. Oprócz zerowego wzrostu przez 2 lata, są bowiem oczekiwania dużego wzrostu wydatków na pewne kategorie ważne społecznie, np. na dofinansowanie systemu emerytalnego poprzez 13-tą i 14-tą emeryturę ,czy ochronę zdrowia. Jeżeli nałożą się te wzrosty wydatków na efekty dochodowe niższego wzrostu gospodarczego, to będziemy mieć kontynuację dużego napięcia w finansach publicznych także w latach po roku 2021, z możliwością dużego wzrostu kosztów obsługi długu publicznego. To podgorączkowa sytuacja, która może przerodzić się w otwarty kryzys.

NBP może zawsze dodrukować pieniądze.

Oczywiście jest możliwość finansowania deficytu państwa wzrostem podaży pieniądza. Tylko sytuacja Polski jest inna niż USA, Niemiec czy szeregu innych krajów. Chodzi o wiarygodność i zaufanie inwestorów. Ktoś musi kupować skarbowe papiery wartościowe emitowane przez NBP. Możliwości absorpcji środków wewnątrz kraju są umiarkowane. Oszczędności naszych gospodarstw domowych należą do najniższych w świecie. W trudnym okresie dla finansów publicznych rząd musiałby być zmuszony do emisji skarbowych papierów wartościowych na rynku światowym. Zaufanie do Polski nie jest wysokie. Rentowności naszych papierów skarbowych są kilkukrotnie wyższe niż niemieckich czy nawet czeskich i słowackich. Przekroczenia pułapów ostrożnościowych, ignorowanie konstytucji i reguły wydatkowej zostałoby zauważone przez potencjalnych nabywców papierów skarbowych, więc ich rentowność musiałaby być większa niż jest obecnie.

Nie jest tak, że tradycyjne podejście monetarne przestało działać. Mamy przykłady krajów, gdzie doszło do silnego wzrostu inflacji spowodowanego ekspansywną polityką fiskalną i monetarną. W 20 krajach na świecie jest wysoka inflacja, w niektórych praktycznie hiperinflacja. Nawet w Polsce mieliśmy do czynienia z dużymi problemami tego rodzaju w latach 80-tych, kiedy przestaliśmy obsługiwać dług zagraniczny a inflacja w roku 1989 była przez kilka miesięcy bardzo wysoka. Przykłady bardzo negatywnych skutków, mocno inflacyjnych, niewłaściwej polityki fiskalnej i monetarnej są liczne. Jeżeli będą ignorowane przez władze w Polsce, to muszą doprowadzić do mocno negatywnych konsekwencji.

Czy nasz bank centralny nie przesadził z obniżkami stóp?

Wysokie stopy procentowe mają zmniejszyć popyt na kredyt. Banki komercyjne utrzymują jednak dość wysokie marże i kredyty dla gospodarstw domowych oraz przedsiębiorstw nie rosną szybko. Problemem jest teraz głównie szybko rosnący dług publiczny. Ale jeśli eksplozja tego długu podniesie inflację cen , to Rada Polityki Pieniężnej zapewne, przypuszczam, zacznie podnosić stopy procentowe.

Ostatnie dane o produkcji czy konsumpcji są rozczarowujące. A jeszcze niedawno wydawało się, że na tle innych krajów będziemy prymusem, a nawet podgonimy Zachód...

Zachód doganiamy od około 30 lat. Tempo tego doganiania było w tym czasie dość znaczne w odniesieniu do dochodów na mieszkańca, ale jeszcze niewielkie w odniesieniu do nagromadzonego bogactwa materialnego. Aby dalej poprawiać naszą pozycję w relacji do takich krajów jak Europa zachodnia i Stany Zjednoczone powinniśmy więcej niż dotąd oszczędzać i inwestować. W obu tych obszarach mamy teraz duże problemy, więc dalsze doganianie może być wolniejsze lub nawet nie być możliwe.

Może warto naśladować Szwecję, która nie miała lockdownu i większych obostrzeń?

Szwecję warto naśladować w wielu obszarach, ale akurat niekoniecznie w odniesieniu do sposobów radzenia sobie z globalną pandemią. Brak zaostrzeń i duża w konsekwencji liczba ofiar byłyby koniecznością tylko w przypadku niepowodzenia w wynalezieniu skutecznych szczepionek.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA